czwartek, 18 października 2007

Żeby żyło się lepiej

Z obrzydzeniem obejrzałem spektakl urządzony przez pierwszą w historii polskiego parlamentaryzmu posłankę przyłapaną na gorącym uczynku korupcji. Które oblicze tej kobiety jest prawdziwe? To ze łzami w oczach, czy to, kiedy jeszcze kilka tygodni temu mówiła, że gdy będzie robić przekręt "za friko to ona to pieprzy". Albo gdy snuła plany złodziejskiej prywatyzacji szpitali, wspartej ustawodawczą inicjatywą "grupy piszącej prawo". Czy też, gdy roztaczała wizję biznesu w stolicy: "otwierajcie jak coś tutaj w Warszawie, zgram wam taką pakę ludzi, którą bym kierowała jak tra la la la, i biznes w Warszawie. .. i kręcimy lód .. Warszawa nasza".



Dziwię się, że taka osoba, która jeszcze niedawno zwierzała się, że "kurwa mać mam tyle układów wypracowanych", które "wezmą w łeb, gdy to nie my [Platforma Obywatelska] wygramy wybory" ma jeszcze czelność urządzać wyborczy teatr w Sejmie, z którego dawno powinna być przegnana. Jak Beata Sawicka mówiła o sobie - miała być uczciwa do momentu.. spotkania funkcjonariuszy CBA. Zlikwidujmy zatem CBA, ABW, Policję, bo to przecież dzięki nim złodziej staje się przestępcą, a nie chodzi na wolności jako "uczciwy" obywatel.



Dlaczego jednak ta "uczciwa" kobieta nie zrzekła się immunitetu, co pozwoliłoby ją przesłuchać i prowadzić dalej śledztwo? Ano dlatego, że, jak się dowiedzieliśmy z materiałów operacyjnych CBA, chciała ukryć macherów i frontmenki, z którymi planowała kolejne przestępstwa. "Uczciwa" Beata Sawicka do dzisiaj nie oddała też, drobiazg, 50 tysięcy złotych łapówki wręczonej jej przez funkcjonariusza CBA. Mimo, że została przyłapana na gorącym uczynku kilkanaście dni temu podczas brania kolejnych pieniędzy. Skoro nie oddała, to musiała już wydać.. żeby żyło się lepiej.

4 komentarze:

pitbu@wp.pl pisze...

Jak PO wygra to znowy wszystko tu bedzie POkrecone. Zaczna od lodow.

Anonimowy pisze...

Hehe, dobre. Oby nie.

Anonimowy pisze...

POLID juz rzadzi.

Czesc winy spada na PiS bo zrazili do siebie wielu mlodych i ludzi w miastach. A bez tego, niestety, rzadzic sie nie da.

Nawet juz nie wspomne dlaczego Kaczynski zgodzil sie na debatowanie z Tuskiem. Totalny idiotyzm i przepieprzyli sprawe.

Anonimowy pisze...

Zapis nagrań rozmów posłanki Beaty Sawickiej

3.08.2007 r.

X - kobieta
Y - znajomy kobiety

X: A co do tamtego gościa, przed chwilą dzwoniłam, mój kolega, przyjaciel, którego znasz z opowiadań, powiedział panu burmistrzowi, podał imię i nazwisko i powiedział, że ten pan prawdopodobnie przyjedzie za tydzień.
Pan burmistrz powiedział, że nie ruszy sprawy bez mojej rekomendacji, co dla mnie jest niebezpieczne, stąd jeszcze raz apeluję (treść niezrozumiała)... czy gra jest warta świeczki.
Y: Rozumiem.
X: Bo ten telefon, którego byłeś świadkiem, świadczy o tym, że dobierają mi się do d...
Y: Mhm.
X: Dobrze.
Y: Dobrze.
X: Powiem szczerze, że chciałabym to doprowadzić do końca, jeżeli coś z tego mielibyśmy oboje, albo ty. Ale jeżeli jest tylko za friko, to to pieprzę.
Y: Mhm, rozumiem.... Dobrze, natomiast tutaj w tej materii, o której ci powiedziałem, rozumiesz (treść niezrozumiała przerwana wypowiedzią X).
X: Ty mi nie mów o tej materii, co mi powiedziałeś, bo to już skończony temat.
Y: Aaaa.
X: Ja zaczynam ten drugi wątek, bo jest coś do wzięcia.
Y: Mhm.
X: Więc wiesz, jest możliwość załatwienia sprawy i może na tym byś ugrał coś, natomiast zastanów się, czy facet jest na tyle jola... lojalny i w porządku, żebyś coś z tego miał.
Y: Jolalny.
X: Pamiętaj, ile ja ryzykuję.
Y: Pamiętam.
X: Widzisz, co robi CBA i cała reszta.
Y: Widzę.
X: Tymi, którzy byli, był zafascynowany, po prostu w szoku.
Y: Mhm.
X: Ja w środę się spotykam po siedemnastej, bo oni tu przyjeżdżają.
Y: Mhm.
X: To się spotkam z nimi na godzinę, półtora, zjem jakąś kolację i pogadamy o konkretach, bo o to poprosili przed chwilą, natomiast nie ukrywam, że jest szansa, żeby mu załatwić sprawę.
Y: Mhm.
X: Jest, uważam, że powinniśmy to wykorzystać, ale to tylko my wiemy, więc poprowadź tak rozmowę, żeby się napalił na to, ale poprowadź też tak rozmowę, żeby wiedział, że za ten kontakt ja coś muszę mieć.
Y: Mhm, nie musisz mi dwa razy powtarzać, wiem wszystko.

