niedziela, 27 grudnia 2009

Mój skarb

Myślałem, że takie przypadki zdarzają się tylko w filmach czy w opowiadaniach dla dzieci ;). A jednak przydarzyło się to mi, staremu koniowi, niespecjalnie nawet z braku czasu mogącemu sobie pozwolić na lekturę książek. To nic wielkiego, ale pamiętać o tym będę do końca życia. Być może "do końca życia" zabrzmiało groźnie, więc chciałbym uspokoić, że zdarzenie jest z gatunku zaskakujących, ale przyjemnych.

Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia postanowiłem sobie zrobić mały prezent na urodziny. Przechodząc w drodze z pracy obok antykwariatu na Powiślu wypatrzyłem w jego witrynie "Pisma Zbiorowe" Józefa Piłsudskiego. Po dłuższej chwili przyglądania się przez szybę nie miałem wątpliwości, że to wydanie przedwojenne, a nie jakiś reprint. Na wystawie był tom X, co sugerowało, że tomów jest co najmniej dziesięć. W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że fajnie by było mieć te pisma na półce, jednakowoż kosztują pewnie nie mało. Choć wyraźnie podniszczone, ale ponieważ tomów jest aż tyle, to nawet gdy jeden nie kosztuje wiele, trzeba to pomnożyć przez dziesięć. Oględziny wewnątrz antykwariatu wykazały spore ślady czasu - utlenienia i zżółknięcie papieru, sfatygowane okładki, niestety miękkie. Cena była jednak zachęcająca. A co ciekawe, po sprawdzenia na Allegro - przeszło połowę niższa od wirtualnych aukcji tej pozycji.

Zastanawiając się około tygodnia - brać czy nie brać - poszedłem w końcu prawie zdecydowany żeby "Pisma" zakupić. Nie zdążyłem jednak zgromadzić wymaganej sumy. Ponieważ pora była późna, a bankomatu w pobliżu nie było, nie pozostawało nic innego jak się potargować. Krakowskim targiem udało mi się zbić cenę o ok. 30 procent, więc zadowolenie z zakupu było podwójne. Wysupłałem dosłownie ostatnie pieniądze z różnych zakamarków plecaka, ale były to naprawdę drobne.



Już w domu zacząłem dokładnie przeglądać mój nowy nabytek. Dziesięć tomów "Pism", które trzymałem właśnie w rękach, zostały wydane w 1937 roku przez Instytut Józefa Piłsudskiego. Zawierają wszystkie opublikowane do tego czasu dokumenty Marszałka. Są też zdjęcia, faksymilie listów i mapy.





Jakież było jednak moje zdziwienie, gdy w jednym z tomów natknąłem się na oryginalną ulotkę reklamową wydawcy, zachęcającą do zakupu innych pozycji z 50-procentową obniżką dla prenumeratorów "Pism". Dowiedziałem się tym samym, ze "Pisma" były dystrybuowane na zasadach subskrypcji.





Po znalezieniu złożonej ulotki zacząłem uważniej przewracać strony. Niektóre nie są jeszcze nawet rozcięte. Jak się zaraz okazało, stanowiło to doskonałą "skrytkę" dla.. pocztówki, którą znalazłem w tomie VII. Kiedy ją zobaczyłem, serce oczywiście mi mocniej zabiło. Chwila zastanowienia, czy to może być pocztówka przedwojenna, bo widoczek nie dawał ku temu jednoznacznej wskazówki..



Odwracam pocztówkę i widzę stempel pochodzący z Druskiennik a to przecież Kresy! Resztkę wątpliwości pozbawił mnie znaczek, na którym widnieją napisy Poczta Polska i "Lwów - Uniwersytet." To był jeden z tych niewielu momentów w moim życiu, kiedy przeżywałem wielkie, pozytywne zaskoczenie. Bo to przecież jakbym znalazł skarb.



Dzięki tej pocztówce dowiedziałem się, kto był w II RP pierwszym właścicielem "Pism", które teraz kupiłem. Bo pocztówka najprawdopodobniej była do niego adresowana. Jeśli tak, to prenumeratorem "Pism" był pułkownik K. Sołtan. Mieszkał w Skarżysku Kamiennej, a pocztówka była adresowana do jego miejsca pracy: Wytwórni Węgla Aktywnego. Kto słał pozdrowienia z Druskiennik niestety nie wiem, bo podpis jest nieczytelny. Wiem tylko, że napisał je 4 października 1937 roku.

Pocztówka z Druskiennik do pułkownika Sołtana była najpewniej przez 72 lata przez nikogo nie ruszana, dobrze schowana między stronicami "Pism Zbiorowych" Marszałka Piłsudskiego. Aż wziąłem ją do ręki ja. Fajne to uczucie..

niedziela, 6 grudnia 2009

Mój pierwszy Nordic-Walk

Od kilku lat myślałem o kupnie nart biegowych. Powstrzymywał mnie brak śniegu i nadmiaru funduszy. Wydanie prawie tysiąca złotych po to, aby użyć sprzętu przez miesiąc, w porywach dwa w roku nie wchodziło w rachubę. No więc, skoro nie mogą być narty, to może same kijki? Chodzi oczywiście o kijki do uprawiania tzw. Nordic-Walkingu, którą to formę rekreacji uprawia w Skandynawii bardzo wiele osób. Co jest zresztą zrozumiałe, bo jeżdżą tam dużo na nartach.

W Polsce o Nordic-Walkingu dopiero zaczyna być słychać. Ktoś, kto mieszka nieopodal lasu jak ja nie mógł nie zauważyć zwiększającej się z miesiąca na miesiąc liczby osób chodzących z kijami. Nie ukrywam, że kiedy je pierwszy raz zobaczyłem jakieś dwa lata temu, to myślałem, że to jakaś forma lasek dla osób z problemami z kręgosłupem. Jednak osób takich spotykałem coraz więcej, i choć nie byli to ludzie młodzi, to zaczęło mi to już wyglądać niemal wyczynowo. Wszyscy zasuwali bowiem z tymi kijkami jak małe samochodziki.

Zerknąłem więc z miesiąc temu do Internetu, gdzie o Nordic-Walkingu aż huczy. W końcu to niezły biznes, bo kijki można sprzedać przecież niemal każdemu i to w każdym wieku. Wydatek jednak niewielki, więc postanowiłem, że spróbuję i ja. Nastawiony byłem sceptycznie, bo w końcu mam za sobą parę lat chodzenia na siłownię, kung-fu i tym podobnych rzeczy ;), a tu nagle miałbym wziąć do rąk dwa niepozorne, leciutkie kijki. Co gorsza, niektórzy mówili, że to.. "kijki dla seniorów". Za seniora się jeszcze co prawda nie uważam, ale na siłownię to już mi się chodzić za bardzo nie chce, i a kasy by mi było szkoda. A ponieważ znam ścieżki, gdzie żaden z wyczynowców mnie nie zobaczy, więc postanowiłem zakupić to jedyne niezbędne do uprawiania tego sportu akcesorium. Kupiłem nawet takie lepsze kijki z włókna węglowego, teleskopowe (o regulowanej płynnie długości), z dodatkowymi końcówkami (kopytkami jak to się tutaj nazywa) na utwardzone nawierzchnie oraz na kołnierzykami na śnieg. Ale nawet taki full wypas kosztował mnie w sumie raptem.. 160 zł.

Mam już za sobą dwa kilkukilometrowe spacery i jestem pod wrażeniem. Ponieważ na dłuższe spacery z psem chodzę mniej więcej tą samą trasą (na około Gudzowatego i jednostki wojskowej w Mariewie - ok. 10 km) , to miałem idealne porównanie, jak wygląda spacer bez i z kijkami. O ile bez kijków można się zasapać i dobrze jest zrobić jeden postój, to z kijkami nie. O ile bez kijków czuć po całym spacerze nogi i kręgosłup, to z kijkami nie. Jedyne co czułem po Nordic-Walkingu, to były.. ręce (szczególnie pracują tricepsy). Jednym słowem to był też spacer dla rąk. Ale nie tylko, bo już po drugim spacerze, czułem też, jak pracują inne mięśnie górnej partii ciała. O zaletach Nordic-Walkingu można poczytać w wielu miejscach. Polecam go wszystkim i udaję się na mój trzeci Nordic-Walk.

środa, 2 grudnia 2009

Jeszcze o Bernardzie i Daukszewiczu

Tym razem w dzisiejszej Rzepie:

"Konsternację czytelników internetowych portali plotkarskich wzbudziły też niedawne przeprosiny, jakie znany satyryk Krzysztof Daukszewicz wystosował pod adresem jednego z blogerów.

Daukszewicz na antenie TVN 24 przeczytał jego satyryczny tekst, utrzymując, że napisał go sam. Gdy sprawa wyszła na jaw, oświadczył, że wydawało mu się, iż to jego własny utwór, bo „zgrabnie, porządnie napisany", a jeśli przeprosiny nie wystarczą, „stawia dobrą flaszkę na zgodę"."

