czwartek, 24 stycznia 2008

Rajd w rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego

W ostatnią niedzielę odbył się II Rajd Styczniowy, zorganizowany przez warszawski klub "Gazety Polskiej" w rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego. Tak jak w zeszłym roku przeszliśmy z Truskawia do Zaborowa Leśnego, gdzie znajduje się mogiła 72 młodych powstańców. Są to ofiary bitwy pod Budą Zaborowską, do której doszło 14 kwietnia 1863 roku między 250 powstańcami uzbrojonymi głównie w kosy (dowodzonymi przez mjr. Remiszewskiego) a 500 dobrze uzbrojonymi żołnierzami carskimi (dowodzonymi przez gen. Krüdnera).

Mogiła poległych w Powstaniu Styczniowym

W rajdzie, obok czytelników "Gapola", uczestniczyli harcerze z 63 Kampinoskiej Drużyny Harcerzy "Husaria" im. bł. Ks. J Stanka oraz harcerki z 1001 Lipkowskiej Drużyny Harcerek "Narnia". Przy mogile oddaliśmy hołd poległym powstańcom a ksiądz Jacek Wardęski odprawił w ich intencji polową Mszę Świętą. Dzięki "Gapolowi" uczestnicy mogli posilić się pieczonymi kiełbaskami, a dzięki żołnierzom z jednostki wojskowej w Mariewie - napić się gorącej herbaty. Ognisko było okazją do wspólnego śpiewania pieśni patriotycznych i harcerskich.


darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków

Link do albumu ze wszystkimi zdjęciami

10 komentarzy:

Rzepka pisze...

Boże, chroń te dzieciaki przed red. Warzechą i jemu podobnymi...

A Autora na zdjęciach nie wypatrzyłem. Mógł Autor sprzęt komuś dać do łapy i zapozować ;)

Cieszę się, że wracasz do zdrowia :)

Trzymaj się!

Jaku pisze...

Twój blog jest pierwszym medium, które wspomina o tej ważnej rocznicy. To ważne żeby przypominać o takich wydarzeniach, w których brali udział ludzie o postawach tak niemodnych w postępowym światku.

ckwadrat pisze...

Rzepka - Warzecha poszedł po rozum do głowy i przeprosił nawet organizatorkę rajdu na swoim blogu za durny komentarz odnośnie rajdu u tatarstana. Zobacz Post Scriptum pod tą notką.


Jaku - przynajmniej blogerzy nie zapomnieli o Powstaniu. Dzięki jednak temu, że niektórzy dziennikarze dużych mediów udzielają się w blogosferze można im to przypominać - patrz wyżej. Coś do nich dociera.

Rzepka pisze...

Widziałem, widziałem. Ale chodziło mi także o jego ocenę i stosunek do Powstania Styczniowego oraz podpieranie się takimi autorytetami jak Stomma. Niech tacy jak redaktor raczej nie uczą dzieci historii i wychowania patriotycznego, czy jak to się tam teraz nazywa.

A forma tych przeprosin też pozostawia wiele do życzenia... No cóż, ten typ tak ma.

Anonimowy pisze...

Rzepko,
nie wydaje mi się, aby red. Warzecha miał aspiracje do wychowania patriotycznego. I może dobrze? ;)
a

adamuns pisze...

Ciekawy artykuł. W podobnym tonie był artykuł w gazecie Myśl.pl www.mysl.p

Anonimowy pisze...

Sprawa do złudzenia przypomina słynną aferę „Żelazo” z czasów PRL. Złoto było przemycane z Belgii na Białoruś i do obwodu kaliningradzkiego za pośrednictwem spółki Sandra, której współwłaścicielem był Marek B., brat obecnego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka.