8.08.2007 r.

X - kobieta
Z - funkcjonariusz

X: Wiesz Z, jak ci zaufałam.
Z: No.
X: Natomiast z tamtym gościem, wiesz... Jeżeli ktoś do mnie startuje na dzień dobry, ja robię w polityce trochę czasu i mam głowę na karku.
Z: Jasne.
X: My wiemy, kogo zapytać, kogo poprosić w odpowiednim momencie. To nie są duże koszty, jak się pilotuje, to coś się pilotuje. Mi będzie potrzeba na kampanię 100 tysięcy.
Z: Rozumiem.
X: Każdy z nas jakiś biznes prowadzi.
Z: Jasne. Potrzebujesz to teraz czy za jakiś czas?
X: Nie, może... wybory mogą być za dwa lata.
(...)
X: No i tyle.
Z: No, no, to dobra, to powiedz mi teraz tak, no.
X: Nic, trzeba gościa spuścić. Do burmistrza zadzwonię, wyprostuję sprawę, nie ma tematu... do jutra nie ma tematu.
Z: Dobra, OK. A powiedz mi teraz tak, no bo mówisz, że potrzebujesz sto tysięcy na tą swoją kampanię, to tylko... ja się zdaję na ciebie, ty mi powiedz jak, żeby to było bezpieczne dla ciebie.
X: Ja muszę (wypowiedź niezrozumiała).
Z: No jasne, ale no przecież.
X: Tak mi się wydaje, że sto tysięcy, a może sto pięćdziesiąt. Wszystko zależy od tego, jaka kampania będzie.
Z: No tak, ale to co, przecież ci na konto nie przeleję, nie?
X: (wypowiedź niezrozumiała) oczywiście.
Z: No, dlatego musisz mi powiedzieć, w jaki sposób to zrobić, nie? Tak, żebyś była OK w tym, nie, i?
X: Przynosi się w torbie i nic więcej.
Z: No i mówisz, i masz, mówisz i masz.

8.08.2007 r.

X - kobieta
Z - funkcjonariusz

X: Tylko mój... powiedział jedną rzecz.
Z: No?
X: Żebym nie liczyła niego jeszcze, tylko widzisz, gdyby nie te wybory... mnie ukierunkował i powiedział, gdzie ja mam iść.
Z: No.
X: Żeby nie brać tego, jak burmistrz weźmie od wojska, tylko żebym sama załatwiła.
Z: A, od wojska. No, no, rozumiem. Dobrze, ja nie wiem, z kim tam rozmawiać, nie. Nie znam tych ludzi.
X: Ale my, wiesz, dojdziemy do tego.
Z: Aha.
X: Dlatego wiesz (treść niezrozumiała), ale bylibyście zainteresowani, tak?
Z: Powiem, pewnie tak, pewnie tak. Pewnie tak, bo z tego...
X: Nawet kilkadziesiąt procent taniej niż tam (treść niezrozumiała), o czym mówimy.
Z: No oczywiście, przede wszystkim patrzymy na koszta i patrzymy na to y... jak nałożone środki będą nam przynosiły zyski na przyszłe lata, nie?
X: Agencja Mienia Wojskowego.
Z: No.
X: K... mać, tyle mam układów teraz wypracowanych i wszystko w łeb weźmie, bo nie problemy były, gdybyśmy my wzięli władzę.
Z: No.
X: Tylko problem jest, jak oni jeszcze raz wezmą władzę i swoich ludzi powymieniają na kolejne władze.
Z: Aha, to nie będzie dojścia, nie?
X: No, dojście zawsze jest.
Z: No, no.
X: Nic w przyrodzie nie ginie, to jest kwestia wypracowania i czasu.
Z: Jasne, jasne.

20.08.2007 r.

X - kobieta
Z - funkcjonariusz

X: (treść niezrozumiała) i o to chodzi, tylko żeby robić biznes z polityką, trzeba...
Z: No.
X: W ukryciu i tak dalej trzymać, no wiesz, wiadomo, że pan Krauze czy pan jak mu tam, wszyscy ci po kolei, którzy są tutaj umocowani, wszyscy dobrze żyją z politykami.
(...)
X: Może będą wybory za dwa miesiące, może będą za pół roku, może za trzy tygodnie.
Z: No, ale z tego co widzę w telewizji, tak od czasu do czasu włączę, to tam się kotłuje u was, kurde, jak w gorącej zupie, nie?
X: Stąd wiesz, ja muszę być przygotowana na każdy wariant. W politykę się nie musicie mieszać, tylko kasę dajcie.
Z: No.
X: I to wszystko.
Z: No i mamy...
X: A was w rejestrze nikt nie ma.
Z: ...No i mamy jasność.
X: Kampania kosztuje, słuchaj, sto pięćdziesiąt tysięcy, dwieście, trzysta, w zależności, czterysta pięćdziesiąt, a w wykazie do PKW - Państwowej Komisji Wyborczej - trzydzieści pięć tysięcy, i to są moje.

