środa, 12 września 2007

Dziennik czy Gazeta?

Jak podał serwis Wirtualnemedia, "Dziennik" ze średnią sprzedażą 176 344 egz. uplasował się w lipcu dopiero na czwartej pozycji wśród gazet ogólnopolskich. Jest to także najgorszy wynik tego tytułu od startu w kwietniu zeszłego roku. I wcale mnie to nie dziwi. Po kilkunastu miesiącach diametralnie innego spojrzenia na świat polityki niż ten prezentowany w "Gazecie Wyborczej", pojawia się w "Dzienniku" coraz więcej publicystów żywcem wyjętych z łamów tej pierwszej - Żakowski, Lis, Olejnik, Kolenda-Zalewska, Morozowski, Durczok, Śpiewak i wielu innych. Dlatego coraz rzadziej sięgam po "Dziennik". Jeśli będę chciał poczytać wypociny tych politruków, to kupię "Wyborczą".

Myślałem, że jeśli "Newsweek" jest totalnie antypisowski, to "Dziennik" nie będzie potrzebował tuzów publicystyki salonowej. Tak się zastanawiam, po co próba pseudozobiektywizowania przekazu poprzez zapraszanie na łamy autorów ewidentnie zaanagażowanych politycznie po lewej stronie. Jakoś "Wyborcza" nie równoważy swoich tekstów autorami o sympatiach prawicowych.

Oczywiście nadal kupuję "Dziennik", choć rzadziej niż jeszcze kilka miesięcy temu, bo daleko mu jeszcze do "Wyborczej" ale pewnych autorów po prostu nie jestem w stanie znieść. Odrzuca mnie jak ich zobaczę na łamach i muszę przejść kilkudniową kwarantannę. Cieszyłem się jak dziecko, kiedy "Dziennik" wystartował ("Rzepa" była wtedy klonem "Wyborczej"), ale jak tak dalej pójdzie, to przestanę go w ogóle kupować.

Podejrzewam, że podobne odczucia mają inni czytelnicy "Dziennika". I być może sprzedaż spada im właśnie dlatego, że bardziej jadą po PiS-ie niż wcześniej. Choć to tylko intuicja. O ile jednak w przypadku "Wyborczej" taktyka totalnego walenia w PiS, jak widać w badaniach, się sprawdza (sprzedaż im cały czas rośnie), to jednak w przypadku "Dziennika", od którego oczekuje się aby był jej przeciwwagą, niekoniecznie..

6 komentarzy:

A.W. pisze...

Przestałem kupować gazety już jakiś czas temu..

Unicorn pisze...

Dzwonkiem alarmowym była dla mnie "obrona" Zizka.. Dziennik kupuje się u mnie nadal ale ja tylko przelatuję. Czytam Rzepę..
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do układowania->
http://pitulandia.salon24.pl/32241,index.html

Andrzej.A pisze...

To jest dosyć prosta sztuczka. Przyzwyczaja się odbiorcę do kupowania pewnej gazety, a potem po woli, nie żeby z dnia na dzień zmienia się delikatnie linię programową. Dosyć często wraz ze zmianą autorów. Ludzie w dużej części nie są na coś takiego odporni.
Również nie kupuję gazet od paru lat. Większość tego co mnie interesuje jest w sieci.

Anonimowy pisze...

Cóż za retoryczne pytanie - wszak to to samo, tylko źródła interów jakby inne. W chwili obecnej tylko Rzepa (jeśli chodzi o skalę ogólnokrajową i dzienniki) daje normalny obraz Polski. Resztę chętnie bym podpalił. Ma ktoś zapałki?

Utracjusz pisze...

Intuicję masz dobrą. Też na początku "cieszyłem się jak dziecko". Kupowałem każdy numer "Dziennika". Dawno mi już przeszło. Dla mnie "Dziennik" to taka "Gazeta Wyborcza" z lustracyjnym odchyleniem. Można tam od czasu do czasu poczytać dobrych autorów, ale generalnie linia pisma nie jest "konserwatywna". Wolę już "Rzeczpospolitą", choć za dużo w niej dodatków, a za mało tego, czego szukam.

ckwadrat pisze...

Utracjusz, mnie podobnie nie interesuje w takiej dawce jak w Rzepie ani ekonomia ani prawo. Zniósłbym to jakoś, gdyby nie o złotówkę wyższa cena niż "Dziennika". Nie da się łatwo przejść na codzienną gazetę, która kosztuje dwa razy więcej. Kupuję jeszcze "Dziennik" z przyzwyczajenia, ale jak długo wytrzymam to zależy tylko od redakcji. Jeśli chcą nas zniechęcić, najwierniejszych czytelników, którzy rzucili się na "Dziennik" zaraz po wejściu na rynek i łatwo się do niego nie zniechęcają, to będzie przede wszystkim ich strata. Mam nadzieję, że się opamiętają.