Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2007

Newsweek - prawie jak dziennikarstwo cz. 2

Obraz
Artykuł Kaczorowskiego, o którym pisałem w poprzedniej notce, nie jest, niestety, oderwany od reszty zawartości bieżącego numeru "Newsweeka" . Zarówno warstwa tekstowa, jak i ilustracyjna tygodnika nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z czymś, co tylko udaje dziennikarstwo a w istocie jest wściekłym politycznym atakiem lub nierzetelnością na poziomie graniczącym z kryptoreklamą . W oczy rzuca się także, delikatnie mówiąc, lekki stosunek do Powstania Warszawskiego. W podobnej konwencji, co paszkwil na Kaczyńskiego autorstwa Aleksandra Kaczorowskiego, przedstawiona została wirtualna na razie kandydatura Jana Ołdakowskiego na prezydenta Warszawy. Również tu instrumentalnie potraktowano Powstanie Warszawskie (to już chyba jakaś mania prześladowcza, rodem z tekstów Michała Cichego w "Gazecie Wyborczej"). Walka Ołdakowskiego o fotel prezydenta stolicy w prawdopodobnych przedterminowych wyborach dla "Newsweeka" jest "nalotem na Warszawę" ...

Newsweek - prawie jak dziennikarstwo cz. 1

Obraz
Najnowszy "Newsweek". Na pierwszym planie Jarosław Kaczyński, w tle Putin. Tytuł "Prawie jak Putin" , w podtytule "Rządzenie Polską to za mało. Jarosław Kaczyński chce panować" . To zapowiedź kuriozalnego tekstu Aleksandra Kaczorowskiego, który zamiast choćby próby udowodnienia postawionej na okładce tezy epatuje czytelników kwiecistymi, nieuprawnionymi zupełnie porównaniami i nadużyciami bez niemal jakiejkolwiek argumentacji. Lead w samym artykule: "Instrumentalne traktowanie prawa, autorytarny styl, lekceważenie woli wyborców, gra na nacjonalistycznej strunie – podobieństwa między rządzącymi Polską i Rosją są niepokojąco liczne." Niepokój to zresztą lajtmotiw całego artykułu, który, zamiast rzetelnego dziennikarstwa jest przykładem bezpardonowej walki politycznej w interesie jednego ugrupowania . Autor przekroczył swym tekstem wszelkie granice wazeliniarstwa wobec Platformy . Jeszcze jeden cytat już z samego artykułu: "Wyborcy postanowili...

Wojskowi dziennikarze informacyjni

Uważny widz i słuchacz zdawał sobie w ciągu ostatnich kilkunastu lat sprawę z nieobiektywności wielu programów informacyjnych i publicystycznych, widział materiały robione na polityczne zamówienie czy najdelikatniej mówiąc marginalne traktowanie polityków i publicystów nie kojarzonych z poprawnym politycznie salonem . Czy 1 lutego poznamy nazwiska tych, którzy stali za dezinformacją i manipulacją opinią publiczną w środkach masowego przekazu? Właśnie okazało się, że Wojskowe Służby Informacyjne miały wśród dziennikarzy aż 115 agentów i prawdopodobnie jeszcze więcej nieformalnych współpracowników. Nie przeceniałbym ich roli. Nazwiska największych manipulatorów i propagandzistów są przecież doskonale znane. Wielu "obiektywnych" dziennikarzy dało wcześniej czy później jasne świadectwo swoich politycznych sympatii i antypatii. Te wszystkie Gembarowskie, Lisy, Olejnikowe, Kolendy-Zaleskie, Sekielskie, Morozowskie, Durczoki, Żakowskie i im podobne "gwiazdy" były dla s...

Waltzowanie prawa

Obraz
"Sprawiedliwość jest po mojej stronie! A jeśli jej poczucie kłóci się z prawem, to znaczy, że prawo to jest niedobre. I trzeba je zmienić." Ten cytat z oświadczenia , które Hanna Gronkiewicz-Waltz wygłosiła na wczorajszej sesji Rady Warszawy doskonale podsumowuje jej "argumentację" po tym, jak okazało się, że z mocy ustawy straciła mandat prezydenta Warszawy. Być może tak otwarte przedstawienie stanowiska było kroplą przelewającą czarę i wreszcie dla większości obserwatorów stało się jasne, kto tu tak naprawdę ma "ciągotki autorytarne" . Uszy przecierałem ze zdumienia, gdy słuchałem wczoraj TOK FM i niemal każdy dzwoniący słuchacz mówił to, co jeszcze kilka dni temu można było przeczytać tylko na prawicowych blogach. Foto: Nadzwyczajna sesja Rady Warszawy Z nieco mniejszym zdumieniem przeczytałem już zatem komentarze do informacji o wyczynach HGW na Onecie oraz kilka blogów w Salonie24. Przytłaczająca większość komentarzy okazała się nieprzychylna dla HG...