22.08.2007 r.

X - kobieta
Z - funkcjonariusz

Z: Tak prawdę mówiąc, to w biznesie to zarobisz kurde o wiele, wiele więcej niż te diety, co tam wam sypią śmieszne, nie?
X: Zgadza się, tylko wiesz, mieć biznes, otwierajcie jak coś tutaj w Warszawie, zgram wam taką pakę ludzi, którą bym kierowała jak tralalala, i biznes w Warszawie.
Z: No.
X: I rezyduję tutaj, na stałe przeprowadzam się i koniec, i kręcimy lód, co półtora tygodnia jestem w Sejmie.
Z: No.
X: Codziennie w robocie, Warszawa nasza.

5.09.2007 r.

X - kobieta
Y - funkcjonariusz

Y: Dobra, Beata, powiedz mi teraz, jak wygląda ta sprawa.
Y: Y... Bo Z mi mówił, że rysuje się jakaś szansa na temat związany ze służbą zdrowia.
X: Tak.
Y: Ale on jest aktualny? Czy, czy w związku z tym, co się dzieje, to jest już nieaktualne?
X: W tej chwili to wszystko trochę wyhamowało.
Y: Mhm.
X: Natomiast y... ja mam grupę ludzi, to nie jest duża grupa ludzi, bo nas jest troje.
Y: Mhm.
X: Którzy mają, tworzą, wiadomo, prawo i tak dalej, ale przede wszystkim mają ogromną wiedzę na temat tego, co będzie w przyszłości, czyli prywatyzacja jednostek organizacyjnych służby zdrowia.
Y: Mhm.
X: Będzie racjonalizacja sieci szpitali, będą samorządy zbywały majątki trwałe, czyli będą i sprzedawać, i przekształcać szpitale w spółki prawa handlowego.
Y: Mhm.
X: No wiadomo, że będzie medycyna prywatna, będą szpitale prywatne. Od czego się będzie zaczynało? Od tego, że trzeba będzie stanąć do przetargu i kupić szpital.
Y: No dobra, a gdzie tu jest dla mnie interes? Ja zawsze muszę od końca, że tak powiem, gdzie ja zarabiam?
X: Gdzie zarabiasz?
Y: I jak zarabiam?
X: Po pierwsze, są budynki, przychodnie.
Y: Mhm.
X: W centrum miasta.
Y: No, no, ale to jakaś wycena będzie przecież robiona.
X: No, będzie robiona.
Y: To nie pójdzie, za jakieś śmieszne, bagatelne.
X: Mhm, no różnie to bywa, tego jeszcze nie umiemy określić, jeszcze ustawa niepodpisana, aczkolwiek jak to ruszy, to będą ci mieli farta, którzy pierwsi będą wiedzieć.
Y: Mhm.
X: I dlatego (treść niezrozumiała) to nie chodzi o to, aby zła przychodnia i stary budynek...
Y: Mhm.
X: Do zagospodarowania, tylko chodzi przede wszystkim o ziemię, prawda?
Y: Mhm, mhm.
X: Ale tak jak na przykład u mnie na zachodzie są y... szpitale, sanatoria w pięknych obiektach, również zabytkowych, które będą przekształcone na domy wczasowe, na zakłady opieki długoterminowej.
Y: To dla mnie jasna sprawa, jeżeli będzie dobra wycena, no to wiadomo, nie ma o czym mówić. A co dalej?
X: Moja grupa chce się przede wszystkim to, co ja mówię do nich, a oni mnie słuchają. Nas interesuje Warszawa.
Y: Mhm, mhm.
X: Duże miasta, potem po prostu...
Y: Ale ja rozumiem, że sprzedaż będzie y... obwarowana przepisami związanymi z tym, że w dalszym ciągu w tych budynkach należeć będzie mhm, trzeba będzie prowadzić działalność związaną ze służbą...
X: Niekoniecznie.
Y: Niekoniecznie?
X: Nie, niekoniecznie, najpierw będzie dochodziło do likwidacji.
Y: Mhy, aaa.
X: Do przekształcenia, a później do zbycia.
Y: Aha.
X: Natomiast, jeżeli będzie y... na przykład ze szpitala czy przychodni tworzona spółka prawa handlowego, to przejmujesz i budynek, i strukturę, i ludzi.
Y: No dobrze...
X: Uwierz mi, że...
Y: ...ale to mówimy teraz o gołych przepisach, które będą regulowane, coś takiego, natomiast gdzie wcisnąć nas, jak wcisnąć nas?
X: No, wy byście byli właścicielami.
Y: Na przy..., no właśnie.
X: Właścicielami szpitala, przychodni i tak dalej.
Y: No, ja to rozumiem, dlatego się pytam, jak to zrobić.
X: No to od tego będziemy my.
Y: Aha, aha.
X: A co by powiedzieć, dzisiaj to tak mówię oczywiście...
Y: Jasne.
X: ...ogólnikami, natomiast do tego typu spraw będzie pierwszy macher, frontmenka, partnerka z mojej grupy, a dzisiejsza (.........................).
Y: Związanej ze służbą zdrowia, tak?
X: Tak, lekarze.
Y: Aha, aha.
X: Z tym że mają za sobą pracę jako ordynatorzy, dyrektorzy ZOZ-u, dzisiaj są parlamentarzystami.
Y: Mhy.
X: I jeżeli pojawią się naprawdę, to nie jest (treść niezrozumiała), ale coś, na czym można zrobić biznes, no to dlaczego nie. My mamy jedne możliwości, wy macie drugie możliwości.
Y: Mhy.
X: Będzie oferta, będzie propozycja, będzie wprowadzenie, porozmawiamy o tym, co być może będzie w przyszłości, zaproszę was, pogadacie, oni powiedzą, co można, jaki biznes, a wy określicie...
Y: Jasne, mhy.
X: Jest fajne czy nie.
X: No ale wiesz.
Y: Świetnie.
X: Jest taki, dla przykładu, szpital górniczy, na przykład, przy KGHM-ie, ja już dzisiaj wiem, że ten szpital będzie prywatyzowany, świetne wyposażenie kardiologiczne, świetny zespół lekarzy.
Y: Mhm.
X: To jest zakład pracy, funkcjonuje, to jest na lata (treść niezrozumiała).
Y: Mh, mh.
X: Natomiast jak to zrobić, to wszyscy czekają na ustawę.
Y: Mhm.
X: A ustawa miała być w sierpniu, ale Religa jej nie wprowadził, no bo wiadomo, co się w parlamencie dzieje.
Y: Mhm.
X: Natomiast w momencie, kiedy ruszy nowy parlament, on ruszy od grudnia, podejrzewam, że przez pierwsze pół roku, gdzieś koło maja, czerwca, można spodziewać się, że machina ruszy.
Y: Mhm.
X: Biznes na służbie zdrowia będzie robiony.

