czwartek, 4 stycznia 2007

Akta

Ze stron Gazety Polskiej i Niezależnej Gazety Polskiej można ściągnąć fotokopie dokumentów świadczących o współpracy Stanisława Wielgusa ze Służbą Bezpieczeństwa. Poniżej tylko cztery strony spośród sześćdziesięciu dziewięciu. Ich lektura nie pozostawia żadnych wątpliwości odnośnie działań figuranta.











Tagi: ;

14 komentarzy:

Anonimowy pisze...

porażające

klus pisze...

Figuranta? Figurant to raczej osoba rozpracowywana w ramach danej sprawy, osoba inwigilowana. Ta, na którą haki zbierano, a nie ta, która haków dostarczała.

(o czym przypominam, bo jeśli już posługujemy się językiem bezpieki, czyńmy to poprawnie)

Pozdrawiam.

ckwadrat pisze...

> Klus, w udostępnionych właśnie dokumentach Stanisław Wielgus jest określony jako "główny figurant". Zobacz Wielgus002.jpg. Nie znalazłem definicji figuranta, ale z tego co wiem, takiego określenia używała Bezpieka wobec osób, którzy znajdowali się w ich kręgu zainteresowań, w bardzo szerokim pojęciu. Niekoniecznie zatem musiał to być ktoś, przeciw komu zbierano haki, ale też ktoś, kogo chciano pozyskać albo np. zmienić prowadzący go wydział.

Tomek pisze...

A nie mogą to być fałszywki przygotowane przez SB tak, aby nawet za komuny wzbudzać wzajemną nieufność pomiędzy księżmi oraz społeczeństwa do księży? Ja bym nie wykluczył takich prowokacji, np. spreparowane dokumenty o współpracy Wielgusa esbecy mogli pokazywać przesłuchiwanym niby jako formę nacisku. Przecież prawie każda służba bezpieczeństwa to "mistrzowie" manipulacji.

W sumie, jak narazie to mamy do czynienia z "zarzutami" sformułowanymi przez esbeka. Jeżeli się potwierdzą w postaci bezpośrednich dowodów, np. dotyczących konkretnych działań "figuranta" i jego raportów przeciwko innym ludziom, to już co innego.

klus pisze...

Ckwadrat, zgadza się, że jest takie określenie w aktach, bo jest to określenie na osobę rozpracowywaną (tutaj: w ramach rozpracowania operacyjnego), z tym że my mamy pretensje do księdza arcybiskupa nie dlatego, że ktoś go rozpracowywał (np. chciał pozyskać), a dlatego, że sam donosił - w charakterze (oglądając skany dalszej części jacketu) tajnego współpracownika, "agenta" czy kontaktu operacyjnego. Dlatego powyższe określenie wydało mi się stosunkowo mało precyzyjne i kierujące uwagę ewentualnego czytelnika w złą stronę :).

Więcej na ten temat np. w "Wokół teczek bezpieki. Zagadnienia metodologiczno-źródłoznawcze" pod redakcją F. Musiała, Kraków 2006. Lekturę powyższą polecam także tym, którzy ciągle dywagują o jakichś przygotowywanych przez SB "fałszywkach" :).

Pzdr.

ckwadrat pisze...

> Tomek, teza o tym, że dokumenty zostały spreparowane w celu manipulacji innymi figurantami wydaje mi się delikatnie mówiąc nieprawdopodobna. Nawet sam manipulowany, jeśli byłby przy zdrowych zmysłach, nie uwierzyłby w prawdziwość takich dokumentów, gdyby je wtedy zobaczył. Z punktu widzenia SB byłoby to zupełnie nieracjonalne.

