piątek, 22 września 2006

Przede wszystkim ordynacja

Koalicja większościowa przestała istnieć. Czas odwołania Andrzeja Leppera ze stanowiska wicepremiera można już liczyć w godzinach.. (zanim skończyłem pisać notkę, Lepper został już przez prezydenta odwołany). Zastanawiające jest, dlaczego lider Samoobrony wybrał drogę otwartego konfliktu z PiS, której finałem - jak mógł się spodziewać - będą przedterminowe wybory, na których może nic nie zyskać, a tylko stracić. Być może jest coś w tym, co napisał Galba - o narastającym strachu Samoobrony przed tym, do czego dokopać się mogą na jej temat pisowscy ministrowie siłowi. Strachu, prowadzącego nawet do obalenia rządu, którego jednym z głównych celów jest oczyszczenie państwa ze skorumpowanych struktur, bez względu na to, czy ludzie w nich uczestniczący są mu politycznie bliscy czy też nie. Lepsze przecież bowiem siedzenie nawet na zielonej trawce poza parlamentem, niż za kratami. Niedawne zatrzymanie awuesowskiego ministra skarbu Emila Wąsacza jest tego dowodem i mogło być czynnikiem uwalniającym sumę wszystkich strachów Samoobrony i prowadzącym wprost do wczorajszego przesilenia.

Powód kryzysu rządowego może być bardziej prozaiczny. Lepper zaczął bowiem ostatnio nie tylko prowadzić kampanię wyborczą kosztem rządu, którego był członkiem, ale też nieodpowiedzialnie grać budżetem. Jego kolejne próby wyciągania kotwicy budżetowej mogły się przecież w dłuższej perspektywie skończyć wejściem gospodarki na mieliznę. Do czego to prowadzi, można zobaczyć w relacjach z Budapesztu. A to przecież tylko krótkie, choć burzliwe, "kryterium uliczne". Naszych bratanków czeka wcześniej lub później odcinek specjalny, w którym tylko poprzez wyrzeczenia całego społeczeństwa będą mogli obniżyć swój rekordowy w Unii Europejskiej deficyt budżetowy. Jeśli tego nie zrobią, mogą spodziewać się tylko większych kłopotów.

Być może więc to Jarosław Kaczyński przestraszył się warchoła w rządzie i za wszelką cenę (nawet oddania władzy) pozbył się go. Tylko w ten sposób mógł zapobiec budowaniu przez Leppera poparcia na bazie niebezpiecznej dla stabilności całego państwa polityce. Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy skażony władzą Lepper straci czy też zyska atrakcyjność dla swojego dotychczasowego elektoratu. Bardziej prawdopodobna wydaje się jednak strata, dzięki czemu usunięcie Leppera z rządu może być skutecznym środkiem jego zmarginalizowania w polityce. Powrót Leppera - watażki, budującego swoje poparcie na blokowaniu dróg czy wysypywaniu zboża z wagonów, byłby już nie tylko niewiarygodny dla wyborców, ale wręcz śmieszny.

Bez względu jednak na to, jakie były przyczyny wczorajszego kryzysu, czekają nas najprawdopodobniej przedterminowe wybory. Jeśli nie teraz, równocześnie z drugą turą wyborów samorządowych, to na wiosnę, po tym, jak budżet nie uzyska poparcia większości sejmowej. Do końca stycznia przyszłego roku mógłby bowiem funkcjonować rząd mniejszościowy. Choć drugi z koalicjantów (LPR) zachowuje się odpowiedzialnie, podszyty oczywiście strachem nie wejścia do następnego parlamentu, wątpliwe wydaje się zbudowanie większości rządowej w obecnym. Nie wskazuje na to ani ton wypowiedzi liderów PSL, bardzo krytykancki wobec PiS (kolejne nieracjonalne działanie tego ugrupowania) oraz niewielka jak do tej pory liczba uciekinierów z Samoobrony.