5.09.2007 r.

X - kobieta
Y - funkcjonariusz

Y: Mamy problem.
X: Aczkolwiek jakieś tam inklinacje wydaje mi się, że mam.
X: Jestem młodym stażem, sprytnym politykiem. Jestem, pod względem politycznym, dla mojego ugrupowania i ważna, i atrakcyjna z powodów politycznych, bo mówimy po prostu o dużej ilości głosów, czyli mocnym poparciu. I rozważają w tej chwili, czy będę startowała do Sejmu, czy do Senatu.
Y: Mhm.
X: Mnie tam jest to obojętne, równie dobrze mogę być panią senator, więcej czasu może być na biznes. Natomiast y... ja naprawdę w życiu zrobiłam bez tego, co pan powiedział, panie Y.
Y: Mhm, mhm, mhm.
X: Mnie naprawdę wielką przyjemność sprawiło to, że jeżeli jest taka możliwość, tak żeśmy sobie nieraz z mężem gadali, jeżeli mogłam wykorzystać swoje znajomości. Oczywiście, że niewątpliwie w obecnym czasie, przy tej durnocie, która w tym kraju porąbanym jest, jest to też dla mnie ryzyko, bo nie daj Boże coś, ale nie dajmy się zwariować.
Y: Mhm.
X: Natomiast nigdy nie było mowy o jakimkolwiek, jakiejkolwiek zapłacie.
Y: Mhm.
X: Ale w momencie, kiedy pojawił się temat przyspieszonych wyborów i tak dalej...
Y: Mhm, mhm.
X: Każde z nas, polityków, zna pan życie, dostaje propozycje.
Y: Mhm.
X: Poparcia, sfinansowanie i tak dalej.
Y: Ale mnie to nie obchodzi. Pani Beato, ja chcę być daleko, jak najdalej, ja chcę mieć...
X: Ja wiem.
Y: ...panią za przyjaciela.
X: Ale nigdy ktoś taki, wie pan, ja panu tłumaczę pewne kulisy.

5.09.2007 r.