Zdaniem naszych informatorów operacja taka nie byłaby możliwa bez wsparcia służb specjalnych. W połowie lat 90., gdy szmuglowano złoto – w sumie ok. 700 kg – Krzysztof Bondaryk stał na czele białostockiego Urzędu Ochrony Państwa. Źródła „Rz” twierdzą, że to właśnie on oraz adwokat jego brata mecenas Władysław H. stoją za niespodziewaną dymisją najlepszego w kraju prokuratora apelacyjnego Sławomira Luksa, który nadzorował śledztwo w sprawie afery przemytniczej. Władysław H. temu zaprzecza.

Operacja przemytników trwałaby dłużej, gdyby nie to, że pojawienie się tak gigantycznych ilości złota zachwiało rynkiem tego kruszcu w obwodzie kaliningradzkim. Rosyjskie służby specjalne kanałami dyplomatycznymi poprosiły polskie organa ścigania o pomoc prawną i dostarczenie informacji na temat firmy Sandra. Zapytanie trafiło na biurko bliskiego współpracownika Krzysztofa Bondaryka, nadinspektora policji Andrzeja Bruzgi. – Pismom nie nadano biegu. Wyszło to na jaw przy okazji wewnętrznej kontroli – mówi b. komendant policji w Białymstoku Jan Kulesz. Z tego powodu przeciwko Bruzdze w Olsztynie toczy się sprawa karna o niedopełnienie obowiązków.

Po kontroli w komendzie wszczęto śledztwo. W 1995 r. zatrzymano Marka B. oraz jego wspólnika w firmie Sandra Andrzeja T. Bratu szefa ABW postawiono zarzuty m.in. nabycia złota pochodzącego z czynu zabronionego i zaniżenia przychodu firmy, w rezultacie czego naraził państwo na straty w wysokości 397 tysięcy złotych.

„Rz” dowiedziała się, że prokurator krajowy Marek Staszak planował pozostawienie Sławomira Luksa na stanowisku. Wybierał się nawet do niego z wizytacją, kiedy od jednego ze współpracowników dowiedział się, że minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski podjął decyzję o odwołaniu Luksa.

Prokurator krajowy nie chciał mówić o kulisach tej dymisji. – Polityka personalna nie powinna być przedmiotem zainteresowania mediów – mówi „Rz”. Naszym informacjom zaprzecza minister sprawiedliwości. – Zapewniam, że sprawa odwołania białostockiego prokuratora apelacyjnego była konsultowana z panem prokuratorem Staszakiem – mówi „Rz” Zbigniew Ćwiąkalski. Dodaje, że w sprawie odwołania Luksa Bondaryk u niego nie interweniował.

Ciekawe, że Luks jest jedynym prokuratorem apelacyjnym, który został powołany na stanowisko za rządów SLD, a nie przez Zbigniewa Ziobrę. W czasie rządów PiS lokalni politycy tej partii próbowali nawet doprowadzić do jego odwołania. Usunięty został dopiero po przejęciu władzy przez Platformę Obywatelską.

Szef ABW Krzysztof Bondaryk na pytania dotyczące brata oraz interwencji w sprawie Luksa przysłał nam oświadczenie zamieszczone na stronach internetowych premiera. Napisano w nim, że „Krzysztof Bondaryk daje pełną rękojmię zachowania tajemnicy państwowej, jak również spełnia kryteria dopuszczenia do tajemnic NATO, oraz że nie ma wobec niego żadnych zastrzeżeń co do jego rzetelności i uczciwości”.

Sam Luks nie chciał komentować sprawy dla „Rz”.

Następcą prokuratora Luksa został Andrzej Tańcula, współpracownik Władysława H., adwokata broniącego brata szefa ABW.
Źródło : Rzeczpospolita

Anonimowy pisze...