Żenujący koniec prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz

Obraz
Szkoda nerwów na analizowanie spektaklu cynizmu, manipulacji i nienawiści, jakim od kilku dni raczy nas PO z Hanną Gronkiewicz-Waltz na czele i garstką wynajętych prawników. Do annałów przejdzie zapewne "spóźnienie na samolot z Londynu", o którym wspomniał profesor Kulesza, zemsta urzędnika (oczywiście anonimowego) pozostawionego w ratuszu przez Marcinkiewicza, którego przywołała sama główna bohaterka skandalu czy też mądrości głoszone przez posłankę PO Julię Piterę w stylu "Gronkiewicz-Waltz czegoś nie dopatrzyła, ale za to PiS chce nam wprowadzić dyktaturę." Żenujące jest, że musimy to wszystko słuchać, oglądać i czytać. Nawet najbzd urniejsze argumenty zwielokrotniane są bowiem przez rzeszę dyspozycyjnych wobec PO lub niedouczonych dziennikarzy. Zamiast przywołania jednego ustępu w ustawie, którego nie spełniła HGW, tracąc tym samym z automatu mandat, dziennikarze wolą dywagować nad "nadmiernym rygoryzmem prawnym" ze strony PiS (zarzut zupełnie bezpo...

Bufetowa jest równiejsza

Równi wobec prawa: "Jest oczywiście pytanie, co zrobić z mandatami tych burmistrzów, którzy już je stracili z powodu spóźnienia. W ich przypadku klamka zapadła, gdyż w niektórych przypadkach są nieodwracalne skutki prawne". I równiejsi: "To jest nieistotne naruszenie prawa, każdy kto się spóźnił dzień czy dwa, może wytłumaczyć, czym było to spowodowane." "Tych przepisów nie można interpretować na niekorzyść demokratycznie wybranego prezydenta, bo stracimy autorytet państwa i demokracji!" Cytaty z wypowiedzi prof. Michała Kuleszy dla dzisiejszego "Dziennika" Miała być druga linia metra, konkursy na urzędnicze stanowiska w stołecznym Ratuszu, nowy statut decentralizujący władzę w mieście, stadion narodowy, komunikacja do 1 w nocy.. Z tych i wielu innych obietnic Hanna Gronkiewicz-Waltz zdążyła się wycofać w ciągu zaledwie niecałych dwóch miesięcy swojego urzędowania. Co ciekawe, odbyło się to najzupełniej szczerze, bez zbędnego owijania w bawełn...

Wachowski i PZPN

Obraz
Nie, nie będzie tym razem o działalności Mieczysława Wachowskiego w Polskim Związku Piłki Nożnej. Jak wiadomo był on zainteresowany inną dyscypliną - ping-pongiem, w którym, mimo że był lepszy, pozwalał wygrywać swojemu szefowi - Lechowi Wałęsie. Co ma jednak wspólnego Mietek z PZPN-em? Ano to, że oba symbole moralnego zepsucia III RP, nieformalnych powiązań, korupcji na wielką skalę czy wręcz mafijnych powiązań połączyli przychylni takiemu porządkowi salonowi dziennikarze i ich redaktorzy prowadzący. Zamiast bowiem jasnego przekazu o tym, co miało miejsce, usłyszeliśmy o "zemście Kaczyńskich" i niemal pewnym "wykluczeniu Polski z międzynarodowych rozgrywek przez FIFĘ". Tak sobie słucham i czytam o aresztowaniu Wachowskiego i włosy stają mi dęba. Okazuje się, że zdaniem prokuratury dopuszczał się nie tylko oszustw i wyłudzeń, ale również przetrzymywał w domu kolejne tajne dokumenty (do czego nie miał prawa). Jego nazwisko przewija się też w kontekście gangsters...

