poniedziałek, 15 stycznia 2007

Dziennik - zmielone wydanie

Cofnięta jedynka Dziennika

Wydrukowane już egzemplarze weekendowego wydania "Dziennika" trafiły na przemiał. W ich miejsce do kiosków trafiły nowe. Usunięto artykuł "Arcybiskup w aktach SB", a w jego miejsce pojawił się na jedynce nowy materiał; wewnątrz - autoreklama innego tytułu wydawnictwa. W zniszczonym nakładzie znalazły się informacje o rzekomej współpracy jednego z biskupów z SB. Miał on zostać zarejestrowany pod kryptonimem "Teolog" i informować bezpiekę m.in. o tym, kto z duchowieństwa negatywnie wypowiada się o władzy ludowej. Jak podaje dzisiejsze "Życie Warszawy", informacje "Dziennika" miały pochodzić z trzech niezależnych źródeł, jednak mimo to redakcja lub wydawca zdecydowali się na tak drastyczny krok (wydawca oficjalnie odmówił wszelkich komentarzy). W "ŻW" znalazł się także fragment rozmowy z posądzonym o współpracę z SB biskupem, który ostro temu zaprzeczył.

Feralne wydanie "Dziennika" było już jednak kolportowane, gdy zapadła decyzja o usunięciu materiału. Cofnięcie nakładu nie zapobiegło więc wykonaniu zdjęć przez kierowców lub pracowników drukarni i przekazaniu ich do innych redakcji (stąd powyższy fragment cofniętej jedynki "Dziennika" zamieszczony w "ŻW"; na pierwszym planie oczywiście jedynka, która trafiła do kiosków). Zastanawiający jest powód całego zamieszania. Czy zebrane dowody okazały się zbyt słabe, czy może ktoś celowo wprowadził redakcję na minę? I czy na minie tej miała polec tylko rzetelność redakcji "Dziennika", czy też w powietrze wylecieć miała cała lustracja. Choć na razie nic na ten temat więcej nie wiadomo, prawdę zapewne niedługo poznamy.


Tagi: ; ;

13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

A to dobre. Czegoś widać się mocno przestraszyli.

Anonimowy pisze...

zaczeli zjadać własny ogon

ckwadrat pisze...

Wycofywanie wydrukowanych nakładów zdarzało się jak świat długi i szeroki. Szczególnie w dziennikach, gdzie cykl produkcji jest bardzo krótki i można nie zdążyć dotrzeć do wszystkich źródeł na dany temat. No bo przecież nagle się nie zreflektowali, że już o kolejnym biskupie nie napiszą. Musieli wejść w posiadanie jakiejś informacji już po wydrukowaniu nakładu. Jest to ciekawe, ale wielkiej sensacji bym z tego nie robił.

Anonimowy pisze...

Zastnawiające, że nic więcej nie wyciekło poza tym ochłapem w ZW. "Życzliwa" Dziennikowi Wybiórcza traci taką okazję. kp

ckwadrat pisze...

Pamiętaj kp, że Wyborcza jest też przy okazji "życzliwa" lustracji..

Anonimowy pisze...

Dziennik zniszczył cały nakład aby nie zszargać swojej wiarygodności. To się chwali. Agora by czegoś takiego nie zrobiła bo wie, że jej czytelnicy we wszystko uwierzą.

pitbu@wp.pl pisze...

Jeśli wycofują się z czgoś to znaczy, że to BYŁA NIEPRAWDA , więc lepiej potem nie być przykładem niewiarygodnej gazety :)

Tomek pisze...

Moim zdaniem archiwa IPN powinny być całkowicie upublicznione a normalnym elementem rekrutacji na stanowiska państwowe powinien być proces lustracyjny oraz orzeczenie sądu lustracyjnego na zasadzie: jeżeli brak podejrzeń to kandydaturę można zaakceptować, jeżeli są podejrzenia to nie akceptujemy. Przecież mamy w Polsce tylu młodych bezrobotnych, którzy SB znają tylko z historii.

W przypadku osób, którzy ubiegają się na inne stanowiska niż państwowe (np. dziennikarskie), koszty procesu lustracyjnego powinna ponosić firma zatrudniająca. Wtedy IPN czy sądy mogłyby zatrudnić dodatkowych ludzi czy nawiązać współpracę z uczelniami i nie byłoby to na koszt państwa. Oczywiście osoby lustrujące powinny same wcześniej przejść proces lustracji.

Ta cała szopka z wyciekiem informacji jest bez sensu. Nie byłoby problemu, gdyby archiwa były publiczne, np. dostępne w Internecie.

Anonimowy pisze...

dziarskie chlopaki ze sluzb wydaja z siebie ostatnie tchnienia i moga
podrzucac falszywki. W koncu w sprawie lustracji jeszcze nie wszystko dla
nich stracone. Pare wiekszych afer z falszywymi info w tym temacie i mozna
jeszcze opinie publiczna odpowiednio urobic. A dziarskie chlopaki ze sluzb
znaja "poziom" polskich "dziennikarzy" w koncu sami wielu z nich werbowali i
wykorzystywali ich jak chcieli i to nawet po 1989 r.
Kto wie czy nawet jakies merdium z frontu antylustracyjnego same swiadomie
nie zrobi jakiejs takiej afery jw. Spoko na wiarygodnosci nie straci -
znajomi z innych merdiow frontu ich wybronia. A najwazniejsze, ze wiadomosc
pojdzie w swiat - lustracja jest be ....

Anonimowy pisze...

A ktoś wie, który z biskupów był bohaterem artykułu?

ckwadrat pisze...

No wiadomo, ale po co to rozpowszechniać, skoro sam "Dziennik" się z tego wycofał. Widać coś jest na rzeczy i nie jest to takie oczywiste.

ckwadrat pisze...

ps. no i domniemana współpraca tego arcybiskupa nie miała być "za paszport", lecz chodziło o coś zupełnie innego. Pytanie, czy to wystarczające usprawiedliwienie. Może to wpłynęło na decyzję "Dziennika"?

Anonimowy pisze...

Co tu dużo mowić-jesteśmy w tej chwili skazani na domysły. Poczekajmy to zobaczymy co dalej z tego wyniknie. Ale możliwe jest jest że redakcja zorientowała sie że ktoś jej chciał wywinać numer i podważyć jej wiarygodność bądź faktycznie uderzyc w idee lustracji. Jeżeli tak , to w takim razie "Polska Kiszczaka i Michnika" nie daje za wygraną.
PJ