Wątpliwe jest także, aby nawet do tego drugiego, nieodległego przecież terminu, preferencje wyborcze zmieniły się na tyle, aby można było się spodziewać, że któraś z największych partii uzyska większość mandatów i samodzielnie utworzy rząd. Sensowna wydaja się więc zmiana ordynacji na taką, która jeszcze bardziej niż obecna będzie premiować zwycięskie ugrupowanie. Propozycja taka została właśnie złożona Platformie przez PiS. Choć nowa ordynacja konserwowałaby w Polsce z grubsza dwubiegunowy układ parlamentarny, dawałaby możliwość skonstruowania trwałego rządu przez zwycięskie ugrupowanie na okres kadencji sejmu. Rola partii z mniejszym poparciem społecznym zostałaby zredukowana, ale przecież tylko do czasu następnych wyborów, w których każdy ma równe szanse na zwycięstwo. A przecież o to głównie chodzi w demokracji parlamentarnej. No bo przecież nie o to, aby języczkiem u wagi był sejmowy plankton, licytujący się tylko wyszarpywaniem od większych ugrupowań stanowisk i przywilejów dla swojego wąskiego elektoratu.


Tagi: ;

30 komentarzy:

Mrozon pisze...

Długą drogę przeszła prawica od jesieni ubiegłoego roku.

Od zapowiedzi triumfalnej koalicji odnowy PO - PiS, do zbierania odrzutów z Samoobrony i łaszenia się do postkomunistów z PSL.

Ale wstyd.

Anonimowy pisze...

Zgadzam się, że opinia Galby o jakichśtam "kwitach" na Leppera jest niesłuszna. Warchoł przesadził i dostał kopniaka.

PS. Określenie "warchoł" i tak jest dla Leppera nobilitujące, bo kojarzy się ze szlachciurą awanturującym się na sejmikach. A to raczej cham i prostak jest :-)

ckwadrat pisze...

Mrożon > Koalicji POPiS wszyscy przecież oczekiwali, jeszcze przed wyborami. PO dostało od PiS wyśmienitą ofertę i taki podział ministerstw, jakiego oczekiwały elektoraty obu partii, czyli z grubsza: PO - gospodarka, PiS - sprawy wewnętrzne i sprawiedliwość.

Choć nieprzyjęcie bardzo dobrej oferty przez PO było na pierwszy rzut oka nieracjonalnym postępowaniem, teraz widać jednak, że być może nie przeliczyli się, licząc od samego początku na nowe wyborcze rozdanie. Ale dopiero po pewnym czasie, po którym PiS będzie już odpowiednio zmaltretowane rządami mniejszościowymi lub koalicją z SO (co wynika z arytmetyki). PiS proponował im od razu wcześniejsze wybory, których też jednak nie chcieli. Ewidentne jest, że tak to sobie wykalkulowali.

Ale wyrachowanie!

Anonim > Zgadzam się co do warchoła, że dla Leppera to w zasadzie szlachecka nobilitacja. Zwróć jednak a propos uwagę, jak lewicowi komentatorzy (m.in. wyżej wymieniony Mrożon) określili zaraz po wypowiedzeniu tych słów Kaczyńskiego. Nie wiedzieć czemu, to on został.. chamem. Za samo to, że śmiał Leppera odwołać. Choć, jak nawet niedawna historia salonowej histerii uczy, cham to przecież jedno z delikatniejszych określeń. Był już Gomułka, rodzący się faszyzm, stalinizm itp. bzdury.

Anonimowy pisze...

Ja bym poczekał na rozwój wydarzeń. Tak jak przy odwołaniu Marcinkiewicza pewnie znowu niedoceniamy Prezesa. Wątpie żeby dla samego pozbycia się Lepieja, ryzykował przedterminowe wybory.
karp

ckwadrat pisze...

Niewykluczone. Pomysł z nową ordynacją może być tylko zasłoną dymną na PO, straszakiem na PSL i "zachętą" do szybszej ucieczki posłów z SO..

pitbu pisze...

Nowa czy nie nowa ordynacja, nieważne. Ważne by była skuteczna. A tak na marginesie, jakoś ostatnio lewica (mówiąc lewica mam na myśli SLD) nie protestuje i też zaczeła tworzyć bloki więc im chyba też pasuje - niestety.

pitbu pisze...

Z rozpędu napisałem o samorządach a nie zauważyłem, że to już chodzi o ordynację do sejmu. Oczywiste jest jednak, że duża premia dla zwycięskiego ugrupowania w wyborach parlamentarnych jest ze wszech miar wskazana. Z tego co wiem, taka ordynacja obowiązuje we Włoszech i dobrze się sprawdza, a wcześniej mieli tam kryzys rządowy za kryzysem. Dosyć warcholstwa! ;)

kurczak pisze...