Wołoszański - szpieg w blasku jupiterów

Obraz
Piotr Gontarczyk ujawnił w dzisiejszej "Rzepie" materiały świadczące o współpracy Bogusława Wołoszańskiego z wywiadem PRL . Według materiałów SB zgromadzonych w IPN, autor "Sensacji XX wieku" sam wybrał sobie pseudonim Ben (bezpieka zarejestrowała go jednak jako kontakt operacyjny Rewo) i własnoręcznie sporządził zobowiązanie do współpracy. Po przeszkoleniu wywiadowczym wysłano go do Londynu, gdzie, jako korespondent Polskiego Radia i Telewizji, miał m.in. rozpracowywać środowiska polonijne i zachodnich dziennikarzy . Choć efekty pracy wywiadowczej Rewo były mizerne (Wołoszański spotkał się - jak widać niebezpodstawnie - z powszechną podejrzliwością), agent brał pieniądze, jako zwrot kosztów czynionych w tej materii starań. Jak pisze Gontarczyk, dla agenta korzyści były znacznie bardziej znaczące niż dla SB. Szlifowanie języka i pobyt na Zachodzie mogły być (i zapewne były) "drogą do kariery i gwarancją kolejnych awansów w uprzywilejowanej kaście "elit...

Różne źródła

Obraz
W poniedziałek wieczorem w warszawskiej kawiarni "Rozdroże" Tomasz Sakiewicz spotkał się z czytelnikami "Gazety Polskiej" . Dyskusję, która miała toczyć się wokół lustracji, zdominowała sprawa arcybiskupa Wielgusa wywołana grudniową publikacją "GP". Sakiewicz nie zdradził jednak tego, jak i do jakich konkretnie materiałów świadczących o współpracy abp. z SB dotarła gazeta. Mówił jedynie, że dziennikarze potwierdzali informacje w kilku źródłach. Powiedział natomiast, że wbrew temu, o czym do końca zapewniał sam abp Wielgus, skrzywdził on prawdopodobnie wiele osób. Naczelny "GP" mówił, że redakcja zdawała sobie sprawę, iż ujawnienie sprawy Wielgusa być może spowoduje nawet utratę części czytelników, w zdecydowanej większości przecież katolików. Biorąc pod uwagę zbliżający się ingres nie mogli jednak postąpić inaczej. Publikacja materiałów później wywołałaby tylko większy kryzys w Kościele. Po otwarciu archiwów IPN, które ma nastąpić w marcu, byłoby...

Dziennik - zmielone wydanie

Obraz
Wydrukowane już egzemplarze weekendowego wydania "Dziennika" trafiły na przemiał. W ich miejsce do kiosków trafiły nowe. Usunięto artykuł "Arcybiskup w aktach SB" , a w jego miejsce pojawił się na jedynce nowy materiał; wewnątrz - autoreklama innego tytułu wydawnictwa. W zniszczonym nakładzie znalazły się informacje o rzekomej współpracy jednego z biskupów z SB. Miał on zostać zarejestrowany pod kryptonimem "Teolog" i informować bezpiekę m.in. o tym, kto z duchowieństwa negatywnie wypowiada się o władzy ludowej. Jak podaje dzisiejsze "Życie Warszawy" , informacje "Dziennika" miały pochodzić z trzech niezależnych źródeł, jednak mimo to redakcja lub wydawca zdecydowali się na tak drastyczny krok (wydawca oficjalnie odmówił wszelkich komentarzy). W "ŻW" znalazł się także fragment rozmowy z posądzonym o współpracę z SB biskupem, który ostro temu zaprzeczył. Feralne wydanie "Dziennika" było już jednak kolportowane, gdy z...

Rekomendacja

Obraz
Jutrzejsze "Wprost" denuncjuje Marka Borowskiego. W tygodniku czytamy, że lider SDPl (dawniej członek SLD i PZPR) mógł być współpracownikiem cywilnego wywiadu PRL . Co prawda, jako kandydat na prezydenta, Borowski przeszedł obowiązkową lustrację - sąd stwierdził, że w 1978 roku Borowski został "zabezpieczony" przez wywiad MSW, co oznaczało tylko wytypowanie go do werbunku. "Wprost" powołuje się jednak na nieznane wcześnie materiały znajdujące się w części raportu komisji likwidacyjnej WSI dotyczącej działalności Grzegorza Żemka. "Żemek zarekomendował Borowskiego do zwerbowania przez wojskowe służby PRL. Zgodnie z ówczesnymi procedurami II Zarząd Sztabu Generalnego LWP wysłał pytanie do kartoteki SB, czy kandydat na TW nie jest już zwerbowany przez cywilne służby. W odpowiedzi SB poinformowała (na tak zwanej karcie sprawdzającej E-15), że Borowski.. "znajduje się na kontakcie" Departamentu I MSW (wywiad cywilny )" . Sprawa nie jest j...