Pominę stwierdzenie o "konsternacji czytelników portali plotkarskich" - czym jest portal typu Salon24, niech wytłumaczy swojemu redakcyjnemu koledze Igor Janke ;). Natomiast szkoda, że autor zamiast pisać "jeden z blogerów" nie użył nicka Bernarda. Równie dobrze mógł napisać "jeden z obywateli". Choć bloger lepszy od nadużywanego powszechnie przez dziennikarzy "internauty". Bo internauta to taki wirtualny obywatel - nie dość, że anonimowy to jeszcze nie wiadomo czy tak naprawdę istnieje. W przypadku blogerów, którzy często latami pracują na rozpoznawalność swojego nazwiska lub pseudonimu w necie, wypada ten pseudonim podawać. Szczególnie, gdy bloger staje się ofiarą czyjegoś bezprawnego działania, nie można dodatkowo anonimizować ofiary.

niedziela, 29 listopada 2009

Treść i relacje

W Internecie najważniejsza jest społeczność. W Polsce tego jeszcze nie widać, ale na Zachodzie od dawna tak, gdzie najróżniejszych portali społecznościowych jest całe mnóstwo. Jesteśmy trochę zapóźnieni technologicznie, a w szczególności jako blogosfera polityczna - mocno nakręceni emocjonalnie (od czego wolne są inne blogowe "branże"). Prawicowym blogerom wydaje się, że mają jakąś misję do spełnienia, że to co piszą, to nie jest li tylko dyskusja ze znajomymi czy przypadkowymi czytelnikami, tylko niewiadomoco wielkiego. Trzeba to archiwizować, zagregować przynajmniej na kilku portalach i jak największej liczbie agregatów, zajawiać na Twitterze, Facebooku i Bóg wie, gdzie jeszcze.

Otóż, o ile tak było lat temu jeszcze może dwa czy trzy, gdy blogi raczkowały, a na rynku nie było praktycznie żadnego prawicowego medium oprócz "GP", mogło tak być. Czyli treść i misja były bardzo ważne. Teraz treści prawicowych jest w bród, aż za dużo. Są nawet w mainstreamie - np. "Rzeczpospolita", czasem w TVP. Blogów na samym Salonie jest kilkaset. Czy ktoś jest w stanie przeczytać nawet te najlepsze? Czy normalny, pracujący człowiek jest w stanie przeczytać więcej niż kilka niezbyt długich notek w ciągu dnia? Oczywiście, że nie.

Czyżby więc na blogach gromadzili się sami bezrobotni, renciści i emerycie? Z doświadczenia wiem, że głównie tak :) Bo przecież nie ma sensu, a na ogół czasu żeby to wszystko czytać. A czy na dodatek blogi są wartościowsze od np. artykułu Ziemkiewicza, Mazurka, Semki czy Lichockiej? Oczywiście, że na ogół nie. Blogi siłą rzeczy to amatorskie produkcje, które z profesjonalnymi nie mogą się równać. Dlaczego więc sami prowadzimy blogi i odwiedzamy inne? Czy tylko po to, aby przekazać treść, którą w lepszym wykonaniu przekażą dziennikarze? Blogi wygrywają z prasą nie treścią (co zdarza się niezwykle rzadko), a głównie tym, że ich autor potrafi utrzymać relacje z innymi. W prasie nie ma czasu na relacje z czytelnikami. Od dawna odwiedzało się głównie tych blogerów, którzy nie tylko dobrze pisali, ale też i komentowali (często było to równoznaczne z komplementowaniem :) komentujących. W czasach nadmiaru treści jest to tym bardziej istotne. A zatem: zamiast "copy-paste" (czy RSS) na inne portale, wybrać jeden i osobiste relacje..

sobota, 21 listopada 2009

Ścigani za krytykę polityka PO

No to mamy już par excelence państwo policyjne. Uczestnicy jednego z forów internetowych ścigani są przez prokuraturę i policję za krytykę polityka rządzącej Platformy Obywatelskiej.. Śledczy przekażą politykowi dane uczestników jednego z forów dyskusyjnych, co umożliwi mu złożenie przeciw krytykom prywatnych aktów oskarżenia. Organy ścigania są już zatem oficjalnie na usługach polityków, łaknących zemsty na krytykach ich postępowania. Zresztą, skoro w prywatnym procesie może wykorzystywać podsłuchy wiceszef ABW, to dlaczego prezydent Szczecina miałby nie wykorzystywać w prywatnej zemście prokuratury i policji? A bo to on gorszy od polityków rządzącej partii ze stolicy..

sobota, 7 listopada 2009

Najmniejsze wacki w mieście

Wreszcie ktoś przekłuł te dwa sparciałe baloniki pt. Kuba Wojewódzki i Michał Figurski. Dwóch najobrzydliwszych chyba celebrytów, najbardziej zaangażowanych w jawną i ukrytą kampanię na rzecz Platformy Obywatelskiej. Dostali bronią, jakiej sami używają, więc styl Grupy Operacyjnej jest w ich przypadku jak najbardziej na miejscu.

środa, 4 listopada 2009

Marks, Engels, Rostowski

"Liberalny" rząd Donalda Tuska renacjonalizuje emerytury. Środki zarządzane od czasu reformy Buzka przez prywatne instytucje finansowe trafią z powrotem do państwowego ZUS. Minister finansów tłumaczy, że ZUS zrobi to taniej niż OFE. No to może przy okazji zrenacjonalizować inne instytucje sektora finansowego, które tak jak OFE inwestują nasze oszczędności w obligacje skarbowe. Skoro ZUS ma być w tej materii bardziej rentowny od OFE, to dlaczego również nie od komercyjnych banków i ubezpieczycieli? Ale to już przecież przez pół wieku ćwiczyliśmy..

czwartek, 22 października 2009

Teresa, Trawa, Robot

"Teresa, Trawa, Robot. Największa operacja komunistycznych służb specjalnych." to nowa książka Wojciecha Sumlińskiego o kulisach zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki przez esbecję. Autor ukazuje w niej m.in. nieznane do tej pory fakty z inwigilacji przez SB bezpośrednich sprawców zbrodni, ich rodzin i znajomych.

Dzisiaj byliśmy z Bernardem na spotkaniu z Wojciechem Sumlińskim w warszawskim SWS. Miałem okazję zadać autorowi kilka pytań. Wojciech Sumliński potwierdził, że nie oddano mu jeszcze dokumentów dotyczących jego dziennikarskiego śledztwa w sprawie zbrodni na ks. Jerzym, zabranych podczas zatrzymania kilka miesięcy temu. Na moje pytanie, czy podejmie w tej sprawie jakieś kroki prawne, odpowiedział, że raczej nie w obecnej rzeczywistości politycznej.

Na koniec spotkania autor podpisywał książki..


niedziela, 18 października 2009

Chlebowski podejrzany!

Były szef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej dałby zapewne wiele, aby to nagranie zniknęło z telewizyjnych archiwów, albo przynajmniej z YouTube'a. Widać i słychać bowiem na nim wyraźnie, że polityk PO obsługiwał biznes hazardowy już od 2003 roku. I to w jakże cyniczny, charakterystyczny zresztą dla tego polityka, sposób..



Czarne prognozy Zbigniewa Chlebowskiego się nie spełniły - Polska nie stała się krajem, w którym biznes hazardowy bankrutuje. Wręcz przeciwnie - ma się doskonale, o czym można się przekonać wychodząc na miasto.. trudno znaleźć dłuższy niż kilkaset metrów kawałek ulicy wolnej od tego typu działalności.

Blogerzy i politycy na Rozdrożu

Wczoraj w kawiarni Na Rozdrożu Salon24 obchodził swoje trzecie urodziny. Nie wszyscy pewnie pamiętają, a może nawet nie wiedzą, że blogosfera polityczna istniała na długo przed Salonem24. Faktem jest jednak to, że to głównie za sprawą Salonu24 blogerzy weszli nomen omen na salony - w świat mediów oraz w bliską styczność z politykami.

Tak też było i wczoraj - dziennikarzy mainstreamu i polityków było sporo. Wśród tych ostatnich PiS stanowił zdecydowaną większość - byli m.in. Migalski i Czarnecki. Ale tylko Jarosław Kaczyński potrafił przyciągnąć do siebie tłum blogerów. Pozostali politycy rozmawiali głównie ze sobą lub z dziennikarzami. Po oficjalnym wystąpieniu Kaczyński stał jeszcze dobrą godzinę w korytarzu i z nami dyskutował. Zadanie premierowi kilku pytań, uściśnięcie dłoni i życzenie powodzenia w zdobyciu władzy na dwie kadencje (mówił nam, że tyle mu potrzeba, żeby dźwignąć Polskę) było dla mnie hitem tego wieczoru. Były premier jakże inny, niż postać, jaką starają się wykreować nieprzychylne mu media. Choć dyskutowali z nim nie tylko jego sympatycy, był swobodny, odpowiadał rzeczowo i chyba nikt nie miał wrażenia, że zbywa pytających okrągłymi wypowiedziami, jak robił to już na okrągło Jarosław Gowin.

Cieszę się też, że poznałem i/lub przy piwie pogadałem z Koteuszem (chodzącą definicją duszy człowieka! ;), gw1990, Freemanem i MarkiemD oraz kobietą Marka (zaimponowało mi, że poznałaś się na prawdziwej naturze pana, którego boję się tutaj wymienić nawet inicjałów ;), eFlashem (przepraszam, że miałem już mocno w czubie i nie sprawdziłem się jako synkretyczny dyskutant ;), toyahem (szkoda że nie dane nam było pogadać dłużej, ale uściskanie zapamiętam na długo ;), 1Maud (takie kobiety ja Ty to nasz skarb narodowy - tylko nie dawaj postronnym osobom klucza! ;) i z Tą dziewczyną (tu wpisz swój nick; skleroza nie boli), która nawiedza (bo nie zarejestrowana ;) Blogpress.pl. Aha, no i jeszcze jakby ktoś z tych co siedzieli w "piekiełku" (na dole) miał watpliwości, o czym tak długo gadałem z Azraelem - musiałem strzępić na niego język (nie dał się przekonać m.in., że śmierci Blidy nie był winien ówczesny układ polityczny, lecz ona sama) po tym, jak nie dał się na samym początku sprowokować do bójki. Przy okazji pozdrowienia dla Budynia (zgadzam się, że zgoda ;) i Bernarda (te Twoje pytania do Gowina były zabójcze - mam nadzieję, że udało Ci się je nagrać).

sobota, 17 października 2009

Dziennikarze na POdsłuchu

Wiceszef ABW wykorzystuje podsłuchy ABW w swojej prywatnej sprawie. Podsłuchiwani są dziennikarze, którym prawo gwarantuje ochronę źródeł informacji i którzy w demokratycznym państwie kontrolują władzę, a nie odwrotnie. Pod rządami Platformy Obywatelskiej jest jednak to "odwrotnie". Szefem ABW jest polityk PO. Najważniejsza służba specjalna w państwie została więc "sprywatyzowana" przez polityków partii rządzącej.