X - kobieta
Y - funkcjonariusz

Y: Nie, no teraz ja się pytam y... powiedziałem ci, określisz mi kwotę, jaką ja y... dam po przepchnięciu regulaminu, natomiast teraz chcę, żebyś mi określiła kwotę już.
X: Y, nie umiem tego powiedzieć.
Y: Ale no, ale powiedz mi, ile potrzeba, no ja nie wiem, no.
X: Nie umiem.
Y: Ja mam jakiś pomysł.
X: No to mów.
Y: Nie, ale ja chcę od ciebie usłyszeć. Ja jestem biznesmenem, ja zawsze lubię negocjować.
X: Ja ci powiedziałam, jaką kwotę potrzebuję.
Y: To jest sto tysięcy, tak?
X: Tak.
Y: Y... hm.
X: To jest dużo.
Y: Dla kogo, dla ciebie.
X: Dla ciebie... przepraszam.
Y: Przepraszam, chodźmy, dalej.
X: Nie chciałam cię obrazić (treść niezrozumiała), ale muszę (treść niezrozumiała).
Y: Nie, nie, nie ma problemu, słuchaj tylko. Beatka, dobrze y... umówmy.
X: I nic więcej.
Y: Umówmy się tak, pięćdziesiąt tysięcy w formie za to, co, plus zaliczki a konto, żebyś, bo ja rozumiem, że będziemy dalej pracowali, i to po zakończeniu tej sprawy, i tak dalej, i tak dalej.
X: Mówił ci Z (treść niezrozumiała).
Y: No więc właśnie, o tym też chcę porozmawiać. I teraz jest pytanie, kiedy? Pięćdziesiąt tysięcy mogę ci w ciągu dwóch dni, potrzebuję tylko...
X: OK.
Y: Potrzebuję do banku zlecenie przygotowania gotówki i już.
X: Słuchaj y... to jest sprawa około dwóch tygodni, w piątek zobaczymy, czy się rozwiążemy (treść niezrozumiała).
Y: Mhm. >Zapis nagrań rozmów posłanki Beaty Sawickiej, które 16.10.2007 r. ujawnił szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński

3.08.2007 r.

X - kobieta
Y - znajomy kobiety

X: A co do tamtego gościa, przed chwilą dzwoniłam, mój kolega, przyjaciel, którego znasz z opowiadań, powiedział panu burmistrzowi, podał imię i nazwisko i powiedział, że ten pan prawdopodobnie przyjedzie za tydzień.
Pan burmistrz powiedział, że nie ruszy sprawy bez mojej rekomendacji, co dla mnie jest niebezpieczne, stąd jeszcze raz apeluję (treść niezrozumiała)... czy gra jest warta świeczki.
Y: Rozumiem.
X: Bo ten telefon, którego byłeś świadkiem, świadczy o tym, że dobierają mi się do d...
Y: Mhm.
X: Dobrze.
Y: Dobrze.
X: Powiem szczerze, że chciałabym to doprowadzić do końca, jeżeli coś z tego mielibyśmy oboje, albo ty. Ale jeżeli jest tylko za friko, to to pieprzę.
Y: Mhm, rozumiem.... Dobrze, natomiast tutaj w tej materii, o której ci powiedziałem, rozumiesz (treść niezrozumiała przerwana wypowiedzią X).
X: Ty mi nie mów o tej materii, co mi powiedziałeś, bo to już skończony temat.
Y: Aaaa.
X: Ja zaczynam ten drugi wątek, bo jest coś do wzięcia.
Y: Mhm.
X: Więc wiesz, jest możliwość załatwienia sprawy i może na tym byś ugrał coś, natomiast zastanów się, czy facet jest na tyle jola... lojalny i w porządku, żebyś coś z tego miał.
Y: Jolalny.
X: Pamiętaj, ile ja ryzykuję.
Y: Pamiętam.
X: Widzisz, co robi CBA i cała reszta.
Y: Widzę.
X: Tymi, którzy byli, był zafascynowany, po prostu w szoku.
Y: Mhm.
X: Ja w środę się spotykam po siedemnastej, bo oni tu przyjeżdżają.
Y: Mhm.
X: To się spotkam z nimi na godzinę, półtora, zjem jakąś kolację i pogadamy o konkretach, bo o to poprosili przed chwilą, natomiast nie ukrywam, że jest szansa, żeby mu załatwić sprawę.
Y: Mhm.
X: Jest, uważam, że powinniśmy to wykorzystać, ale to tylko my wiemy, więc poprowadź tak rozmowę, żeby się napalił na to, ale poprowadź też tak rozmowę, żeby wiedział, że za ten kontakt ja coś muszę mieć.
Y: Mhm, nie musisz mi dwa razy powtarzać, wiem wszystko.

8.08.2007 r.