Propozycja PIS, aby partia zwycięska otrzymywała w ramach premii za tryumf 50 procent mandatów w Sejmie, jest zupełnie absurdalna. zgodnie z obecną Konstytucją wybory są pięcioprzymiotnikowe, w tym m.in. muszą być PROPORCJONALE . Co oznacza że każda partia, która przekroczy próg otrzymuje ilość manadatów proporcjonalną do głosów oddanych przez wyborców.
Także wprowadzenie proponowanego zapisu do Ordynacji byłoby wbrew Konstytucji.
Uważam że to byłoby szkodliwe, a w obecnej sytuacji jest mało realne bo ze żadna inna partia się na to nie zgodzi a PIS sam nie da rady takiej zmiany przegłosowac.

ckwadrat pisze...

My tu gadu-gadu o ordynacji, a Andy został namaszczony przez samą Komisję Europejską jako zawodowiec. Wygląda na to, że mąż stanu (nie doceniłem komentarza Mrożona na ten temat) zdobywa nowy, oświecony elektorat..

ckwadrat pisze...

Kurczak - oczywiście, że Konstytucja mówi o proporcjonalnych wyborach do sejmu. Ale przecież są różne definicje proporcjonalności, czyli przeliczania głosów, co daje w efekcie mniejsza lub większą premię dla ugrupowań o największym poparciu. Ale nie byłoby tak, że zwycięzca bierze wszystko (choćby i 100%), co jest teoretycznie możliwe przy ordynacji większościowej.. Nie wiem, czemu się tak tych 50% boisz. Przecież one zapewniają tylko możliwość samodzielnego tworzenia rządu, o co przecież głównie w wyborach chodzi. To jest zdecydowanie lepsze, niż niemerytoryczna walka o każdy głos.

Myślę też, że to jest propozycja wyjściowa. Być może wystarczy zablokować reelekcję planktonu (poprzez wysoki próg), co zaowocuje tym, że wejdą np. do sejmu trzy partie i jeśli żadna nie będzie miała większości, to dwie (ale nie trzy czy cztery) będą musiały się dogadać. Tylko, że jak nawet żadne dwie się nie dogadają, to znowu powtarzać wybory? Ja jestem za wysoką premią dla zwycięzcy.

kurczak pisze...

No tak, ale moim zdaniem mimo wszystko premiowanie większych partii poprzez obecnie panujący system przeliczania głosów, to jednak nie to samo co dawanie zwycięzcy od razu aż 50% mandatów. na obecnym systemie może skorzystac wiele ugrupowań, na proponowanych 50% tylko jedno. A to już wydaje mi się przesadne.

A co do leppera - to jestem mocno zdziwiona, ale chyba jednak jest to pozytywne zdziwienie.
Mimo wszystko przynajmniej można powiedzieć że nas na brukselskich salonach nie skompromitował.

A.W. pisze...

Natychmiast należy:
1. Wprowadzić ustawę zakazująca kandydowania przestępcom do Sejmu i Senatu. Do samorządów i Sejmik.ów.
2. Podnieś progi wyborcze do 10 i 15%

A.W. pisze...

Aaaa i wariant Gosiewskiego bardzo mi się podoba. Premia 50% mandatów dla wygrywających. Jedna odpowiedzialność, brak kupczenia (czymkolwiek)jasne reguły i w tym kierunku powinna iść inicjatywa obywatelska, ale raczej jest to niemożliwepozdrawiam serdecznie

ckwadrat pisze...

A.W. > w pełni się zgadzam. Zakaz kadydowania dla skazanych prawomocnym wyrokiem raz. Duża premia i progi dwa. Ale wygląda na to, że PiS-owi jednak uda się zebrać większość..

pill2 pisze...