Kogo jeszcze POdsłuchują? Można się tylko domyślać. Ale jeśli nie przepadasz za tą partią, piszesz o niej krytyczne artykuły, a może tylko notki na blogu, albo nie daj Boże - procesujesz się z jakimś jej politykiem, możesz już być na celowniku ABW..

"Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nagrała rozmowy Cezarego Gmyza z „Rzeczpospolitej” i Bogdana Rymanowskiego z TVN z Wojciechem Sumlińskim. Agencja nagrała dziennikarzy w 2008 roku w związku próbą samobójczą dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Rejestrowała też prywatne rozmowy Gmyza i Rymanowskiego z Sumlińskim. Jak się okazuje – niezgodnie z przepisami – nie zniszczyła stenogramów niezwiązanych ze sprawą. Co więcej, zostały odtajnione i udostępnione pełnomocnikowi prawnemu Jacka Mąki, wiceszefa ABW, do wykorzystania w prywatnym procesie między nim a „Rz”."

niedziela, 6 września 2009

Okrągły stół blogosfery

Chciałbym pogratulować moim niedawnym znajomym z władz Blogmedia24 - Maryli, Frankowi i Foksowi - decyzji o integracji z portalem tekstowisko.com. Igła na Blogmedia24, Foxx na tekstowisku.. nie myślałem, że zobaczę coś takiego na własne oczy i nie będzie to fotomontażem. Nigdy bym nie pomyślał, że integracja prawicowej blogosfery zatoczy tak szerokie kręgi..

W blogosferze są jak widać możliwe rzeczy, o których nie śniło się najstarszym blogerom. Ja się tylko cieszę, że zdążyłem odejść z BM24, zanim przyszłoby mi się integrować z Azraelem, MadDogiem, grzesiem, Igłą, RRK, Starym i innymi o podobnych poglądach i wrażliwości. Nie wiem, czy wszyscy z ww. jeszcze piszą na tekstowisku, ale dla mnie to oni są wizytówką tego portalu. Nie byłbym w stanie oddzielić grubą kreską tego, co te osoby pisały o tym, co dla mnie wartościowe i co uważam za słuszne. Niektórym to jednak zupełnie nie przeszkadza..

Michnik Kiszczak

czwartek, 3 września 2009

To jedno zdjęcie

To zdjęcie widziałem wiele razy, po raz pierwszy zobaczyłem je jeszcze jako dziecko. Zawsze wywierało na mnie ogromne wrażenie. Jest dla mnie kwintesencją II Wojny Światowej - okrucieństwa Niemców z jednej strony oraz tragicznego losu Polaków z drugiej. Zdjęcie przedstawia ofiary niemieckiego nalotu z września 1939 – od samego początku wojny głównymi celami pilotów Luftwaffe byli cywile.

Kazmiera Mika nad ciałem siostry

Poniżej ta sama tragedia w ujęciu przedstawiającym szerszy plan.

Kazimier Mika

Zawsze myślałem, że rozpaczająca dziewczynka klęczy nad ciałem swojej matki. Dziś, gdy sięgnąłem po niedoczytany egzemplarz "Rzeczpospolitej" z 1 września tego roku, dowiedziałem się, że na zdjęciu są siostry. Ta, która uszła wtedy z życiem żyje do dziś - to Kazimiera Mika (także na zdjęciu niżej).

Kazmiera Mika, Sam Bryan

Autorem zdjęcia, którego nie znałem też do tej pory, był amerykański fotoreporter Julien Bryan (na zdjęciu powyżej jest jego syn). Udokumentował on na kliszy fotograficznej i taśmie filmowej życie mieszkańców Warszawy, atakowanej we wrześniu 1939 przez Niemców. Świadectwo reportera jest dziś na nowo odkrywane, po wielu latach zapomnienia..

czwartek, 20 sierpnia 2009

Ministerstwo głupich kroków

Choć w zasadzie powinienem napisać - ministerstwo totalnej inwigilacji i monopolu.. Jak bowiem donosi dzisiejsza Rzepa, już w czerwcu w MSWiA powołano specgrupę, składającą się z policjantów i innych służb, która przygotowuje poprawki do nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Do ustawy miałyby zostać wprowadzone przepisy, które nakazywałyby właścicielom witryn internetowych gromadzenie danych o odwiedzających je internautach i ich wszelkiej aktywności. Informacje te musiałyby być składowane aż przez 5 lat od momentu pojawienia się w Sieci. Policja i inne służby miałyby mieć ponadto dostęp do tych danych przez 24 godziny na dobę, zdalnie i bez wiedzy samych właścicieli witryn.

Przy czym nie chodzi tylko np. o dane transakcji zawieranych w sklepach czy na aukcjach internetowych, które jak wiadomo nie są wolne od oszustów, czy też stron zawierających treści audiowizualne, których legalna wymiana stoi pod znakiem zapytania. Także - a może przede wszystkim - ma być gromadzona i udostępniana specłużbom treść publikowana na blogach i forach dyskusyjnych oraz prywatna korespondencja prowadzona za pomocą komunikatorów internetowych czy poczty elektronicznej. To nie sen wariata, niestety. Grozi nam totalna inwigilacja, jakiej nie zna jeszcze żaden cywilizowany kraj.

Wprowadzenie takiego kuriozalnego prawa byłoby uderzeniem nie tylko w wolności obywatelskie, jak np. poufność korespondencji czy możliwość zachowania anonimowości. Byłoby także śmiertelnym ciosem w niewielkie, oddolne inicjatywy internautów, jak Blogpress, które takimi mechanizmami kontroli użytkowników nie dysponują nawet na swój użytek i nigdy dysponować nie będą, bo ich cena wielokrotnie przekracza koszty utrzymania samego portalu. Po co to zresztą. Na Blogpressie mamy ograniczone miejsce na serwerze, za który płacimy z własnych kieszeni. Nie możemy pozwolić sobie nawet na zbyt częste robienie kopii zapasowych, czy ich dłuższe przechowywanie, bo trzeba zwolnic miejsce na nowe backupy. Do przechowywaniu danych przez 5 lat musielibyśmy wykupić dodatkowe miejsce, co kosztowałoby więcej niż to, które wystarcza do bezpiecznego działania całego portalu. Dysponujemy także ograniczonymi, bo darmowymi, statystykami odwiedzin. Wymagania MSWiA, o których pisze Rzepa, wymuszałyby zakup komercyjnych narzędzi tego typu o cenie porównywalnej do tego, jaką płacimy za działanie portalu. Natomiast bieżącej i zdalnej kontroli nie wyobrażam sobie inaczej, jak oddanie w ręce specsłużb kont z uprawnieniami administratora, co - oprócz rzecz jasna bieżącej inwigilacji użytkowników - wiązałoby się z udostępnieniem tymże służbom wszelkiej myśli technicznej jaka została włożona w budowę portalu.

Nie wiem do czego zmierza ten rząd i o co mu naprawdę chodzi, ale nie wyobrażam sobie, że można w ogóle myśleć o wprowadzenia takich przepisów. W ich konsekwencji polscy internauci nie dość, że podlegaliby totalnej inwigilacji, to sam Internet zostałby zoligopolizowany przez wielkich komercyjnych operatorów, jak ma to miejsce w przypadku radia i telewizji. Tylko wielkich byłoby stać na wyposażenie witryn w mechanizmy kontroli, o jakich myśli MSWiA.

Ciekaw jestem, czy jeszcze ktoś wierzy w to, co dwa lata temu głosiła Platforma Obywatelska, wspierana ochoczo przez pracowników kilku koncernów medialnych, że to jakoby rząd Jarosława Kaczyńskiego chce wszystkich podsłuchiwać.. podczas gdy nie miał nawet takiego pomysłu. Co wykazały zresztą zarządzone przez samą Platformę śledztwa i komisje śledcze. Teraz mamy już przynajmniej pomysł. Czy pozwolimy na jego realizację?

niedziela, 16 sierpnia 2009

80 czerwonych róż od prezydenta

"Mszą świętą - odprawioną w kaplicy Pałacu Prezydenckiego w Warszawie - uczczono 80. urodziny Anny Walentynowicz.


Mszę w dniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny - w intencji założycielki NSZZ Solidarność - odprawił ks. Ryszard Umański. W kwietniu 1985 roku - jako kleryk II roku Seminarium Duchownego w Częstochowie - pomagał on uczestnikom głodówki solidarnościowej, w której uczestniczyła Anna Walentynowicz. Wśród zgromadzonych w kaplicy obecni byli m.in. Jarosław Kaczyński, Jan Olszewski, Antoni Macierewicz, Zofia Romaszewska i Ryszard Bugaj. [..]

Po mszy odbyła się sesja naukowa poświęcona Annie Walentynowicz w ruchu solidarnościowym. Patronował jej prezydent Lech Kaczyński, który wręczył jubilatce kosz 80 czerwonych róż. Przypomniał też, że Anna Walentynowicz weszła w skład niewielkiej grupy osób, które stworzyły związki zawodowe. Wspominał również seminaria opozycjonistów z robotnikami w jej małym, skromnym, gdańskim mieszkaniu. [..] Podczas konferencji naukowej swoje referaty wygłosili: Antoni Macierewicz, dr Jan Żaryn, dr Sławomir Cenckiewicz, Jan Olszewski i pomysłodawca wolnych związków Krzysztof Wyszkowski."