X - kobieta
Z - funkcjonariusz

X: Wiesz Z, jak ci zaufałam.
Z: No.
X: Natomiast z tamtym gościem, wiesz... Jeżeli ktoś do mnie startuje na dzień dobry, ja robię w polityce trochę czasu i mam głowę na karku.
Z: Jasne.
X: My wiemy, kogo zapytać, kogo poprosić w odpowiednim momencie. To nie są duże koszty, jak się pilotuje, to coś się pilotuje. Mi będzie potrzeba na kampanię 100 tysięcy.
Z: Rozumiem.
X: Każdy z nas jakiś biznes prowadzi.
Z: Jasne. Potrzebujesz to teraz czy za jakiś czas?
X: Nie, może... wybory mogą być za dwa lata.
(...)
X: No i tyle.
Z: No, no, to dobra, to powiedz mi teraz tak, no.
X: Nic, trzeba gościa spuścić. Do burmistrza zadzwonię, wyprostuję sprawę, nie ma tematu... do jutra nie ma tematu.
Z: Dobra, OK. A powiedz mi teraz tak, no bo mówisz, że potrzebujesz sto tysięcy na tą swoją kampanię, to tylko... ja się zdaję na ciebie, ty mi powiedz jak, żeby to było bezpieczne dla ciebie.
X: Ja muszę (wypowiedź niezrozumiała).
Z: No jasne, ale no przecież.
X: Tak mi się wydaje, że sto tysięcy, a może sto pięćdziesiąt. Wszystko zależy od tego, jaka kampania będzie.
Z: No tak, ale to co, przecież ci na konto nie przeleję, nie?
X: (wypowiedź niezrozumiała) oczywiście.
Z: No, dlatego musisz mi powiedzieć, w jaki sposób to zrobić, nie? Tak, żebyś była OK w tym, nie, i?
X: Przynosi się w torbie i nic więcej.
Z: No i mówisz, i masz, mówisz i masz.

8.08.2007 r.

X - kobieta
Z - funkcjonariusz

X: Tylko mój... powiedział jedną rzecz.
Z: No?
X: Żebym nie liczyła niego jeszcze, tylko widzisz, gdyby nie te wybory... mnie ukierunkował i powiedział, gdzie ja mam iść.
Z: No.
X: Żeby nie brać tego, jak burmistrz weźmie od wojska, tylko żebym sama załatwiła.
Z: A, od wojska. No, no, rozumiem. Dobrze, ja nie wiem, z kim tam rozmawiać, nie. Nie znam tych ludzi.
X: Ale my, wiesz, dojdziemy do tego.
Z: Aha.
X: Dlatego wiesz (treść niezrozumiała), ale bylibyście zainteresowani, tak?
Z: Powiem, pewnie tak, pewnie tak. Pewnie tak, bo z tego...
X: Nawet kilkadziesiąt procent taniej niż tam (treść niezrozumiała), o czym mówimy.
Z: No oczywiście, przede wszystkim patrzymy na koszta i patrzymy na to y... jak nałożone środki będą nam przynosiły zyski na przyszłe lata, nie?
X: Agencja Mienia Wojskowego.
Z: No.
X: K... mać, tyle mam układów teraz wypracowanych i wszystko w łeb weźmie, bo nie problemy były, gdybyśmy my wzięli władzę.
Z: No.
X: Tylko problem jest, jak oni jeszcze raz wezmą władzę i swoich ludzi powymieniają na kolejne władze.
Z: Aha, to nie będzie dojścia, nie?
X: No, dojście zawsze jest.
Z: No, no.
X: Nic w przyrodzie nie ginie, to jest kwestia wypracowania i czasu.
Z: Jasne, jasne.

20.08.2007 r.

X - kobieta
Z - funkcjonariusz

X: (treść niezrozumiała) i o to chodzi, tylko żeby robić biznes z polityką, trzeba...
Z: No.
X: W ukryciu i tak dalej trzymać, no wiesz, wiadomo, że pan Krauze czy pan jak mu tam, wszyscy ci po kolei, którzy są tutaj umocowani, wszyscy dobrze żyją z politykami.
(...)
X: Może będą wybory za dwa miesiące, może będą za pół roku, może za trzy tygodnie.
Z: No, ale z tego co widzę w telewizji, tak od czasu do czasu włączę, to tam się kotłuje u was, kurde, jak w gorącej zupie, nie?
X: Stąd wiesz, ja muszę być przygotowana na każdy wariant. W politykę się nie musicie mieszać, tylko kasę dajcie.
Z: No.
X: I to wszystko.
Z: No i mamy...
X: A was w rejestrze nikt nie ma.
Z: ...No i mamy jasność.
X: Kampania kosztuje, słuchaj, sto pięćdziesiąt tysięcy, dwieście, trzysta, w zależności, czterysta pięćdziesiąt, a w wykazie do PKW - Państwowej Komisji Wyborczej - trzydzieści pięć tysięcy, i to są moje.

22.08.2007 r.

X - kobieta
Z - funkcjonariusz

Z: Tak prawdę mówiąc, to w biznesie to zarobisz kurde o wiele, wiele więcej niż te diety, co tam wam sypią śmieszne, nie?
X: Zgadza się, tylko wiesz, mieć biznes, otwierajcie jak coś tutaj w Warszawie, zgram wam taką pakę ludzi, którą bym kierowała jak tralalala, i biznes w Warszawie.
Z: No.
X: I rezyduję tutaj, na stałe przeprowadzam się i koniec, i kręcimy lód, co półtora tygodnia jestem w Sejmie.
Z: No.
X: Codziennie w robocie, Warszawa nasza.

5.09.2007 r.