Faktem oczywiście jest, że nie mamy teczki pracy wtedy jeszcze księdza, która - jak wszystko na to wskazuje - została zniszczona. Niewykluczone jest jednak, że opis dokonań Greya pojawi się w teczkach innych rozpracowywanych osób. Ich krąg łatwo ustalić po streszczeniu jego pracy, które właśnie zostało ujawnione. Stąd myślę, że kwestią tygodni jest bardziej szczegółowa wiedza na ten temat. Jeśli jednak nawet nie poznamy tych dodatkowych zapisów kwestia bardzo wydajnej współpracy Wielgusa z SB jest ewidentna.

> Klus, mnie określenie "figurant" w odniesieniu do Wielgusa w sumie też zdziwiło, dlatego w ogóle go użyłem. Ale to oczywiście nie rzuca nowego światła na sprawę. Choć dzisiaj dowiedziałem się bardzo ciekawej rzeczy. Wieczorem zaczęła krążyć plotka, że Wielgus był podwójnym agentem. Ale to raczej równie nieprawdopodobne, co to, że jego akta są fałszywką SB.

klus pisze...

Z tymi "fałszywkami" to faktycznie ciekawa sprawa - choćby i stu profesorów, którzy zęby na takich aktach zjadło, się wypowiadało, że to murowane autentyki (tu np. mówił tak prof. Paczkowski), i tak znajdzie się jakiś "Tomek", snujący tego typu fantazje.

Jeśli można jeszcze uwierzyć, że bezpieka, w sobie tylko znanych celach, fabrykuje pojedynczy dokument obciążający kogoś, to angażowanie dziesiątek ludzi, by spreparować całą teczkę/mikrofilm (łącznie np. z szalenie istotną kartą E-15 (wielgus006/007.jpg)), a następnie że teczka taka, udając autentyk, trafia do esbeckiego archiwum i dalej po latach do IPNu - to jest już jakaś paranoja.

Ale to nie na blogusia są rozmowy, to w książkach mądrzy ludzie z detalami opisują, co o i jak i dlaczego to niemożliwe, lecz daremny ich trud. Teza o "fałszywkach SB" i że to tylko "esbecka prawda" i że nie wiadomo, jak było naprawdę - teza taka i tak będzie zawsze powracać do dyskusji, gdy obrońcom kapusiów zabraknie już jakichkolwiek innych argumentów.

ckwadrat pisze...

Teza o nierzetelności materiałów SB i fałszowaniu ich przez samą Bezpiekę jest główną bronią przeciwników lustracji, nie wyłączając dyplomowanych historyków. Broń tę wymyśliła oczywiście Wyborcza. Jak na razie mieliśmy jednak tylko jeden taki przypadek (Gilowska).

klus pisze...

Co do rzekomego fałszowania akt Gilowskiej - muszę zauważyć, iż Sąd Apelacyjny miał na ten temat inne zdanie niż Ty :). Zasadniczo "dowodem" na potwierdzenie tezy o fikcyjnej rejestracji Gilowskiej były zeznania jednego esbeka o mocno wątpliwej wiarygodności, które nie znalazły potwierdzenia w żadnych innych dokumentach.

Ale to tylko takie off-topiczne poniekąd sprostowanie. Dawne dzieje.

Tomek pisze...

No nie... Ja nie jestem żadnym obrońcą kapusiów. ckwadrat raczej to potwierdzi. Jestem - wręcz odwrotnie - przeciwnikiem różnego typu układzików, w tym esbeckich. To przez te układziki, nie mające nic wspólnego z kompetencjami i uczciwością, mamy "wysokiej klasy biznesmenów i fachowców" takich jak choćby w mediach - były prezes Kwiatkowski, pani Jakubowska czy pan Subotic.