***

Jedna z wielu legenda, propagowanych na portalu Blogmedia24 głosi, że tej uroczystości by nie było, gdyby nie.. działania zarządu tegoż, czyli Maryli i Franka. Nie żartuję - piszą o tym sami na swoim nieswoim portalu. Dzięki nim Anna Walentynowicz miała jakoby "wyjść z cienia", co zauważył z kolei jakiś "łubudubu" na salonowym blogu "głównego admina BM24 obok Maryli".

A zatem prezydent Lech Kaczyński, premierzy Jarosław Kaczyński i Jan Olszewski, minister Antoni Macierewicz i wielu innych polityków obozu solidarnościowego oraz historyków nie miałoby okazji uczcić legendy Solidarności, gdyby nie akcja "benefis" prowadzona przez władze BM24. Gdyby nie ta para osób "harujących w realu", jak napisał Foxx, zapewne nie byłoby niczego..

Pani Annie życzę 100 lat w tak doskonałej kondycji jak ostatnio, choć niektórzy aktywiści BM24 mieli co do jej formy inne zdanie..

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Polskie Śpiewanie

W najbliższą sobotę, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny oraz rocznicę "Cudu nad Wisłą", na pl. Teatralnym w Warszawie odbędzie się koncert "Polskie Śpiewanie". Wystąpią: "Forteca" (rock patriotyczny), "Zayazd" (pop-folk) oraz franciszkański zespół "Taukers". Tradycyjnie w programie także wspólne śpiewanie publiczności wraz z artystami.

Tego samego dnia ma odbyć się koncert "Madonny". Niektórzy będą zagłuszać amerykańską skandalistkę. Można jednak wybrać się tam, gdzie przy dobrej, polskiej, patriotycznej i katolickiej muzyce można będzie - jak czytamy na plakacie zapowiadającym koncert - spotkać prawdziwą Madonnę.

Polskie Śpiewanie

niedziela, 2 sierpnia 2009

Niepodległa Rzeczpospolita Kampinoska 1944-2009

Może przesadzam, ale mam wrażenie, że kolejny rok rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego jest traktowana - żeby użyć militarnego określenia - po najmniejszej linii oporu. Chodzi mi głównie o media, ale i o blogosferę. Z grubsza polega to na patetycznym ślizganiu się po temacie, ograniczaniu się do podkreślania heroizmu Powstańców oraz tragicznego losu mieszkańców Warszawy eksterminowanych przez niemieckich zbrodniarzy. Uwaga siedzących przed ekranami jest koncentrowana na oficjalnych uroczystościach, z których niewiele wynika poza poinformowaniem społeczeństwa, że to rocznica ważnego wydarzenia, a władze i inni oficjele o niej pamiętają i oddają hołd bohaterom. To oczywiście ważne i potrzebne, ale rzecz w tym, co jest oprócz tego.

Przy okazji chciałem wspomnieć o próbie odebrania politykom możliwości uczestnictwa w obchodach 1 sierpnia oraz wałkowanie tego tematu przez wiele dni przed samą rocznicą. Intencja była tu jasna - chciano zneutralizować ewentualne spontaniczne reakcje publiczności na widok polityków z obozu, który Powstaniem Warszawskim jakoś specjalnie się wcześniej nie interesował. Zanim rzecz jasna nie powstało popularne Muzeum a samo Powstania nie stało się w pewnym sensie modne. Rozpętano więc kampanię, mającą wywołać wrażenie, że gdy politycy obecnej władzy będą się w tych dniach na różnych uroczystościach lansować, to nie jako politycy, lecz "gospodarze". Władysław Bartoszewski, nie polityk i nie urzędnik rządowy wysokiego szczebla, dał natomiast wyraźnie do zrozumienia, że politycy - to miano zarezerwowano w tych dniach dla opozycji - siedzą w.. Muzeum Powstania Warszawskiego. Ale nie o tym chciałem.

Dziwi mnie trochę, że na blogach można w tych dniach poczytać głównie wzniosłe teksty rocznicowe, przypominające wypracowania szkolne na temat "czym dla mnie było Powstanie". Każdy "w klasie" (czytaj: na portalu lub innym punkcie zbornym w internecie) musi oczywiście zabrać głos. Nie jest to rzecz jasna złe, bo w ten sposób utrwala się emocjonalna więź z tym wydarzeniem, utrwala o nim pamięć, po prostu tworzy się mit. Problem tylko w tym, jak długo można operować na takim poziomie ogólności i posługiwać się nie wnoszącymi wiele kalkami.

Najgorsze są dywagacje na temat tego, czy Powstanie było celowe i który z polityków lub - częściej - dowódców Polski Podziemnej jest winny tego, że w wyniku walk wybite zostały resztki polskiej elity, która jeszcze jakimś cudem przeżyła okupację. Rok w rok, wcześniej czy później po godzinie "W", ten temat, zadany jeszcze przez sowiecką, antypolską propagandę, jest przez wielu pracowicie odrabiany. Nie schodzi z czołówek wielu mediów, portali oraz blogów. Po części wynika to z niewiedzy, ale widać też motywy cynicznej prowokacji w celu podgrzania emocji i wywołania zainteresowania danym miejscem.

W tych dniach brakuje mi (choć są oczywiście wyjątki - Godziemba, GRA-FIK) porządnie rozpracowanego historycznego, politycznego czy militarnego podłoża, które pozwoliłoby lepiej poznać Powstanie czy niektórym wręcz.. oswoić się z nim. Bo są tacy, którzy obchodzenia rocznicy wybuchu Powstania sobie nie życzą. I głośno to wyrażają, jak prezydent Stalowej Woli, czy kilka osób siedzących pod warszawską Rotundą ("Powstanie 1944 - siedzenie 2009"). A przecież takich, którzy są co najmniej obojętni jest więcej..



Kilkanaście kilometrów na zachód od Warszawy, we wsi w której mieszkam, flagi nikt (poza mną) wczoraj nie wywiesił. Syrena w remizie nie zawyła. O stanięciu na chwilę na baczność o godzinie "W" nie mogło więc być mowy - gdy w telewizorze słychać było sygnał syreny, wszyscy w zasięgu wzroku siedzieli na tarasach. A nie jest to przeciętna polska wieś. Już sama bliskość Warszawy zobowiązuje, bo przecież wielu mieszkańców to osiedleni tu niedawno Warszawiacy, albo ci co w stolicy pracują i kształcą swoje dzieci.

Co więcej, te tereny wchodziły w obręb Niepodległej Rzeczpospolitej Kampinoskiej - niewielkiego obszaru w głębi Puszczy Kampinoskiej, który znajdował się pod pełną kontrolą oddziałów AK z "Grupy Kampinos". De facto byli to Powstańcy Warszawscy, bo nie dość, że było tutaj zaplecze logistyczne (zrzuty alianckie) i medyczne Powstania, oddziały te walczyły w samej Warszawie (na Żoliborzu), albo wiązały na przedpolu stolicy siły niemieckie oraz stacjonujące na tych terenach oddziały RONA. Uroczystości upamiętniające walki w Puszczy Kampinoskiej, jak i samą tutejszą Niepodległą Rzeczpospolitą mają oczywiście miejsce w późniejszych dniach sierpnia. Jednak ograniczanie się tylko do takich działań powoduje, że tak ważne i interesujące wydarzenia nie są szerzej znane. Urywa się także ich naturalny związek z Powstaniem Warszawskim, a szkoda..

czwartek, 30 lipca 2009

Benefis

Uroczyste urodziny jednej z największych bohaterek peerelowskiej opozycji miały się odbyć.. bez jej wiedzy, czy nawet wbrew jej woli. Trudno się zatem dziwić, że się nie odbędą. Tymczasem na imprezę, nazywaną przez organizatorów "benefisem", publicznie zbierano pieniądze, prowadzone były rozmowy z prezydentem Gdańska o udostępnieniu sali, występowano nawet o dofinansowanie do kancelarii rady ministrów, po czym jubilatka oficjalnie oświadczyła, żeby organizatorzy zostawili ją w spokoju i że w ogóle ich nie zna. Oddając czystość intencji 1maud, to biorąc pod uwagę fakt, że w "benefis" zaangażowana była Maryla - niespecjalnie mnie ten skandal dziwi.

Co najmniej dwa sygnały od najbardziej zainteresowanej, wyprzedzające oficjalne, ostre w tonie oświadczenie, zostały na Blogmedia24 zignorowane. Świadczy to moim zdaniem o uzurpacji i próbie instrumentalnego wykorzystania legendy "Solidarności". Co zresztą wyraźnie oświadczyła sama Walentynowicz. Ewidentne niedogadanie sprawy skwitowano tymczasem na BM24.. grą operacyjną esbeków. Nieźle musieliby się nudzić na swych dobrych emeryturach, żeby wymyślać takie rzeczy. Jednak takie drugie dno nieudanego "benefisu" chcieliby widzieć niektórzy z jego współorganizatorów czy też tylko życzliwi organizatorom kibice tego przedsięwzięcia. Inna wersja przyczyn tej kompromitacji propagowana w tych dniach na Blogmedia24 mówi o złych dziennikarzach, którzy mieliby sugerować niecne intencje organizatorów, a jubilatka, najdelikatniej mówiąc niedoinformowana, dała pismakom wiarę.