Dziwne znajomości szefa ABW
Cezary Gmyz 28-01-2008, ostatnia aktualizacja 28-01-2008 02:31

Brat Krzysztofa Bondaryka jest podejrzany w aferze przemytniczej. Broni go mecenas Władysław H. oskarżony o próbę porwania i korupcję
autor zdjęcia: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa
+zobacz więcej

* Luks – to on wprowadził mediacje
* Piękny czy kontrowersyjny, czyli jaki jest Krzysztof Bondaryk
* Decyzja Bondaryka w sprawie Solorza
* Szef ABW i kłopoty jego brata

Śledztwo związane z należącą do Marka B. firmą Sandra od 2006 roku pozostaje w zawieszeniu. Śledczy nie mogą się doczekać na rozstrzygnięcie postępowania skarbowego. Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy prokuratorzy nie mogą uzyskać od urzędów potrzebnych informacji. W toku śledztwa w sprawie gigantycznego przemytu złota ustalili, że mężczyźni, którzy kupowali złoto w Belgii, kontaktowali się telefonicznie z kimś w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Złoto było potem przemycane na Litwę i do obwodu kaliningradzkiego. MSW potwierdziło, że numer, na który dzwoniono, istotnie należy do resortu, ale nie można ustalić, kto z niego korzystał.

Adwokatem Marka B. jest jeden z najbliższych przyjaciół szefa ABW mecenas Władysław H. Należał do najbardziej zaufanych współpracowników Krzysztofa Bondaryka. – Znamy się jeszcze ze studiów, kiedy razem działaliśmy w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów, potem razem pracowaliśmy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych – mówi „Rz” mecenas H.

Kiedy Bondaryk pełnił funkcję szefa UOP w Białymstoku, Władysław H. był prokuratorem wojewódzkim w Suwałkach. Kiedy Bondaryk był wiceszefem MSWiA, mecenas H. objął kierownictwo departamentu odpowiadającego w resorcie za koncesje i zezwolenia.

– Gdy pojawiła się sprawa wyznaczenia poręczenia majątkowego za opuszczenie przez Marka B. aresztu, mecenas H. nie ukrywał, że konsultował się z Krzysztofem Bondarykiem, który czekał w samochodzie nieopodal prokuratury – mówi „Rz” jeden z białostockich prokuratorów pragnący zachować anonimowość.

Władysław H. w przeszłości był prokuratorem w Suwałkach. Potem otworzył kancelarię adwokacką. Uchodził za osobę nietykalną aż do października 2005 r. Wtedy patrol policji, który wyjeżdżał na interwencję, zobaczył w okolicach komendy mężczyzn, którzy tłukli kijami bejsbolowymi w dach volkswagena passata i próbowali wepchnąć do bagażnika kobietę. Napastnikami okazali się Władysław H. oraz dwaj jego synowie – Jakub i Szymon.

Kogo próbował wepchnąć do bagażnika mecenas? Danielę T., swoją byłą aplikantkę. Jej partner nagrał liczne rozmowy, w których H. groził mu oraz przechwalał się, że jest w stanie w suwalskich sądach za pieniądze załatwić każdą sprawę. Nagrania te są głównym materiałem dowodowym w sprawie korupcji w suwalskim wymiarze sprawiedliwości. Adwokat, próbując porwać Danielę T., zapewne planował wymienić ją na nagrania. H. spędził w areszcie cztery miesiące.

Akt oskarżenia wniesiony do sądu obejmuje nie tylko usiłowanie bezprawnego pozbawienia wolności i groźby. Oskarżono go również o powoływanie się na wpływy w wymiarze sprawiedliwości. W tej sprawie podejrzanych i oskarżonych jest kilku suwalskich sędziów, adwokatów i prokuratorów. Jedna z podejrzanych popełniła samobójstwo.

H. za swojego głównego wroga uważał prokuratora apelacyjnego w Białymstoku Sławomira Luksa. Prokurator ten znany jest z bezlitosnego tępienia korupcji w wymiarze sprawiedliwości. H. wielokrotnie odgrażał się, że go załatwi.

Jak zeznał jeden ze współwięźniów, przygotowywał on prowokację wobec Luksa. Przy wykorzystaniu kontaktów w białostockich mediach chciał rzucić na niego cień podejrzenia. Media miały sugerować, że Luks był zamieszany w sprawę przerzutu złota do obwodu kaliningradzkiego.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora c.gmyz@rp.pl
Źródło : Rzeczpospolita

Anonimowy pisze...