Nie pisałem o Skrzypku

I myślałem, że już nie napiszę. A jednak. Czarna propaganda politycznych przeciwników tej kandydatury - niech się nikt nie łudzi, że chodzi o coś innego niż o politykę - osiągnęła już bowiem poziom absurdu i przekroczyła wszelkie granice podłości. Fakt, że Balcerowicza również nie oszczędzano na stanowisku prezesa NBP, ale w przypadku Sławomira Skrzypka jest to po prostu nieustająca wprost propagandowa kanonada. Czymże na nią zasłużył? Przecież nie tym, że nie ma "dorobku naukowego", jakby był on niezbędny do podejmowania decyzji w NBP. Odmówiono mu nawet wykształcenia, przy zastosowaniu standardowych uczelnianych procedur - podważano użyteczność dokonanej przez niego nostryfikacji dyplomu jednej z amerykańskich uczelni na SGH. Głównym argumentem było to, że "nie studiował na SGH". Cóż się jednak dziwić, skoro dla podnoszących tę kwestię, autorytetem jest ten, który.. studiował, ale jak wiadomo żadnego dyplomu nie uzyskał. W sprawie Skrzypka jako finansowy autoryte...

Dziadku, a jak to z tą III RP było?

Obraz
Tak jak aktorka Joanna Szczepkowska.. ogłosiła w wieczornym wydaniu "Dziennika Telewizyjnego" w 1989 roku koniec komunizmu w Polsce, tak wczoraj moralną śmierć III Rzeczpospolitej obwieścił Maciej Rybiński. Zrobił to w artykule "Koniec Polski Kiszczaka i Michnika" opublikowanym w "Dzieniku". Oba fakty są oczywiście symboliczne. Niewinną z pozoru wypowiedź Szczepkowskiej sprzed osiemnastu lat poprzedzał i Okrągły Stół, i wybory do sejmu, co prawda kontraktowego. Artykuł Rybińskiego pojawił na fali pozytywnych emocji, związanych z rezygnacją abp. Wielgusa z funkcji metropolity warszawskiego, spowodowanej publicznymi kłamstwami i współpracą hierarchy z peerelowską bezpieką (kolejność przewin biskupa nieprzypadkowa). Cóż zatem miałoby to mieć wspólnego z narodzinami nowej Polski? Gdyby jednak nie odbyła się publiczna debata nad postępowaniem biskupa, do jego odwołania by zapewne nie doszło. Pisałem o tym w poprzedniej notce. Chciałbym przy okazji nieśmiało ...

Co by było, gdyby..

Obraz
Wymuszona przez papieża rezygnacja metropolity warszawskiego Stanisława Wielgusa pokazała niezdolność biskupów do samodzielnego uporania się z moralnie nagannym postępowaniem jednego z nich. Cała sytuacja ujawniła jednak nie tylko słabość kościelnej hierarchii, ale także i potęgę mediów. Gdyby nie one, całej sprawy by nie było. Można się oczywiście zastanawiać, kto dał mediom mandat (i jaki - moralny? demokratyczny?) do tak daleko idącej ingerencji w sprawy Kościoła, ale nie o tym teraz chciałem powiedzieć. W ostatnich dniach przed ingresem jednym głosem mówili publicyści "Gazety Polskiej", "Dziennika", "Rzeczpospolitej" a także większość komentatorów zapraszanych do radia (nie wyłączając TOK FM) i telewizji. Ton nadały jednak wspomniane opiniotwórcze tytuły prasowe. W opozycji do głównego nurtu znajdowała się praktycznie tylko "Gazeta Wyborcza" i media związane z o. Tadeuszem Rydzykiem. Czyli myślącymi inaczej byli tylko salonowi i radiomaryjni...