Ordynacja wiekszosciowa to realne wzmocnienie wladzy w Polsce, cos co naszym "sasiadom" i EU jest jak najbardziej nie na reke. Biorac pod uwage jak silne sa obce agentury w polskiej polityce, plus nasze "tradycje szlacheckie" i PRL-owskie (ze tak to okresle), to taka ordynacja nie zostanie uchwalona. Watpie, zeby odbyla sie jakas powazna dyskusja w mediach, po prostu ten projekt sie "wyciszy", albo przedstawi jako "zamach faszystowski", itp. itd. "Zjadzacze chleba" nie zdaja sobie sprawy jak wielkie wplywy maja rozne "fundacje i konsorcja" w takich partiach jak PO i SLD. Silna Polska bylaby zagrozeniem dla eurokolchozu, dlatego "ordynacji wiekszosciowej" nie bedzie.

Wilku pisze...

>>>>kurczak said...

Propozycja PIS, aby partia zwycięska otrzymywała w ramach premii za tryumf 50 procent mandatów w Sejmie, jest zupełnie absurdalna. zgodnie z obecną Konstytucją wybory są pięcioprzymiotnikowe, w tym m.in. muszą być PROPORCJONALE . Co oznacza że każda partia, która przekroczy próg otrzymuje ilość manadatów proporcjonalną do głosów oddanych przez wyborców.

Może się nie znam, ale już sam próg łamie tą zasade (nie mówiąc o czymś tak śmiesznym jak przywilej dla Niemców).

Wilku pisze...

>>>ckwadrat said...

A.W. > w pełni się zgadzam. Zakaz kadydowania dla skazanych prawomocnym wyrokiem raz.


Nie, ani teraz ani nigdy (niby chodzi o Leppera, ale także o Kwaśniewskiego, Lewandowskiego et consortes).

Dlaczego? - a choćby dlatego, że "mały myk", a przez Wachowskiego, LKaczyński nie mógłby kandydować. Nie wierze, aby w naszej bananowej republice, nie istniała możliwość prowokacji (Szeremietiew), albo pojawienie się przestępstwa przeciwko "politpoprawności" i wyroki z takich paragrafów.

Mordercy (którzy powinni wisieć - to tak na marginesie), czy złodzieja po wyroku nikt nie wybierze, po drugie partie tez starają się, aby nie mieć wiele za uszami (albo będą - mam nadzieje:) )i to powinno wystarczyć aby przeciwdziałać zjawisku pt. przestepcy w sejmie.

Jeśli JotKacz to będzie chciał wprowadzić - oznaczałoby to że jest kur.. krótkowzroczny.(A chyba niestety bywa - np. ENA)

Anonimowy pisze...

Wydaje mi się, że taka ordynacja jest też w innych krajach m.in. w Wlk. Brytanii, a więc u nas też ją można by wprowadzić.
Sam pomysł ma dobre i złe strony. Partia zwycięska faktycznie byłaby sprawniejsza w rządzeniu (nie musiała by być zkładnikiem "maluchów". Zła strona - załóżmy ,że wygrałaby Samoobrona i weź daj takiej partii pełną władzę. Poza tym można sie czepiać, że ta ordynacja może prowadzić do dyktatury.
ps. Ja tam doszedłem do wniosku, że demokracja wcale nie jest taka dobra. Bardzo dobrze Łysiak o tym pisze. Jakby np. było miasto złożone z 10 osób a w wtym 2 osoby to jednostki wybitne, elokwentne, inteligentne itd. a reszta to zdegenorowani menele to, jak myślicie kogo wybiorą na prezydenta?!
P.

KURTYNA pisze...

"Kwaśniewski był w znacznym stopniu architektem III RP przy okrągłym stole, także te ciche układy. Dalej konstytucja, która stworzyła system wewnętrznej blokady rząd - prezydentura, która utrudniła kontrolę nad
służbami specjalnymi, która stworzyła system, za który do dzisiaj płacimy." prof. Jadwiga Staniszkis w filmie Aleksander Kwasniewski "Miedzy Lechem a Lechem" 2005. Mój komentarz: konieczna jest zmiana ordynacji. Inaczej Polska będzie w wiecznym dryfie, szargana wiecznymi targami i sporami koalicyjnymi. Nie można dzielić odpowiedzialności. W tym układzie partie, które się nie sprawdziły zostają na ringu i wracają jak bumerang, zamiast popaść w odchłań niebytu...

ckwadrat pisze...