X - kobieta
Y - funkcjonariusz

Y: Dobra, Beata, powiedz mi teraz, jak wygląda ta sprawa.
Y: Y... Bo Z mi mówił, że rysuje się jakaś szansa na temat związany ze służbą zdrowia.
X: Tak.
Y: Ale on jest aktualny? Czy, czy w związku z tym, co się dzieje, to jest już nieaktualne?
X: W tej chwili to wszystko trochę wyhamowało.
Y: Mhm.
X: Natomiast y... ja mam grupę ludzi, to nie jest duża grupa ludzi, bo nas jest troje.
Y: Mhm.
X: Którzy mają, tworzą, wiadomo, prawo i tak dalej, ale przede wszystkim mają ogromną wiedzę na temat tego, co będzie w przyszłości, czyli prywatyzacja jednostek organizacyjnych służby zdrowia.
Y: Mhm.
X: Będzie racjonalizacja sieci szpitali, będą samorządy zbywały majątki trwałe, czyli będą i sprzedawać, i przekształcać szpitale w spółki prawa handlowego.
Y: Mhm.
X: No wiadomo, że będzie medycyna prywatna, będą szpitale prywatne. Od czego się będzie zaczynało? Od tego, że trzeba będzie stanąć do przetargu i kupić szpital.
Y: No dobra, a gdzie tu jest dla mnie interes? Ja zawsze muszę od końca, że tak powiem, gdzie ja zarabiam?
X: Gdzie zarabiasz?
Y: I jak zarabiam?
X: Po pierwsze, są budynki, przychodnie.
Y: Mhm.
X: W centrum miasta.
Y: No, no, ale to jakaś wycena będzie przecież robiona.
X: No, będzie robiona.
Y: To nie pójdzie, za jakieś śmieszne, bagatelne.
X: Mhm, no różnie to bywa, tego jeszcze nie umiemy określić, jeszcze ustawa niepodpisana, aczkolwiek jak to ruszy, to będą ci mieli farta, którzy pierwsi będą wiedzieć.
Y: Mhm.
X: I dlatego (treść niezrozumiała) to nie chodzi o to, aby zła przychodnia i stary budynek...
Y: Mhm.
X: Do zagospodarowania, tylko chodzi przede wszystkim o ziemię, prawda?
Y: Mhm, mhm.
X: Ale tak jak na przykład u mnie na zachodzie są y... szpitale, sanatoria w pięknych obiektach, również zabytkowych, które będą przekształcone na domy wczasowe, na zakłady opieki długoterminowej.
Y: To dla mnie jasna sprawa, jeżeli będzie dobra wycena, no to wiadomo, nie ma o czym mówić. A co dalej?
X: Moja grupa chce się przede wszystkim to, co ja mówię do nich, a oni mnie słuchają. Nas interesuje Warszawa.
Y: Mhm, mhm.
X: Duże miasta, potem po prostu...
Y: Ale ja rozumiem, że sprzedaż będzie y... obwarowana przepisami związanymi z tym, że w dalszym ciągu w tych budynkach należeć będzie mhm, trzeba będzie prowadzić działalność związaną ze służbą...
X: Niekoniecznie.
Y: Niekoniecznie?
X: Nie, niekoniecznie, najpierw będzie dochodziło do likwidacji.
Y: Mhy, aaa.
X: Do przekształcenia, a później do zbycia.
Y: Aha.
X: Natomiast, jeżeli będzie y... na przykład ze szpitala czy przychodni tworzona spółka prawa handlowego, to przejmujesz i budynek, i strukturę, i ludzi.
Y: No dobrze...
X: Uwierz mi, że...
Y: ...ale to mówimy teraz o gołych przepisach, które będą regulowane, coś takiego, natomiast gdzie wcisnąć nas, jak wcisnąć nas?
X: No, wy byście byli właścicielami.
Y: Na przy..., no właśnie.
X: Właścicielami szpitala, przychodni i tak dalej.
Y: No, ja to rozumiem, dlatego się pytam, jak to zrobić.
X: No to od tego będziemy my.
Y: Aha, aha.
X: A co by powiedzieć, dzisiaj to tak mówię oczywiście...
Y: Jasne.
X: ...ogólnikami, natomiast do tego typu spraw będzie pierwszy macher, frontmenka, partnerka z mojej grupy, a dzisiejsza (.........................).
Y: Związanej ze służbą zdrowia, tak?
X: Tak, lekarze.
Y: Aha, aha.
X: Z tym że mają za sobą pracę jako ordynatorzy, dyrektorzy ZOZ-u, dzisiaj są parlamentarzystami.
Y: Mhy.
X: I jeżeli pojawią się naprawdę, to nie jest (treść niezrozumiała), ale coś, na czym można zrobić biznes, no to dlaczego nie. My mamy jedne możliwości, wy macie drugie możliwości.
Y: Mhy.
X: Będzie oferta, będzie propozycja, będzie wprowadzenie, porozmawiamy o tym, co być może będzie w przyszłości, zaproszę was, pogadacie, oni powiedzą, co można, jaki biznes, a wy określicie...
Y: Jasne, mhy.
X: Jest fajne czy nie.
X: No ale wiesz.
Y: Świetnie.
X: Jest taki, dla przykładu, szpital górniczy, na przykład, przy KGHM-ie, ja już dzisiaj wiem, że ten szpital będzie prywatyzowany, świetne wyposażenie kardiologiczne, świetny zespół lekarzy.
Y: Mhm.
X: To jest zakład pracy, funkcjonuje, to jest na lata (treść niezrozumiała).
Y: Mh, mh.
X: Natomiast jak to zrobić, to wszyscy czekają na ustawę.
Y: Mhm.
X: A ustawa miała być w sierpniu, ale Religa jej nie wprowadził, no bo wiadomo, co się w parlamencie dzieje.
Y: Mhm.
X: Natomiast w momencie, kiedy ruszy nowy parlament, on ruszy od grudnia, podejrzewam, że przez pierwsze pół roku, gdzieś koło maja, czerwca, można spodziewać się, że machina ruszy.
Y: Mhm.
X: Biznes na służbie zdrowia będzie robiony.