W służbie prawdzie

Obraz
Nawet jeśli prawda może powodować zgorszenie, lepiej dopuścić do zgorszenia, niż wyrzec się prawdy - nauczał papież Grzegorz I Wielki. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, zwolennik lustracji w Kościele, jest pierwszym laureatem nagrody jego imienia, którą co roku będzie przyznawała redakcja "Niezależnej Gazety Polskiej". Już w lutym ma się ukazać książka, w której ksiądz ma ujawnić tajnych współpracowników bezpieki, także duchownych, którzy na niego donosili. Mam nadzieję, że po przykrych doświadczeniach ostatnich dni już nic nie przeszkodzi w wydaniu książki, a po jej ukazaniu się księdza nie spotkają szykany ze strony hierarchii kościelnej. Ojciec Święty Benedykt XVI, a wcześniej Grzegorz I Wielki, wskazali wyraźnie drogę, którą powinien podążać Kościół. Także ten hierarchiczny. Tagi: Isakowicz-Zaleski ; prawda ; Kościół

Kryzysu w Kościele ciąg dalszy

Obraz
Arcybiskup Stanisław Wielgus nie jest już zwierzchnikiem archidiecezji warszawskiej. Stanowiskiem tym cieszył się formalnie zaledwie dwa dni, a do uroczystego objęcia diecezji (ingresu) nie doszło. Papież Benedykt XVI "przyjął rezygnację biskupa", co oczywiście należy rozumieć, jako odwołanie JE z tej funkcji przez Watykan. Zamiast ingresu, odbyła się msza dziękczynna za 25 lat posługi prymasa Glempa. O zmianie wierni dowiedzieli się zaledwie kilkadziesiąt minut przed mszą. Niestety, niemoralne postępowanie biskupa, które doprowadziło do bezprecedensowego przesilenia w Kościele, nie zostało w żaden sposób napiętnowane. Przeciwnie. Przez prymasa Glempa, który wygłosił homilię, potępiony został IPN - "Dokonał się nad arcybiskupem Stanisławem Wielgusem sąd. Cóż to za sąd na podstawie świstków, dokumentów trzeci raz odbijanych? My nie chcemy takich sądów" , a biskup usprawiedliwiony - "..został uwikłany w zależność wobec SB. Abp Wielgus był przymuszony szykanami, ...

Rezygnacja z kłamstwami w tle

Obraz
Odwołanie ingresu, czy raczej ustąpienie abp. Wielgusa z urzędu metropolity warszawskiego podczas dzisiejszej mszy, ujawnia kolejne kłamstwa hierarchy. Jeśli Benedykt XVI odwołał go w ostatniej chwili, świadczy to przede wszystkim o tym, że nie znał wielu szczegółów odnośnie współpracy arcybiskupa z SB. A ten ostatni kilkakrotnie publicznie zapewniał, że papież ma dokładną wiedzę o jego przeszłości. Wygląda więc na to, że arcybiskup okłamał po raz kolejny wiernych, ale również i papieża. Dzięki Bogu, można już chyba (informacje o rezygnacji są nadal nieoficjalne) odetchnąć, że kariera takiej osoby została wreszcie powstrzymana a jedność Kościoła uratowana. PS. (godz. 10.18) Przyjęcie przez papieża rezygnacji abp. Wielgusa ze zwierzchnictwa nad archidiecezją warszawską zostało potwierdzone (Radio Watykańskie). Tagi: Wielgus

Nieznane dowody współpracy abp. Wielgusa z SB

Obraz
Na blogu Igora Janke , a wcześniej u Galby , rozgorzała dyskusja o tym, jakimi dokumentami dysponowała "Gazeta Polska" w momencie pierwszej publikacji na temat współpracy abp. Wielgusa z SB. Alex zwrócił uwagę na to, że na opublikowanych przedwczoraj przez GP kserokopiach dokumentów widnieje aktualna data (4 stycznia tego roku). Dla przypomnienia "Gazeta Polska" swoją pierwszą publikację o arcybiskupie datowała na 19 grudnia. Oficjalne oświadczenie IPN, zaraz po publikacji, mówiło natomiast, że GP nie zwracała się o żadne materiały dotyczące abp. Czy zatem mamy dowód na to, że GP wcześniej tymi dokumentami nie dysponowała? Zdaniem niektórych komentatorów być może oznacza to też, że GP ma inne dokumenty, niż te IPN-owskie i tylko kwestią czasu jest, kiedy poznamy więcej szczegółów odnośnie współpracy Stanisława Wielgusa z Bezpieką. Moim zdaniem - choć to oczywiście tylko dedukcja - skoro GP nie występowała (bezpośrednio, czy poprzez zaprzyjaźnionych historyków) do ...