Rozwój wydarzeń niestety wskazuje na to, że Wielgus to karierowicz i hipokryta pozbawiony skrupułów. Człowiek, który potrafiłby dokonać właściwej samooceny, przyznałby się do błędu i zrezygnował z predystynowania do bycia wzorcem dla innych. Niestety, wychodzi na to, że Kościół stał się karykaturą tego co głosił kiedyś Chrystus. W sumie to nawet sam Chrystus kiedyś powiedział, żeby słuchać swoich "pasterzy" ale nie postępować tak jak oni. Co nie oznacza, że powinniśmy siedzieć cicho i przystawać na hipokryzję we własnym gronie. Jeżeli protesty przeciwko ingresowi nie odniosą skutku to na poważnie zastanawiam się nad wypisaniem z Kościoła. O tym czy jestem Chrześcijaninem decydują moje uczynki i moje sumienie a nie jakaś ułomna ludzka organizacja. Jedyne co może mnie ew. powstrzymać to pozytywne przykłady z przeszłości takie jak np. Jan Paweł II, kardynał Stefan Wyszyński czy ksiądz Jerzy Popiełuszko. No i jeszcze przykłady poświęcenia np. współczesnych misjonarzy, o czym mało się mówi. btw: Podobno jest jakiś durny przepis kościelny, że kto się wypisze, zostanie automatycznie objęty ekskomuniką. Łatwo żyć mi tutaj nie jest, dorzucę sobie jeszcze będzie wyklętym i będzie komplet. ;-)

Tomek pisze...

Oświadczenie Wielgusa

Zastanawiam się czy te dokumenty to po prostu nie są "fantazje" esbeków mających trudności z przeniknięciem do Kościoła. Faktycznie nie należy stawiać wyroków skazujących przed znalezieniem innych dowodów czynnej współpracy. Ale ingres można odłożyć przynajmnniej na czas poszukiwania tych dowodów. Jeżeli Wielgus faktycznie nie współpracował czynnie z SB a teraz Kościół ugnie się pod medialnym atakiem, to będzie to zwycięstwo SB "post-factum". SB kontra Kościół. Tylko jaka jest prawda?

Coraz bardziej jestem zdania że wszystkich esbeków i ich szefów należy wsadzić za kratki. Przecież to oni byli głównymi sprawcami tego wszystkiego a "kapusie" to tylko słabi czy marni ludzie, którzy w pewnym momencie nie oparli się pokusie łatwiejszego życia kosztem innych, którą to pokusę podsuwali właśnie esbecy.

Anonimowy pisze...

Niestety te kluczenie, zaprzeczanie przez Wielgusa było żenujące, szczególnie w kontekście coraz to nowych publikacji.
Zestawcie sobie postawy dwóch księzy, (Wielgusa i Popiełuszko), jakie różne postawy, prawda?
Jeden w 1973 r. (okres Gierkowski, był stosunkowo mało represyjny) w celach osobistych ambicji i kariery podpisał loljalkę a drugi w "ciężkich" latach 80-tych zginął bo chciał postępować wg zasad wyznaczonych przez wiarę.
Ps.
-po co SB miało by samo dla siebie fałszować wewnętrzne dokumenty (pisze to w sytuacji już przyznania sie abp Wielgusa do współpracy)- reflekja ogólna o lustracji?W 1973 r.? To juz wtedy zakladali upadek komuny?PJ

Tomek pisze...

Mówiąc o "fantazjach" esbeków miałem na myśli obawę czy chęć popisania się przed przełożonymi. Przecież za komuny bardzo często oficjalne (co nie oznacza że od razu publiczne) dokumenty baaardzo odbiegały od rzeczywistości albo ją po prostu "koloryzowały".

ckwadrat pisze...

Czytając wczorajsze oświadczenie Wielgusa, do którego link podał Tomek, można faktycznie nabrać wątpliwości. Problem jednak w tym, że gdyby to oświadczenie pojawiło się po pierwszej publikacji Gazety Polskiej (w grudniu), ja bym biskupowi uwierzył. Teraz nie mam ku temu podstaw, bo w międzyczasie dwa razy skłamał. Mówił przecież, że "nie współpracował" i "niczego nie podpisywał", a później przyznał, że "mijał się z prawdą". Nie budzi żadnych wątpliwości to, że i współpracował, i podpisał, kwestią jest tylko stopień zaangażowania w tę współpracę.