Jedną z pierwszych decyzji Bondaryka (powołanego na p.o. szefa ABW 16 listopada ubiegłego roku) była wymiana oficera prowadzącego duże śledztwo w sprawie interesów Zygmunta Solorza-Żaka – doniósł w niedzielę na swojej stronie internetowej tygodnik „Newsweek”. Dziennikarze ustalili, że wcześniej Bondaryk pracował w firmach związanych z biznesowym imperium jednego z najbogatszych Polaków. Dla Katarzyny Koniecpolskiej-Wróblewskiej, p.o. rzecznika ABW, to świadectwo jego wysokich kwalifikacji.

Zaczynał je zdobywać jako asystent w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, ale szybko porzucił karierę naukową i zaangażował się w tworzenie białostockiej delegatury Urzędu Ochrony Państwa. Stał na jej czele w latach 1990 – 1996. Ze stanowiska odszedł w niesławie. Ówczesny szef MSW Zbigniew Siemiątkowski sugerował, że to on stał za przeciekiem jego rozkazu o monitorowaniu nastrojów politycznych w wielkich zakładach pracy.

Bondaryk do dziś przekonuje, że odszedł, bo miał inne plany zawodowe. Wrócił do Białegostoku, gdzie pracował m.in. dla Civitas Christiana (następczyni PAX, lojalnej wobec władz komunistycznych organizacji katolickiej).

Wkrótce premier Jerzy Buzek powołał go na wiceministra spraw wewnętrznych i administracji. Miał się zająć stworzeniem Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. Projekt upadł, a zamiast niego na życiorysie wiceministra pojawiły się kolejne plamy. „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że wertując PRL-owskie archiwa, Bondaryk natrafił na materiały dotyczące skłonności homoseksualnych działaczy opozycji. Informacje z akcji pod kryptonimem „Hiacynt” miały być bronią w walce politycznej.

Po odejściu z resortu zajął się pracą w sektorze bankowym i telekomunikacyjnym. Ale i tam nie uniknął podejrzanych działań. Efektem jest prokuratorskie śledztwo. Władze Polskiej Telefonii Cyfrowej, właściciela Ery, dla której pracował, posądziły go o nielegalne kopiowanie tajnych danych. Śledztwo trwa.

Anonimowy pisze...

Piotr Semka: Rytualne zaklęcia zamiast odpowiedzi

“Rzeczpospolita” przedstawiła niepokojące znajomości i powiązania rodzinne Krzysztofa Bondaryka, nowego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Opisaliśmy przestępczy proceder przemytu złota do Rosji za pośrednictwem firmy Sandra, której jednym z właścicieli był brat obecnego szefa ABW. Wskazaliśmy, że bezkarna działalność przemytników złota pokrywa się z okresem, gdy szefem podlaskiej delegatury UOP był właśnie Krzysztof Bondaryk. Ustaliliśmy, iż na biurko bliskiego współpracownika Bondaryka - nadinspektora Andrzeja Bruzgi - trafiło wówczas zapytanie od władz rosyjskich dotyczące przewozu złota do Rosji. Pismo to powinno natychmiast wywołać zainteresowanie polskich służb - jednak dziwnym trafem odeszło w urzędowy niebyt.

Postawiliśmy też pytanie, dlaczego po objęciu władzy przez ekipę Platformy Obywatelskiej zwolniony został prokurator Sławomir Luks, który kiedyś nadzorował śledztwo w sprawie przemytu złota. A także, jakie relacje łączyły w ostatnich latach Krzysztofa Bondaryka z mecenasem Władysławem H., obrońcą brata Bondaryka.

Nasz tekst nie wywołał żadnej oficjalnej reakcji. Podległa Bondarykowi ABW wydała tylko oszczędne w słowach oświadczenie, że wszystko jest w zupełnym porządku. A prokurator krajowy pouczył nas, że polityka kadrowa w prokuraturze nie powinna być przedmiotem zainteresowania mediów.