Wilku - masz chyba rację, że zakaz kandydowania dla skazanych został nieco medialnie rozdmuchany. I to przecież nie w dobrej wierze, co właśnie tylko po to, aby pozbyć się przeciwników politycznych. Lepper z wyrokiem (za wysypywanie zboża) nie przeszkadzał, dopóki nie wszedł do rządu PiS. Dopiero wtedy PO zgłosiła tę poprawkę. Ale jak tylko opuścił rząd i pojawiła się szansa dla Platformy na zawiązanie m.in. z nim i z Centrolewem większości, od razu został ulubieńcem (euro)Salonu.

Gorszą rzeczą jest ukrywanie się za immunitetem urzędujących posłów, którzy popełnią przestępstwo, a nie zakazywanie komukolwiek kandydowania. Jaki koń (kandydat) jest, przecież każdy widzi.

ckwadrat pisze...

Pill2 - wpływ "sąsiadów i EU" na naszą ordynację to już moim zdaniem teoria spiskowa. Przecież równie dobrze zwyciężyć może, jak pisze P., partia (euro)kołchozowa, co przecież za wzmocnienie władzy w Polsce trudno by było uznać.

ckwadrat pisze...

P. - "Jakby np. było miasto złożone z 10 osób a w wtym 2 osoby to jednostki wybitne, elokwentne, inteligentne itd. a reszta to zdegenorowani menele to, jak myślicie kogo wybiorą na prezydenta?!"

Nie da się ukryć, że nawet Hitler doszedł do władzy dzięki demokracji. Ale nic lepszego nie wymyślono. Choć właśnie także dzięki takim doświadczeniom, demokracja dojrzewa. A jeśli chodzi o sam przykład, to jest on oczywiście nienajlepszy, bo w tak małych zbiorowościach największą rolę odgrywają wzajemne powiązania i interesy, a nie to, co sobą reprezentuje kandydat. Myślę jednak, że nawet "zdegenerowani menele" mają na tyle instynktu samozachowawczego żeby nie dawać władzy równie zdegenerowanym.

Problem leży bardziej w tym, że wybory to dla jakiejś grupy osób (moim zdaniem jednak marginalnej - oceniam ją na ok. 10%) z grubsza konkurs piękności i licytowanie się obietnicami. Niestety, bez względu na stronę sceny, polityki nie da się od tego uwolnić. Ale jest przecież cała sfera tzw. wartości, na podstawie których dokonywany jest wybór partii przez - moim zdaniem - znaczący odsetek społeczeństwa. Przecież np. nikt nie wybrał PiS dlatego, że obiecywał 3 miliony mieszkań, jak to usilnie i manipulacyjnie starali się przedstawić niektórzy lewicowi komentatorzy.

Może też mamy po prostu cały czas do czynienia z wahadłem wyborczym - czyli co by nie mówiła/obiecywała lewica-centrum-prawica, i tak co kadencję czy dwie, następuje zmiana rządzącej strony. Choć oczywiście bardzie naturalne jest, aby tymi stronami były np. PiS i PO a nie prawica lub centrum z jednej strony i postkomuniści z drugiej. Mam nadzieję, że właśnie do tego zmierzamy, choć Centrolew z przełamującą "historyczne podziały" pedecją może jeszcze namieszać. Szczególnie, przy tak nieumiejętnej polityce PO, prowadzonej przez tandem Tusk-Schetyna.

ckwadrat pisze...

Kurtyna - "W tym układzie partie, które się nie sprawdziły zostają na ringu i wracają jak bumerang, zamiast popaść w otchłań niebytu..."

Dokładnie. Wracają i jeśli nie targują się o stanowiska w koalicji, to uprawiają permanentną kampanię wyborczą, praktycznie przez okres całej kadencji! I niestety jest to normalne działanie przy takiej ordynacji. Jeśli bowiem sejm jest rozczłonkowany, układ w każdej chwili może się zmienić.. albo mogą być przedterminowe wybory. Ja się nie boję stabilnych rządów na okres kadencji. Między bajki można włożyć takie strachy na lachy, że np. zwycięży Samoobrona..

Anonimowy pisze...