K + M + B 2007

O arcybiskupie Stanisławie Wielgusie powiedziano przez ostatnich kilka dni wiele gorzkich słów. Zasłużył na nie, jeśli nie współpracą ze Służbą Bezpieczeństwa, to tym, że przez ostatnie tygodnie zwodził wiernych i opinię publiczną. Zaraz po pierwszej, nieudokumentowanej publikacji w „Gazecie Polskiej” abp mówił, że "nie współpracował " i "niczego nie podpisywał", by po udostępnieniu jego akt w Internecie przyznać, że "mijał się z prawdą". W świetle ujawnionych przez GP dokumentów i tego, co koniec końców powiedział sam abp. nie budzi wątpliwości to, że i współpracował, i podpisywał. Kwestią jest tylko stopień zaangażowania w te działania i to, czy kogokolwiek skrzywdził. Abp Wielgus zmieniał wersje nawet w ciągu jednego dnia. Wczoraj rano oświadczył, że nikogo nie zdradził, by wieczorem, już po formalnym objęciu nowych obowiązków przyznać, że skrzywdził jednak Kościół. Częściowe przyznanie się do winy (w oświadczeniu abp. zaprzecza wielu faktom, znajdują...

Spotkanie

.

Akta

Obraz
Ze stron Gazety Polskiej i Niezależnej Gazety Polskiej można ściągnąć fotokopie dokumentów świadczących o współpracy Stanisława Wielgusa ze Służbą Bezpieczeństwa. Poniżej tylko cztery strony spośród sześćdziesięciu dziewięciu. Ich lektura nie pozostawia żadnych wątpliwości odnośnie działań figuranta. Tagi: Wielgus ; SB

Współpraca z SB i kłamstwa biskupa

"Gazeta Polska" , Galba , "Wprost" , "Rzeczpospolita" .. (kolejność chronologiczna) Poniżej fragment mającego się ukazać jutro artykułu w "Rzeczpospolitej", udostępniony "Salonowi24" przez redakcję „Rz”: „Z esbeckich akt zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej wyłania się ponury obraz wieloletniej i zakrojonej na szeroką skalę współpracy duchownego z tajnymi służbami PRL. Ksiądz Wielgus nie spotykał się z funkcjonariuszami SB tylko w sprawach paszportowych, jak dotąd utrzymywał. Był cennym agentem. Nosił rozmaite pseudonimy — Adam, Adam Wysocki, Grey. Odbył specjalne przeszkolenie wywiadowcze, usiłował przeniknąć do środowiska Radia Wolna Europa w Monachium, przez wiele lat utrzymywał kontakty z IV wydziałem Komendy Wojewódzkiej MO w Lublinie: pisał dla esbeków analizy o pracownikach Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a prowadzącym go oficerom dostarczał nagrania z przemówień i kazań hierarchów kościelnych. Dlaczego to robił? ...

Męska decyzja

Obraz
"Platforma skręca na lewo. Tusk zdecydował się na współpracę z lewicą i Aleksandrem Kwaśniewskim. Rokita mu w tym przeszkadza, więc brutalnie wyrzucono mu jego sejmowego asystenta i odsunięto od prac gabinetu cieni, którego był pomysłodawcą. Musiałam przerwać ten koszmar." Tak tłumaczy swoje odejście z PO Nelly Rokita w dzisiejszym "Dzienniku". Można jeszcze do tego dorzucić niemal roczne zwodzenie Rokity stanowiskiem szefa klubu parlamentarnego i wręcz chamskie wypowiedzi krakowskich platformersów, którzy na krytyce Rokity chcą jak widać ugrać lepszą pozycję w partii, skoro takie jest zapotrzebowanie jej liderów. Ciekaw jestem, jak długo jeszcze wytrzyma te upokorzenia sam Jan Maria. Swoją drogą, ciekawa to partia, której aparat (zarówno zarząd, jak i doły) tak traktuje jednego ze swoich (i nie tylko) najwybitniejszych polityków. Ale i sam Rokita stracił też chyba zupełnie instynkt polityczny, tkwiąc w takim bagnie. To Nelly, występując z PO, zachowała się jak ra...