niedziela, 28 stycznia 2007

Wojskowi dziennikarze informacyjni

Uważny widz i słuchacz zdawał sobie w ciągu ostatnich kilkunastu lat sprawę z nieobiektywności wielu programów informacyjnych i publicystycznych, widział materiały robione na polityczne zamówienie czy najdelikatniej mówiąc marginalne traktowanie polityków i publicystów nie kojarzonych z poprawnym politycznie salonem. Czy 1 lutego poznamy nazwiska tych, którzy stali za dezinformacją i manipulacją opinią publiczną w środkach masowego przekazu? Właśnie okazało się, że Wojskowe Służby Informacyjne miały wśród dziennikarzy aż 115 agentów i prawdopodobnie jeszcze więcej nieformalnych współpracowników.

Nie przeceniałbym ich roli. Nazwiska największych manipulatorów i propagandzistów są przecież doskonale znane. Wielu "obiektywnych" dziennikarzy dało wcześniej czy później jasne świadectwo swoich politycznych sympatii i antypatii. Te wszystkie Gembarowskie, Lisy, Olejnikowe, Kolendy-Zaleskie, Sekielskie, Morozowskie, Durczoki, Żakowskie i im podobne "gwiazdy" były dla setek innych dziennikarzy wyznacznikiem tego, że tylko jedynie słuszny ogląd rzeczywistości politycznej jest przepustką do salonów IV władzy III RP. Podejrzewam więc, że tych stupiętnastu, których nazwiska mamy poznać, to raczej drugi dziennikarski garnitur. Być może nawet są to głównie ci, którzy bezpośrednio dziennikarstwem się nie parali - czyli np. producenci i obsługa techniczna. Jedni i drudzy decydują przecież o tym, jakiego typu materiały idą w eter. W myśl zasady, że obraz przekazuje więcej (dez)informacji niż 1000 słów - można np. odpowiednim ujęciem poprawić lub zniekształcić wizerunek wybranych postaci.

Zastanawiająca jest jednak skala zjawiska. Tym bardziej, jeśli tych stupiętnastu agentów zwerbowanych w mediach porówna się z.. jednym(!) zabezpieczającym naszą wschodnią granicę. Włosy dęba stają na głowie na taką statystykę, choć w kontekście tym nie jest już dziwny fakt, że WSI nie wykryły przez cały okres swojego istnienia ani jednego szpiega. A po tym, jak to cywilne specsłużby ujawniły kilku kretów wewnątrz samych WSI, nikt (z wyjątkiem samych szpiegów) nie poniósł za to odpowiedzialności. To, gdzie WSI widziały największe zagrożenie, sądząc z liczby agentów, świadczy jednoznacznie o kompletnym wypaczeniu roli, jaką tego typu służby powinny pełnić w demokratycznym państwie. Przy okazji upadł kolejny mit głoszony przez środowisko "Gazety Wyborczej" - mówiący o tym, że rozwiązanie WSI odsłoni Polskę na penetrację obcej agentury.

Wielu zadaje sobie pytanie: jak bardzo tych 115 dziennikarzy będących na usługach WSI przysłużyło się do skrzywienia przekazów prasowych? Zapewne trudno to będzie stwierdzić, bo arsenał manipulacyjnych środków jest niezwykle szeroki a wiele z nich, jeśli są wyjęte z szerszego kontekstu, może być zupełnie niezauważalna. Manipulacyjny może być nie tylko komentarz ale sam porządek ukazujących się w serwisie materiałów - kolejność, czas trwania, pomijanie lub bagatelizowanie jednych informacji a wybijanie na czołówkę innych itd. Między bajki, czy jako kolejną celową dezinformację, można więc włożyć to, że agenturę WSI w mediach ujawnić się powinno dopiero po tym, jak sąd udowodni złamanie prawa.

Dziennikarz - agent wojskowych służb informacyjnych - pomylił nie tylko front. Jakich to informacji o wojskowym znaczeniu miałby dostarczać z kraju macierzystego dla specsłużb? Pomylił też powołanie zawodowe. Zarówno etyka jak i prawo prasowe chronią źródła informacji dziennikarza, natomiast specyfiką pracy specsłużb jest gromadzenie i przekazywanie do centrali wszelkiego typu informacji z personaliami włącznie.


Tagi: ; ; ;

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jakie interesy ma wywiad Polski w Polsce? Nikogo nie zdziwiłoby werbowanie dziennikarzy z innych państw a choćby BBC. To może niezbyt piękne, ale bardziej naturalne. Werbowanie swoich i to w takiej ilości to ciężka choroba państwa. kp

A.W. pisze...

Nurowski, Solorz - założyciele Polsatu. Powoli wszystko staje się jasne. Choć dla wielu "jasne" było od dawna.