niedziela, 26 listopada 2006

Wybór padł

Hannie Gronkiewicz Waltz gratuluję wygranej (na razie sondażowej). Gratuluję zwycięstwa głosami wyborców Marka Borowskiego i zwolenników Aleksandra Kwaśniewskiego. Bo to w zasadzie tylko poparcie tych panów przebiło się w mediach w ostatnich dniach już zamkniętej z powodu żałoby narodowej kampanii wyborczej. Już nie te co prawda czasy, aby "układ warszawski" mógł się odrodzić, ale nie raz słyszałem, że od uczciwych rządów PiS-u w stolicy lepszy był Piskorski, bo za jego kadencji przynajmniej "coś się budowało". Nie ważne, że sam prezydent wybudował sobie w tym czasie kilka mieszkań, inwestycje były na kredyt i wątpliwej przydatności (tunel wzdłuż Wisły pod trawnikiem; most, na który nie można wjechać z głównej drogi pod nim), a stolicą rządził nieformalny układ polityczno-biznesowy. Nie obchodzi to oczywiście tych, którym chciwość nowych inwestycji amputuje pamięć, czy wręcz dopuszcza korupcję jako jeden z niezbędnych czynników rozwoju.

A tak na marginesie Tuskowi wyrosła zupełnie nieoczekiwanie poważna konkurentka do prezydentury.


Tagi: ; ;

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

miałem, nadzieję, że po tych wyborach pis pójdzie po rozum do głowy, nadzieja jednak szybko umarła po słowach kaczyńskiego. Tak dalej panowie a po 3 latach wszyscy skończycie niewiele lepiej niż aws.

ckwadrat pisze...

"..Mamy z jednej strony PiS, z drugiej sojusz PO-SLD. I mamy byłego prezydenta Kwaśniewskiego znów na pierwszej linii. Wraca stare i temu musimy się przeciwstawić.."

A cóż niestosownego w tym, co powiedział Kaczyński? Opisał to co się stało, nawet tego nie oceniając. Przecież Kwaśniewski poparł HGW po tym, jak nie wykluczyła ona koalicji PO-SLD w Warszawie. A to już przecież było i miało nawet swoją nazwę, o czym Kaczyński nawet nie wspomniał.

krzysztof pisze...

Czy poparcie jest dla Ciebie równoznaczne z sojuszem ? Czy poparcie rokity dla kandydata pis oznacza koalicje popis ? Poparcie Kwasniewskiego oznacza, że "mamy byłego prezydenta Kwaśniewskiego znów na pierwszej linii" ?
Pis by tak chciało, wówczas miałoby jasno okreslonego "wroga klasowego", którego zniszczenie stanowiło jej sens istnienia.