Jenda z blogerek o całe zamieszanie, a nawet więcej, obwiniła samą jubilatkę: "Pani odmowa jest zaprzeczeniem wszystkiego, o co Pani do tej pory walczyła. Swoją odmową pozwala Pani, by kłamstwo nadal triumfowało w naszym kraju, by polską flagę wtykano w psie kupy, a agenci SB chodzili w glorii ludzi honoru". Jeszcze inna bajka pisana na ww. portalu mówi o hunwejbinach wśród samych prawicowych blogerów. I to zmusiło mnie to zabrania głosu, bo nie zaczepiany zmilczałbym nad tą trumną zdrowego rozsądku i dobrych obyczajów. Tak się bowiem składa, że kilku (w tym ja) spośród wymienionych przez niejakiego Łabędzkiego i natenczasa blogerów, współtworzyła Blogmedia24 (portal i stowarzyszenie), które teraz zajmowało się organizacją (jeśli to dobre słowo) niedoszłej do skutku imprezy. No więc, skoro nas już tam nie ma, uznali widać za stosowne poszarpać nas trochę za nogawki.. a poszedł do budy!

Cieszę, że odszedłem z BM24 (portalu i stowarzyszenia), choć je współtworzyłem. Nie miałem zresztą za bardzo wyboru, bo dostałem przysłowiowy nóż w plecy. Nie muszę jednak na szczęście swoim nickiem firmować teraz podobnych bzdur i niegodziwości. Lewica, wyśmiewając przy tej co tu dużo kryć doskonałej okazji prawicową blogosferę mija się z prawdą co do tego, że prawicowa blogosfera to tylko "oszołomy z blogmediów". Na szczęście prawicowa blogosfera to wielu rozsądnych blogerów na Salonie i poza nim, w tym na Blogpress.pl.

Ciekaw jestem tylko, czym nas jeszcze zaskoczy "Pani Maryla", "Franciszek Gajek - właściciel domeny BM24" i spółka. Po tym jak potraktowali tych, którzy stworzyli portal, dzięki któremu zaistnieli oraz jak przejęli władzę w stowarzyszeniu, które miało wyrażać interesy szerokiej grupy blogerów (a dominują oni oraz figuranci, którzy jednej notki na blogu w życiu nie napisali), a teraz instrumentalnie chcieli wykorzystać Annę Walentynowicz, nie wątpię, że wiele jeszcze przed nami..

wtorek, 21 lipca 2009

Egzekucja

Wykończą nas! - krzyczały uciekające kobiety. Według świadków kule świstały nad głowami demonstrantów, liście spadały z drzew, tynk odpadał z domów. Na pustej ulicy, milicjant siedzący w otwartych bocznych drzwiach wolno jadącej nyski strzelił do kobiety idącej z dziecinnym wózkiem. Świeca dymna utkwiła w koszyku pod wózkiem..


Kilku mężczyzn niesie
Michała Adamowicza, rannego w głowę podczas demonstracji w Lubinie w sierpniu 1982 roku (fot. Krzysztof Raczkowiak).


.. Rozpylono kolejną porcję gazu. Z hali wybiegają ludzie z poparzonymi twarzami, krzycząc, że nie widzą na oczy. - Tam jest półtoraroczne dziecko. Zostało poszkodowane po użyciu gazu - relacjonował jeden z protestujących dziś w Warszawie przedsiębiorców.


Kupcy niosą kolegę, który ucierpiał podczas starć pod Pałacem Kultury w Warszawie (fot. Paweł Supernak).

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Taki zawód

Aktorstwo to taki zawód, że raz gra się żołnierza AK, a innym razem folksdojcza, esesmana lub ruskiego sołdata. Dlatego nie widzę problemu, żeby pani Cugier-Kotka po tym, jak zagrała w spotach wyborczych PO i PiS, następnym razem miała to zrobić dla SLD. Tym bardziej, że po każdej "poltycznej" roli jej cena przecież drastycznie rośnie. Dlaczego więc nie miałaby skorzystać z nadażającej się okazji?

Oczywiście z zachowaniem okresu karencji na reklamę konkurentów, na jaki musiała się zapewne zgodzić. Łamanie takiej umowy byłoby niehonorowe i to przecież nie tylko dlatego, że aktorka publiczne przyznała się do sympatyzowania z PiS. Ale czyż osobiste sympatie miałyby być przeszkodą w wykonywaniu zawodu aktora i być barierą w wystąpieniu w reklamówce innej partii politycznej? Nie piszę tego z pełnym przekonaniem, ale chyba nie. Taki zawód..

Nie widzę też powodu, żeby oburzać się akurat na tego typu prowokację, jakiej dokonał "Super Express". "SE" pisał co prawda o osobistych problemach aktorki, zamiast prowadzić dziennikarskie śledztwo w sprawie jej pobicia. Ale po tym jak Cugier-Kotka zagrała w rekamach u dwóch politycznych konkurentów, nie widzę niczego zdrożnego w tym, że dziennikarze zaproponowali jej występ u trzeciego. Taki zawód.. dziennikarza tabloidu.

Zdaje się jednak, że dziennikarze "SE" coś sobie dośpiewali, czego CK im nie powiedziała i to może być clue tej sytuacji. Bo to by świadczyło o tym, że prowokacja nie była taka niewinna, jak może się na pierwszy rzut wydawać. Wtedy byłby to już zupełnie inny zawód..

piątek, 19 czerwca 2009

Do sejmu na dopalaczach

Cezary Atamańczuk, chociaż powinienem w zasadzie skrócić nazwisko do inicjału, będzie posłem na Sejm RP. Po tym jak Sławomir Nitras uzyskał mandat do Parlamentu Europejskiego, A. wchodzi do sejmu jako osoba z kolejną największą liczbą głosów. W listopadzie ubiegłego roku A., jeszcze jako radny - członek zarządu powiatu polickiego z ramienia Platformy Obywatelskiej, został przyłapany przez policję na paleniu marihuany w samochodzie. Znaleziono też przy nim amfetaminę i tabletki ekstazy. Atamańczuk próbował wówczas przekupić funkcjonariuszy. Trafił do aresztu, z którego za poręczeniem majątkowym został zwolniony..




Przeciwko A. toczy się postępowanie prokuratorskie, a zarzuty jakie mu postawiono są zagrożone karą 10 lat pozbawienia wolności..



Dziś poseł Cezary Atamańczuk zapowiada, że chce przeciwdziałać narkomanii. Skoro tak, to mam nadzieję, że pierwszą decyzją posła będzie zrzeczenie się immunitetu, aby nie uniemożliwił on wymiarowi sprawiedliwości działań, które narkomanię mają za zadanie zgodnie z polskim prawem właśnie ograniczyć..

środa, 10 czerwca 2009

Włamanie na ekranie

Nieznani sprawcy włamali się do biura poselskiego Jarosława Kaczyńskiego w Koszalinie. Zginął laptop. Sprawę bada policja.


Włamanie do pisowskiego lokalu?

Jak dowiedziała się "Gazeta" zamek do lokalu nie miał odpowiednich atestów antywłamaniowych. Tychże nie spełniały również okna. Cień na sprawę rzuca to, że termin gwarancji na drzwi wejściowe minął w grudniu zeszłego roku. Pikanterii całej sprawie dodaje natomiast to, że lokal nie był włączony do systemu monitoringu lokalnej agencji ochrony. Bez komentarza pozostawiamy fakt, że o rzekomym włamaniu nie poinformowano natychmiast policji..


Z ostatniej chwili: Sprawa włamania do biura poselskiego PiS rozwojowa

Rzecznik olsztyńskiej policji poinformował, że sprawa rzekomego włamania do pisowskiego lokalu jest rozwojowa. Okazało się, że na nieruchomości ciąży dług - niezapłacony rachunek za internet z ostatniego miesiąca. Policja jest w trakcie ustalania personaliów najemcy, zbierane są także odciski palców z myszki, pozostawionej na miejscu rzekomego włamania. Na tym etapie śledztwa nie można wykluczyć rozesłania listu gończego. Po myszce do kotki - żartobliwie podsumował działania policji jej rzecznik. Każe to również zastanowić się nad tym, czy lokal był wykorzystywany zgodnie z przeznaczeniem, czy też był przykrywką do bezprawnego surfowania po sieci.

Jutro na "Dzień dobry" przyjrzymy się rachunkom za prąd, gaz, wodę i wywóz nieczystości z przedmiotowego lokalu. I nie tylko rachunkom - sprawę wyjaśnimy do samego dna.

Natomiast jeszcze dziś w "Kropce nad i" gośćmi Moniki Olejnik będą Sylwia Czubkowska i Robert Zieliński z "Dziennika". Zaproszeni dziennikarze zdradzą szczegóły mającego się ukazać jutro artykułu "Wiemy kim są pracownicy biura poselskiego PiS". Goście ujawnią internetowe pseudonimy pracowników biura, w którym rzekomo doszło do włamania. Natomiast prowadząca program zaprezentuje zarejestrowane ukrytą kamerą wyznanie pięcioletniej córki jednego z pracowników, zaczynające się od sensacyjnego "Wiem, gdzie pracuje mój tata..".

Po południu zapraszamy reportaż "Nocne życie" o tym, jak wiele lokali w centrum Olsztyna wykorzystywanych jest na siedziby agencji towarzyskich. Czy taką rolę pełnił również lokal, w którym poprzedniej nocy rzekomo doszło do włamania? O tym dowiedzą się państwo jutro. Bohaterem reportażu będzie "Dziadunio" - legenda olsztyńskiego półświatka, cieszący się wielkim autorytetem wśród olsztyńskich złodziei. Już teraz zdradzamy, że choć właściciele lokalu nie byli w stanie powiedzieć policji, kiedy dokonano włamania, to "Dziadunio" przechodził obok akurat w momencie włamania! I niczego podejrzanego nie widział. To dzięki takim ludziom jak "Dziadunio" złodziejstwo ma szansę uzyskać należną mu rangę. Więcej w reportażu..

Zapraszamy również do głosowania w naszej internetowej sondzie:
a. włamanie do lokalu miało miejsce we wtorek w ciągu dnia
b. włamanie do lokalu miało miejsce w nocy z wtorku na środę
c. nic nie wiem o włamaniu do pisowskiego lokalu

Szaleństwo Cugier-Kotki

Znamienne jest jak niewiele czasu trzeba, aby media mogły niemal stworzyć na nowo jakieś wydarzenie, jeśli tylko jego główni bohaterowie i kontekst nie są politycznie poprawne.