5.09.2007 r.

X - kobieta
Y - funkcjonariusz

Y: Mamy problem.
X: Aczkolwiek jakieś tam inklinacje wydaje mi się, że mam.
X: Jestem młodym stażem, sprytnym politykiem. Jestem, pod względem politycznym, dla mojego ugrupowania i ważna, i atrakcyjna z powodów politycznych, bo mówimy po prostu o dużej ilości głosów, czyli mocnym poparciu. I rozważają w tej chwili, czy będę startowała do Sejmu, czy do Senatu.
Y: Mhm.
X: Mnie tam jest to obojętne, równie dobrze mogę być panią senator, więcej czasu może być na biznes. Natomiast y... ja naprawdę w życiu zrobiłam bez tego, co pan powiedział, panie Y.
Y: Mhm, mhm, mhm.
X: Mnie naprawdę wielką przyjemność sprawiło to, że jeżeli jest taka możliwość, tak żeśmy sobie nieraz z mężem gadali, jeżeli mogłam wykorzystać swoje znajomości. Oczywiście, że niewątpliwie w obecnym czasie, przy tej durnocie, która w tym kraju porąbanym jest, jest to też dla mnie ryzyko, bo nie daj Boże coś, ale nie dajmy się zwariować.
Y: Mhm.
X: Natomiast nigdy nie było mowy o jakimkolwiek, jakiejkolwiek zapłacie.
Y: Mhm.
X: Ale w momencie, kiedy pojawił się temat przyspieszonych wyborów i tak dalej...
Y: Mhm, mhm.
X: Każde z nas, polityków, zna pan życie, dostaje propozycje.
Y: Mhm.
X: Poparcia, sfinansowanie i tak dalej.
Y: Ale mnie to nie obchodzi. Pani Beato, ja chcę być daleko, jak najdalej, ja chcę mieć...
X: Ja wiem.
Y: ...panią za przyjaciela.
X: Ale nigdy ktoś taki, wie pan, ja panu tłumaczę pewne kulisy.

5.09.2007 r.

X - kobieta
Y - funkcjonariusz

Y: Nie, no teraz ja się pytam y... powiedziałem ci, określisz mi kwotę, jaką ja y... dam po przepchnięciu regulaminu, natomiast teraz chcę, żebyś mi określiła kwotę już.
X: Y, nie umiem tego powiedzieć.
Y: Ale no, ale powiedz mi, ile potrzeba, no ja nie wiem, no.
X: Nie umiem.
Y: Ja mam jakiś pomysł.
X: No to mów.
Y: Nie, ale ja chcę od ciebie usłyszeć. Ja jestem biznesmenem, ja zawsze lubię negocjować.
X: Ja ci powiedziałam, jaką kwotę potrzebuję.
Y: To jest sto tysięcy, tak?
X: Tak.
Y: Y... hm.
X: To jest dużo.
Y: Dla kogo, dla ciebie.
X: Dla ciebie... przepraszam.
Y: Przepraszam, chodźmy, dalej.
X: Nie chciałam cię obrazić (treść niezrozumiała), ale muszę (treść niezrozumiała).
Y: Nie, nie, nie ma problemu, słuchaj tylko. Beatka, dobrze y... umówmy.
X: I nic więcej.
Y: Umówmy się tak, pięćdziesiąt tysięcy w formie za to, co, plus zaliczki a konto, żebyś, bo ja rozumiem, że będziemy dalej pracowali, i to po zakończeniu tej sprawy, i tak dalej, i tak dalej.
X: Mówił ci Z (treść niezrozumiała).
Y: No więc właśnie, o tym też chcę porozmawiać. I teraz jest pytanie, kiedy? Pięćdziesiąt tysięcy mogę ci w ciągu dwóch dni, potrzebuję tylko...
X: OK.
Y: Potrzebuję do banku zlecenie przygotowania gotówki i już.
X: Słuchaj y... to jest sprawa około dwóch tygodni, w piątek zobaczymy, czy się rozwiążemy (treść niezrozumiała).
Y: Mhm.