Myślę,że, póki co, mamy system demokratyczny w Polsce i raczej to się nie zmieni przez najbliższy czas (choć w środowisku PiS jest kliku zwoleników ustroju zwanego monarchizmem).
Należy więc go usprawniać tak, aby jak najlepiej funkcjonował. Obecna sytuacja jest problematyczna, niemalże patowa. Dlatego , może, faktycznie spróbować z tą ordynacją.
Wtedy taki PiS nie byłby zakładnikiem Samoobrony i mogłby przeprowadzić niezbędne reformy.
Zresztą ja również, jak ckwadrat, nie boję się tej zmiany ordynacji i stabilnych rządów. I mi też wydaję się, że Samoobrona nie jest partią, która może osiągnąć sukces wyborczy.
P.

Anonimowy pisze...

test

az pisze...

I co wy wiecie o powodach rozpadu koalicji? Hm?


.

pill2 pisze...

Szanowny Panie Square. Uwielbiam teorie spiskowe, pojedynki wywiadow i obcych agentur, dlatego tez twierdze: ze Samoobrona i SLD sa pod wplywem KGB, natomiast PO pod wplywem agentow niemieckich i "europejskich" (to tak w "nerwowym skrocie"). Ciekawa tez jest sytuacja na rynku "polskiej" prasy, gdzie wiekszosc stanowia tytuly tylko "polsko-jezyczne" z nazwy. Nie wspomne juz takie "ciekawostki" jak przemianowanie Lepera z "kryminalisty" na "czlowieka z ktorym warto rozmawiac:)))". Uwazam niestety, ze panstwa narodowe staja sie "wydmuszkami" w ktorych bezkarnie dzialaja roznego rodzaju mafie i konsorcja, a co za tym idzie rozne grupy wplywow. Konsorcjum Sorosa (Fundacja Batorego, plus inne instytuty w tym takze slawetny CASE) realizuja polityke moznych tego swiata. Sa to procesy nad ktorymi nie mamy kontroli, tak jak nie mamy kontroli jaka ilosc "prawdy" odkryja nam (sprzedadza?) "niezalezne media". Tak mozna by bez konca, ale wystarczy poczytac pamietniki agentow i ksiazki historyczne, zeby uznac, ze te "teorie spiskowe" maja sie "bardzo dobrze". Reasumujac: agenci i kurwy (obu plci) maja wiecej powiedzenia w polityce niz politycy. Pozdrawiam.

ckwadrat pisze...

Pill2 - jasne, że w wielu teoriach spiskowych jest ziarno prawdy. Ale chodziło mi akurat tylko o to, że w tym konkretnym przypadku równie dobrze "agenci i k..wy" mogliby dążyć do zmiany ordynacji, bo przecież w sondażach przeważa obecnie (średnio) jednak PO. A i Lepper zyskał po odwołaniu 2-3% poparcia, oczywiście tylko dlatego, że go więcej w mediach.

A jeśli chodzi o zewnętrzny wpływ na życie polityczne w Polsce, to się oczywiście zgadzam, że mamy w tym długoletnie tradycje.. i nie trzeba wcale czytać wspomnień agentów, a wystarczą podręczniki do historii ;) Z drugiej jednak strony, nie można mechanicznie odnosić tych "tradycji" do obecnych uwarunkowań, bo jesteśmy członkami UE (i dobrze) i trudno czasem wydzielić politykę narodową od wspólnej, unijnej. Kiedyś nie było też czegoś takiego jak globalizacja. Tę ostatnią trudno uznać tylko za spisek możnych tego świata (o rządzie światowym słyszałem), choć oczywiście są na pewno dzięki niej rozgrywane pewne interesy, sprzeczne z narodowym interesem Polski.

ckwadrat pisze...

AZ - bez względu na to, czy jest to powód rozpadu koalicji, czy nie (moim zdaniem nie), znowu mamy dowody na bliskie związki oficerów WSI z polityką (tym razem akurat z Samoobroną) oraz ich że tak powiem "przedsiębiorczość".

ckwadrat pisze...

A tak z innej beczki - dzisiaj w statystykach odkryłem, że "Do kwadratu" zaczęli linkować na swoich blogach Wojciech Wencel (poeta i krytyk literacki, redaktor "Frondy", felietonista m.in. "Wprost" i "Gościa Niedzielnego") oraz Tomek Lendo - publicysta lokalnych mediów i samorządowy działacz PiS w Ostrołęce oraz, jak sam pisze, - jedyny w tym mieście członek stowarzyszenia Mensa. Jakie mają blogi? Choć to ich początki, zapowiadają się świetnie..