Nie minęły dwa dni od ujawnienia napaści na Annę Cugier-Kotkę, a dziś nie słyszymy już o pobiciu aktorki, lecz o "rzekomym" pobiciu. Wszystkie wątpliwości w tej sprawie są rozstrzygane przez usłużnych dla PO dziennikarzy na niekorzyść.. ofiary. Sprawców nie ma w polu widzenia - tym łatwiej przemycić tezę, że w ogóle ich nie było. Z tego, że Cugier-Kotka nie chciała złożyć zeznań, próbuje się zrobić z niej konfabulantkę. Ileż razy mi samemu się nie chciało, bo przecież wiadomo, jak długo to trwa. Odpuszczałem nawet jakieś skromne straty, żeby nie sterczeć pół dnia na komendzie. Aktorce tego się odmawia.

Główną osią dyskusji w tej sprawie jest nie to, że w Polsce zapanował swoisty klimat nienawiści, w którym trzech drabów nie boi się w biały dzień, na ulicy wyzwać zwolenniczkę jednej z partii od dziwek, wykręcić jej ręce, szturchać i kopać. Zasadnicze pytanie brzmi: dlaczego Cugier-Kotka nie złożyła od razu zawiadomienie na policji, dlaczego odmówiła zeznań i nie poleciała do mediów?

Nagonka jest tak głośna, że wskazanym tropem biegną nawet niektórzy prawicowi blogerzy, jak Rybitzky i gw1990. Nie przyjdzie żadnemu do głowy, że najnormalniej w świecie można nie mieć na to ochoty. Można nawet nie mieć ochoty, żeby wykorzystać swoje zdolności aktorskie do zrobienia medialnego show - pokuśtykać i popłakać przed kamerami. Bo można być po prostu.. porządnym człowiekiem. A sztab partii, której sympatyczkę potraktowano w ten sposób nie bierze jej w obróbkę i nie robi choćby w nocy o północy konferencji prasowej, że oto w Polsce nastał faszyzm. A może trzeba było..

Widać, że brak wyrachowania i politycznego cynizmu były dużym błędem, bo zarówno partii, jak i samej Cugier-Kotce przypisywane są teraz niecne intencje. Adam Szostkiewicz, publicysta "Polityki", w jakże niewinnie zatytułowanym felietonie "Jak nie Kotką go, to Zetką" oswaja nas z tezą, że "niejasna sprawa rzekomego pobicia aktorki z spotu PiS", miała posłużyć do ,,przykrycia w mediach porażki PiS w eurowyborach". Obiektywizm, wielostronność i brak politycznego zaangażowania dziennikarza aż się z felietonu wylewają - mamy i niejsaną sprawę, i rzekome pobicie, i porażkę PiS, i na dodatek jej przykrycie. Po przeczytaniu tychże aktorce, którą nota bene według Szostkiewicza "ktokolwiek napadł, jeśli napadł", nie pozostaje już nic innego, jak uznać to, iż antycypując wynik wyborów, dała się pobić już w sobotę, przed niedzielnymi wyborami do PE.

Idźmy dalej. Oglądając programy informacyjne z ostatnich dni dochodzę do wniosku, że jednym z grzechów Anny Cugier-Kotki - przypomnijmy: aktorki - jest to, że pokazywała swoje piękne nogi. W szczególności w jednym z programów o luźniejszej formule, gdy położyła je na kolanach Jacka Kurskiego. Popularna w ostatnich dniach powtórka fragmentu tego programu trafiła wczoraj nawet do wieczornych "Faktów" - jak sprawa się ma z pobiciem (ze znakiem zapytania rzecz jasna) pokazał w pełnej krasie redaktor Sianecki. Pan Tomasz wykazał się wyjątkową empatią i współczuciem dla skopanej w chore kolano kobiety. Tak bowiem trafnie, pięknie i, nie bójmy się tego słowa - seksownie, zilustrował swój materiał, że do głowy by nie przyszło, że jedna z tych nóg może być chora. A już żeby te nogi uderzyć.. no to po prostu nie mieści się w głowie. Cugier-Kotka, cukru kostka, kotka słodka..

Ale żeby za słodko nie było - w dzisiejszym "Super Expressie" czytamy, że Cugier-Kotka też potrafi być napastnikiem. Aktorka bowiem "zaatakowała też policję, która jej zdaniem nie chciała przyjąć zgłoszenia o pobiciu." Z wielkim zapewne współczuciem, nie mniejszym niż wyżej wspomniany redaktor Sianecki, dziennikarze "SE" przypominają, że w "marcu Cugier-Kotka chciała popełnić samobójstwo". No i wszystko jasne! Pewnie zatem i w czerwcu, w przedwyborczą sobotę, coś mogło być w tej kwestii na rzeczy.. Jak można było wcześniej podawać w wątpliwość pobicie. Skoro ta pani już raz próbowała targnąć się na swoje życie (bez znaku zapytania), to teraz było na pewno samookaleczenie!

"Super Express" tytułuje dziś Annę Cugier-Kotkę jako "aktorkę PiS", choć jak wiadomo występowała zarówno w spotach PiS, jak i PO. Ale po wyborach mamy nową sytuację, to i nową scenę trzeba przygotować. Nieopatrznie jednak to po stronie PiS są jej aktualne zainteresowania, a co gorsza - nie tylko te zawodowe. Odważna, żeby nie powiedzieć szalona aktorka przyznała się bowiem, że także prywatnie jest za PiS. Musi więc teraz odegrać najtrudniejszą w swoim życiu rolę. I to na scenie pełnej lwów..

piątek, 5 czerwca 2009

Jak to z tym upadkiem komuny było

W moim odczuciu dobrym symbolem "upadku komunizmu" w Polsce w 89 roku jest prezentowana niżej wypowiedź Joanny Szczepkowskiej dla "Dziennika Telewizyjnego". Jest to znamienne o tyle, że tego upadku się wtedy po prostu nie czuło. Nie chcę powiedzieć, że w '89 nic się nie zdarzyło, bo przecież nie pisałbym pewnie tego teraz, ale takie rzeczy jak upadek totalitaryzmu powinno się przecież czuć dosłownie przez skórę. Ja nic takiego nie czułem, a i tłumów wiwatujących na ulicach również nie było.



Pamiętam, że właśnie to ogłoszenie o upadku komuny przez aktorkę spowodowało, że coś we mnie drgnęło. A warto jeszcze przypomnieć, że miało ono miejsce dopiero pod koniec października(!) 89. Jakie panowały jeszcze wtedy nastroje, świadczy to, że sama Szczepkowska - jak dziś mówi - była bardzo zdenerwowana i nie wiedziała, czy ze studia nie wyprowadzi jej strażnik. Wspomina też, że nie wierzyła, iż nagranie zostanie w całości wyemitowane, bo.. nie było to nawet na żywo jak się wszystkim wówczas wydawało.

Z tym przedwczesnym upadkiem komuny musi być coś na rzeczy, bo kwestia wygłoszona przez Szczepkowską była prezentowana wczoraj przez wszystkie wieczorne telewizyjne programy informacyjne. Tak jakby innych argumentów za upadkiem komuny w czerwcu 89 nie było. A może komuna wcale jednak wtedy nie upadła..

środa, 3 czerwca 2009

Zła rozmowa

"Niedawno w telewizji spotkałam małe córeczki Romana Giertycha. Ich tata występował akurat w TVN24" - napisała Monika Olejnik w Dzienniku. I dalej: "Mój tata nazywa się Roman Giertych - powiedziała jedna z nich. A gdzie twój tata pracuje - pytam. W telewizji - pada odpowiedź. A od kiedy?" - dopytuję. Od pół roku - odpowiedziała bystro dziewczynka."

Rozmowa z pięcioletnią córką Giertycha Karoliną posłużyła Monice Olejnik do uprawdopodobnienia zawartej w felietonie tezy, że tata dziewczynki dokonał "skoku na telewizję publiczną". Po co jednak do dywagacji na ten temat wykorzystywać dziecko polityka? Na dodatek przesłuchane bez wiedzy rodziców.

Sama rozmowa z dzieckiem o szczegółach życia zawodowego jego rodzica jest nadużyciem. Opublikowanie przebiegu takiej rozmowy w politycznym felietonie, na dodatek nieprzychylnym dla tegoż rodzica, naraża dziecko na niemiłe przeżycia, których powodem może być poczucie winy, że dało się wykorzystać w ataku na swojego tatę. Ta przeprowadzona w niecnym celu rozmowa może pozostawić u dziecka złe wspomnienia na długo.

Nie ma zatem wątpliwości, że dziennikarka, która wykorzystuje dziecko, aby zdobyć argumety do politycznego artykułu łamie podstawowe zasady etyki swojego zawodu. Powinna zostać napiętnowana przez środowisko, aby takie przypadki nie miały więcej miejsca. Tym bardziej, że nie widzi niczego złego w swoim postępowaniu, dając zły przykład innym - atakuje dalej, wykorzystując już wprost i bez pardonu małą Karolinę: "Najwyraźniej jednak w jej słowach o "tacie pracującym w telewizji" coś jest na rzeczy".

niedziela, 24 maja 2009

Pod prasą

Anonimowi blogerzy. Nie warci SMS-a mali ludzi. Kolaboranci, matriksowi Cypherzy, czyli zdrajcy. Którzy boją się wygłaszać poglądy pod nazwiskiem, żeby nie wylano ich z pracy (jeśli tę pracę oczywiście mają). Zawistnicy i frustraci, którym brakuje siły, odwagi, kompetencji, finezji i humoru. Z którymi redaktor naczelny "Dziennika" nie rozmawia, ale po wydaniu kataryny zrobił wyjątek. I zaraz każe całować się w dupę..

Bo ma nad nami taką przewagę, że napisał to wszystko pod nazwiskiem. A figuruje ono na liście płac koncernu Axel Springer, który płaci za pisanie takich rzeczy. Za szantaż, kłamstwa i wydanie kataryny też zapłaci. Dobrze zapłaci.. Nikt takich dziennikarzy i redaktorów z pracy nie wyleje. Bo gazeta, w której pracują nie patrzy władzy na ręce. Zamiast tego, patrzy na ręce zwykłym ludziom i wystawia ich tej władzy na cel. A tych, których na cel wystawić nie może, wyszydza i obraża.

wtorek, 19 maja 2009

Powrót Świnoujścia do Macierzy

Taka sobie impresja wywołana jedną z ostatnich informacji prasowych dzisiejszego wieczora. Komentarz zbędny..

video

niedziela, 10 maja 2009

Blogpress.pl otwarty!

Zapowiadany w kilku poprzednich notkach portal Blogpress.pl działa. I to nawet od dwóch dni. Po ostatnich testach wygląda na to, że wszystko gra, więc mogę wreszcie oficjalnie ten fakt obwieścić.

Komentujący politykę mają kolejne miejsce w polskiej części sieci. I to miejsce nie byle jakie. Oczywiście nie mierzymy się z Salonem24, no przynajmniej jeszcze nie teraz ;), ale z amatorskimi inicjatywami, z których zresztą wyrastamy i które bez nas - grupy, która ufundowała Blogpress - by nie istniały.

Zbudowaliśmy miejsce, które będzie mam nadzieję stałym adresem dla wielu komentatorów politycznych. Mamy nieco inne cele, niż inicjatywa, w którą byliśmy ostatnio zaangażowani. Mamy nową misję - Blogpress powstał po to, żeby.. w miłym towarzystwie podyskutować. Głównie o polityce, ale nie tylko.

Samodzielne blogi nie zapewniają niestety takiej możliwości. Z kilkoma wyjątkami nie ma na nich takiego ruchu, który wygenerowałby komentarze, nie mówiąc o podtrzymaniu dyskusji. Z kolei w takim miejscu jak Salon24 obowiązuje sztywna polityka ustalania tego, co jest dobre, a co złe, czy też co jest w ogóle warte dyskusji (umieszczenia na odpowiedniej pozycji czy w ogóle na stronie głównej). Choćby najlepszy bloger, którego notki nie zostają umieszczone na SG Salonu24, nie funkcjonuje w salonowym dyskursie. Nie mówię, że redakcja S24 promuje niektóre idee i poglądy czy ludzi, a innych tępi (choć tego nie wykluczam ;), ale takie miejsce jest też po prostu zbyt tłoczne do prowadzenia dyskusji.

Z jednej strony ciężko zatem prowadzić dyskusję na blogu, bo to tak jakbyśmy prowadzili ją u siebie w domu, który nie jest przecież miejscem publicznym i poza garstką starych znajomych nikt raczej nie zawita. Ale z drugiej - trudno ją też prowadzić w miejscu przeregulowanym i przeludnionym, którego dobrą metaforą jest metro, gdzie w godzinach szczytu trudno usłyszeć, co mówi ktoś na drugim końcu peronu (czy w ogóle go zobaczyć), a poza tym trzeba krzyczeć i rozpychać się łokciami ;)

No to już chyba wiadomo do czego zmierzam. Otóż wydaje mi się, bo to zweryfikuje dopiero praktyka, że najlepszym miejscem do prowadzenia dyskusji są niewielkie portale społecznościowe, gdzie spotyka się grupa kilkudziesięciu osób. Tyle osób zapewni żywą dyskusję, nie będzie też dla siebie anonimowym tłumem. I takim miejscem ma być Blogpress. Po części już jest, bo jest tu już kilkunastu stałych bywalców, ale to oczywiście za mało żeby prowadzić ożywioną dyskusję.

Przynajmniej w jednym będziemy różnić się od podobnych miejsc (które bazują na agregacji blogów) - na Blogpress.pl nie będzie martwych dusz. Nie będziemy agregować blogów, których autorzy nie dyskutują z tymi, którzy komentują ich notki. Ściąganie samej treści z blogów nie ma sensu, bo treści jest w bród i to bardzo wartościowej - wystarczy dobrze się rozejrzeć. Na Blogpress.pl będziemy zatem ściągać nie (tylko) treść, lecz przede wszystkim ludzi!

Agregować będziemy tylko samodzielne blogi, nad którymi ich autorzy mają pełną kontrolę i gdzie nie muszą podporządkowywać się widzimisię adminów. Wykluczamy tym samym agregację blogów z Salonu24. Polecamy niemoderowane platformy Bloggera - www.blogger.com czy Wordpressa - www.wordpress.com. Kto jeszcze nie ma swojego bloga, pomożemy w jego założeniu na jednej z tych czy podobnych platform. Chcemy podtrzymać to, co w blogowaniu najlepsze, czyli swobodę w podejmowaniu tematów i formie przekazu. A tę są w stanie zapewnić tylko takie miejsca jak wyżej wymienione. Stąd nie zachęcamy też do prowadzenia bloga wyłącznie na Blogpress.pl, choć taka możliwość istnieje.

Blogpress to nie tylko blogi. Do dyspozycji jest forum, miejsce z założenia przecież jeszcze lepsze do dyskusji niż blogi. A że i nie mniej rozwijające pokazuje przykład Forum Frondy. Są aktualności z prasy i przegląd artykułów z wybranych tytułów. Jak widać na górze strony głównej portalu będziemy dość intensywnie operować klipami wideo - i to zarówno tymi wyszukanymi na jednym z serwerów do udostępniania tej formy przekazu, jak też sami będziemy się produkować i zachęcać do tego innych.

To na razie tyle, bo nie ma sensu dalej opowiadać, skoro można wejść na portal i samemu zobaczyć.. Jeśli komuś taki model przypadnie do gustu, zapraszamy do rejestracji, bo tylko zalogowani użytkownicy mogą zostawiać komentarze.

niedziela, 26 kwietnia 2009

Blogpress ante portas

Już niedługo nowy portal społecznościowy blogpress.pl. STOP Prace zaawansowane w ok. 75%. STOP Hasło przewodnie: Informacje (prasowe), opinie (blogerów), komentarze (wszystkich chętnych). STOP Jeśli chcesz porozmawiać o polityce, kulturze, historii, cywilizacji, religii, o Polsce, to miejsce w sam raz dla Ciebie. STOP Porozmawiać, a nie tylko popatrzeć, o czym rozmawiają inni. STOP Porozmawiać, a nie tylko puścić notkę do automatycznej agregacji. STOP Jeśli masz coś do powiedzenia, na blogpress.pl będziesz widoczny! STOP

Zapraszamy już niedługo STOP Szpiegowskie zdjęcie fragmentu portalu poniżej ;) STOP



PS. Forma telegraficzna wymuszona intensywnymi pracami nad nowym portalem. W dzień i w nocy. W domu i w pracy. Na kompach stacjonarnych i laptopach. Na komórkach. Na razie ;) STOP

czwartek, 16 kwietnia 2009

Blogpress.pl to nasza domena

Mamy już zarejestrowaną domenę dla nowego portalu. To blogpress.pl. Nazwę wymyślił Rzepka a głosowali za nią m.in. Bernard i Yarrok. Zdziwiłem się, że jeszcze taka fajna domena była wolna. Wybieraliśmy spośród kilku też wcale nie gorszych, ale na razie ich nazw nie zdradzę, bo być może je także zarejestrujemy.

Blogpress.pl dość dobrze, choć oczywiście tylko symbolicznie, oddaje to, co będzie można znaleźć na nowym portalu. Będą to głównie opinie blogerów, ale i informacje prasowe. Albo inaczej - opinie blogerów do informacji prasowych, bo w końcu amatorskie blogi polityczne bez informacji z mediów istnieć nie mogą. Blogi mogą prasę doskonale uzupełniać - poprzez odpowiednią analizę i wnioski mogą nadawać informacjom nową wartość. Tym bardziej, że nawet "czyste" informacje bywają często zniekształcane lub wręcz wytwarzane przez media głównego nurtu, które sympatyzują przecież z określonymi ośrodkami politycznymi. Rolą blogerów, szczególnie w realiach polskiego reglamentowanego rynku mediów, jest te powiązania i manipulacje odkrywać.

Ale żeby dotrzeć z przekazem do przeciętnych konsumentów mediów trzeba własne racje przedstawić w atrakcyjny sposób. Będziemy się o to starali i mam nadzieję, że po tylu doświadczeniach zdobytych na własnych blogach, forach i portalach, a także w tradycyjnych mediach (niektórzy z nas pracowali lub pracują w branży) nam się to wreszcie uda. Zdajemy sobie sprawę, że polska blogosfera polityczna nieco podupadła. Po początkowym zachłyśnięciu się szerszej publiczności tą formą aktywności w sieci, blogerów czytają i komentują głównie inni blogerzy. Spada popularność miejsc, na których jeszcze niedawno toczono ostre spory. Blogi polityczne są już czytane niemal wyłącznie przez stojących po tej samej stronie barykady. A przecież nie o to chodzi.. Nie rzecz w tym, żeby napisać notkę na temat, na który napisało już kilkanaście osób i udawać, że się tych tekstów nie widziało.

Musi być przede wszystkim dyskusja, bo to ona daje najwięcej satysfakcji. A jeśli czyjeś racje będą na wierzchu, no to niech dowie się o tym jak najwięcej osób, bo będzie to korzystne dla wszystkich, dla.. Polski. Stąd pomysł portalu funkcjonującego na zasadzie agregacji wybranych blogów, ale będącego miejscem żywej, ale kulturalnej dyskusji. Na blogpressie - kojarzy się z wordpressem, ale to chyba dobrze ;) - nie będzie zatem martwych dusz, samych adresów, z których bez jakiegokolwiek udziału autorów będzie dokonywana automatyczna agregacja.

Blogpress.pl będzie portalem społecznościowym w pełni tego słowa znaczenia. Tak jak blogi polityczne nie mogą sobie poradzić bez prasy, tak z drugiej strony są także ułomne, gdy nie ma na nich komentarzy odwiedzających. Na razie tyle, bo miało być o samej domenie. O portalu jeszcze będzie niejedna okazja porozmawiać.. Blogpress.pl - informacje, opinie, komentarze już niedługo on-line!

sobota, 11 kwietnia 2009

Nowa nadzieja

Kilkanaście dni temu rozstałem się z ludźmi, z którymi tworzyłem portal Blogmedia24.pl. Ludzie ci dzierżą władzę w stowarzyszeniu Blogmedia24.pl, przekazałem im też pełną administracyjną kontrolę nad portalem. Mimo, że jak można się domyślać, moja rezygnacja nie była delikatnie mówiąc spowodowana tym, że mi się znudziło, albo że się zmęczyłem, to jednak danego słowa dotrzymam - usuwam się i nie będę hamował rozpędzonego przedsięwzięcia.

Rozejście nie przypominało rozejścia, jakie miało miejsce na pierwszym Blogmedia. Emocje udało się zachować na wodzy i nie było publicznego prania brudów. Niemniej, obecna sytuacja bardzo przypomina tę sprzed niemal roku, gdy miał miejsce rozłam wśród załogi pierwszego prawicowego agregatu - Blog.media (bez "24"). Nie ma sensu roztrząsanie, kto zawinił i kto miał dobre, a kto złe intencje, bo byłby to czczy spór zrozumiały tylko dla kilku najbardziej zaangażowanych osób. Efekt jest jednak taki, że blogerzy współtworzący portal podzielili się na dwie grupy. Jedna z nich przejęła portal (wcześniej obejmując władze w wykreowanym na sukcesie portalu stowarzyszeniu), druga - wróciła do "domu", czyli na własne blogi. Tak się składa, że znowu jestem w tej drugiej grupie. Może tego jeszcze wyraźnie nie widać, bo grupa, która dysponuje portalem nie potrafi jeszcze go na tyle obsługiwać, żeby wyłączyć agregację.. stąd mój post się zapewne zagreguje, na czym wcale mi już nie zależy.

To, że się jest wśród secesjonistów nie oznacza oczywiście, że się jest w złym towarzystwie. Więcej - prawdziwych przyjaźni, jakie podczas tworzenia BM(24) nawiązałem, nie zamieniłbym na milion linijek kodu, z których zbudowany jest portal. Jak się jednak na własnej skórze przekonałem, dla niektórych te linijki były ważniejsze niż, wydawałoby się, bliska znajomość. Ale żeby nie rozdrapywać ran i już definitywnie skończyć z tematem "odchodzenia z blogmediów", choć to pierwsza notka, jaką piszę na ten temat, chciałbym zasygnalizować, że odejście to początek nowej inicjatywy..



Inicjatywy, która mam nadzieję będzie tą, o jaką chodziło co najmniej paru osobom od wielu miesięcy. Nie zmieni się to, co nas wszystkich łączy od pierwszego "blogmedia" - chcielibyśmy upowszechniać szeroko rozumiane prawicowe wartości i opinie oraz promować ludzi, którzy w głoszenie tych wartości są zaangażowani. Po półrocznych doświadczeniach na portalu, inaczej widzimy tylko sposób realizacji tego zadania. Nie chcemy tworzyć niszy, w której zamiast przekonywania do swoich racji, będzie poklepywanie się po plecach, a zamiast dyskusji, pisanie odezw i apeli.

Chcielibyśmy być miejscem otwartym na tych, których myślenie polityczne jest nieco inne niż nasze lub tych, którzy nie mają jeszcze wykrystalizowanych poglądów. Mieć wpływ na takie osoby można tylko wtedy, gdy się będzie atrakcyjnym dla młodych oraz interesującym dla tych, którzy mają niewiele wolnego czasu i którzy zaglądając na blogi sporadycznie chcąc poznać opinie na najważniejsze wydarzenia, a nie być zmuszonym do brnięcia przez obszerne wynurzenia czy niezrozumiałe piętrowe odniesienia.

Choć nic nie jest jeszcze przesądzone - nowy portal widzę jako miejsce szybkiej wymiany informacji i opinii niż takie, w którym żeby dowiedzieć się, co w polityce, trzeba było spędzać po kilka godzin dziennie. Społeczności, którą mamy nadzieję zgromadzić wokół nowego portalu, chcielibyśmy dać wiele satysfakcji i przede wszystkim przyjemności z współuczestnictwa w tworzeniu takiego miejsca. Nie będzie permanentnej gotowości bojowej, smuty i generalnie złych emocji. Od nieustannego bicia na alarm można samemu ogłuchnąć, a przeciwnik już dawno zatyka na to uszy. Będzie to zatem portal nowoczesny, bez zadęcia, bez tematów na siłę, bez grup wzajemnej adoracji, bez poglądów pod linijkę, bez autopromocji tekstów redaktorów, administratorów lub innych ciał wytworzonych wokół portalu itd. itp.

Przede wszystkim - będzie to portal, na którym zamiast upustu negatywnych emocji i frustracji, będziemy chcieli wytworzyć pozytywną energię, bo tylko w ten sposób można cokolwiek zmieniać. Tylko wtedy można chociaż próbować kogoś przekonać do własnych racji. A jeśli nie - to chociaż mieć z tego przyjemność, a nie stargane nerwy. Czy to się uda? Jestem dobrej myśli..

Odrodzenie

Wielkanoc to czas odradzania się w nas nadziei na nowe, lepsze życie. Oczywiście nie tylko to po śmierci. Składając sobie życzenia nie myślimy przecież o "kiedyś, tam", lecz o "tu i teraz". Niemniej, sens Zmartwychwstania Pańskiego i obchodzonych z tej okazji świąt jest taki, iż miłując Boga i innych ludzi trwamy w nadziei na życie wieczne, czego Wam moi przyjaciele życzę.

wtorek, 10 lutego 2009

Cios Prezesa

"Cios Prezesa" to reportaż Ryszarda Szołtysika z tego, co zdarzyło się na zakończenie jednej z rozpraw sądowych Grzegorz Braun kontra Lech Wałęsa. Dzięki zapisowi z kamery samego poszkodowanego widzimy, jak Piotr Gulczyński - prezes Instytutu im. Lecha Wałęsy - uderza starszego wiekiem reportera kamerą w twarz.



Zdarzenie ma miejsce na sali sądowej - nie reaguje sędzia prowadząca rozprawę, nie reaguje policja. W pościg za złoczyńcą udają się.. dziewczyny z portalów Polityczni.pl i Blogmedia24.pl. Gdyby nie one, prawdopodobnie nie byłoby sprawy.

Przy okazji odsłaniają bezwład, niemoc, czy wręcz utrudnianie przez policję ujęcia sprawcy, gdy okazuje się, że interwencja miałaby dotyczyć osoby publicznej. Nie ma znaczenia nawet to, że osoba ta dopuściła się aktu fizycznej przemocy na starszym dziennikarzu, na sali sądowej, na oczach publiczności zgromadzonej na rozprawie.

Reportaż trafił zaledwie przedwczoraj do YouTube'a i już zyskał ogromną popularność wśród Internautów. Ma bardzo dużą liczbę komentarzy i szykuje się z tego jeden z największych Wykopów wszechczasów - po 1 dniu obecności na portalu wykopało go prawie tysiąc osób. Komentarze mówią same za siebie - wszyscy są zszokowani występkiem prezesa Gulczyńskiego i brakiem reakcji policji.

Portale Blogmedia24.pl i Polityczni.pl pisały o sprawie już w dniu zdarzenia, jednak dopiero reportaż wywołał prawdziwą burzę wśród internautów.

niedziela, 25 stycznia 2009

Agencja Niebezpieczeństwa Wewnętrznego

Podpułkownik Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Barbara P. odebrała sobie życie. Jak twierdzi m.in. portal Niezalezna.pl kobieta miała być nękana w związku z tym, że w czasach Prawa i Sprawiedliwości awansowała do centrali w Warszawie. Po przejęciu władzy przez Platformę, została cofnięta do poznańskiej delegatury. Według informatora portalu Dziennik.pl kobieta popełniła samobójstwo tuż po zakończeniu rozmowy telefonicznej z dyrektorem poznańskiej delegatury ABW. Była wielokrotnie przesłuchiwana przez nowe kierownictwo służby, które prowadziło audyt, mający znaleźć dowody na bezprawne działania szefów ABW w czasach PiS.



Co na to ABW? Z wdziękiem, którego nie powstydziłoby się pewnie KGB próbuje z samobójczyni zrobić chorą psychicznie. Podobnie zresztą było w przypadku na szczęście nieskutecznej próby samobójczej dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego, którego służba próbowała najprawdopodobniej wmanipulować w sprawę związaną z aneksem WSI, co miało zdezawuować ten dokument, jak i przygotowującą go komisję. Kto następny..

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Rząd dla Policji

Sto tysięcy polskich policjantów prawdopodobnie nie dostanie pełnych wynagrodzeń za styczeń. Wszystkie komendy wojewódzkie muszą o 40 procent ograniczyć swe wydatki. Niektóre zalecają wykręcanie żarówek i... zrezygnowanie z czajników.



Cięcia są efektem decyzji szefa MSWiA Grzegorza Schetyny, który - szukając oszczędności - odebrał policji 540 milionów złotych. Mniejsze cięcia objęły też straż graniczną oraz urzędników jego resortu.