niedziela, 5 marca 2006

Dziennikarstwo reżimowe

"Obserwujemy proces odradzania się w Polsce dziennikarstwa reżimowego - dziennikarstwa posłusznego PiS-owi i zwalczającego jego politycznych przeciwników". Tymi mniej więcej słowy, bo cytuję z nasłuchu radiowego, wypowiedział się w TOK FM Jerzy Baczyński, powtarzając tezę jednego z artykułów opublikowanych w "Polityce", której jest naczelnym. Śmieszne i straszne zarazem. Śmieszne, bo ze świecą przecież szukać dziennikarzy, którzy byliby choćby neutralni wobec PiS. Straszne, bo stygmatyzuje tych, którzy ośmieliliby się myśleć inaczej niż Salon.

Myśl naczelnego rozwinął, także w TOK FM, Władyka - jeden z salonowych profesorów i jedno z nomem omen najostrzejszych (o czym dalej) piór "Polityki". Chytrym stwierdzeniem, że "uderz w stół, a nożyce się odezwą", Władyka zaliczył do reżimowych dziennikarzy.. Dorotę Gawryluk. Jako prowadząca dzień wcześniej audycję w tej samej rozgłośni, miała bowiem czelność nawet nie potępić, czy skrytykować "reżimową" tezę, ale odnieść się do niej z żartobliwym dystansem. W tej samej audycji Gawryluk wyśmiewała się też na potęgę z braku wolności mediów (zapraszała m.in. na "zapewne zmanipulowane wiadomości", które przerywały jej audycję), ogłoszonej przez Kaczyńskiego. Obecny w audycji z Władyką Tomasz Lis machnął jeszcze nahajkami, mającymi być rzekomo w użyciu przez "reżimowych" dziennikarzy.

Odruch obrzydzenia wzbudził we mnie nie tylko ogrom tej manipulacji, bo sytuacja jest zgoła odwrotna - to przecież Salon, za pośrednictwem swoich mediów, bezpardonowo zwalcza myślących inaczej (w tym PiS i jego sympatyków), ale także to z czyich ust ona wyszła. "Polityka" przecież to bodaj druga pod względem ważności (po "Trybunie Ludu") gadzinówka czasów PRL! Pracujący w niej do dzisiaj dziennikarze (Passent chociażby), wysługiwali się komunistycznemu reżimowi nie tylko na łamach, ale bezpośrednią współpracą z organami bezpieczeństwa i propagandy PRL! Jeśli ktoś ma wątpliwości, gdzie odrodziło się, czy raczej nigdy nie umarło, prawdziwe dziennikarstwo reżimowe, pozwolę sobię w celach edukacyjnych zacytować fragment świetnego tekstu Anity Gargas w "Ozonie":

Rzecznik rządu Jerzy Urban ściśle konsultował swe kroki z bezpieką. – Biuro Polityczne było związane z mediami, z Urbanem pępowiną – mówi Janusz Kotański, historyk IPN. – Nagonki na księży odbywały się pod kierunkiem Urbana. On sam dyktował artykuły, sam też pisał pod pseudonimem „Rem” [także "Kibic", publikował m.in. w "Polityce" - ckwadrat]. Urban współpracował poufnie z wieloma dziennikarzami, m.in. z „Polityki”. [..]Urban napisał list do szefa Wydziału Prasy, Radia i Telewizji KC PZPR dotyczący uchronienia Krzysztofa T. Toeplitza, Daniela Passenta i Andrzeja K. Wróblewskiego przed weryfikacją [wszyscy pracowali w "Polityce" - ckwadrat]. [..]

– Od lutego 1981 roku był [Passent] doradcą Rakowskiego, pisał cenne memoriały dla kierownictwa, współpracował z moim biurem, robiąc teksty anonimowe ostro już walczące z „S” – argumentował [Urban]. [..] On uważa, że weryfikował się tym, co pisał, i swoją postawą. [..] Chwaląc Passenta i przypominając o poufności, Urban pisze: „Tekst mojego Biura o dostępie »S« do środków masowego przekazu on robił i różne inne”. Wróblewskiego charakteryzuje: „Był jednym z niewielu, którzy obiektywizując tak lub owak, jednak konsekwentnie dosuwał »S« [..]”. W „Polityce” działała grupa gorliwych konfidentów. Z Departamentem III MSW PRL (zwalczanie opozycji) współpracowali m.in. „Dżony” i „Poseł”. Na liście zasobów archiwalnych IPN, zwanej listą Wildsteina, figuruje wielu redaktorów „Polityki”, w tym „Dżony” i „Poseł”. Większość jest aktywna zawodowo, wypowiada się w kwestiach lustracji.


Tagi: ; ;

10 komentarzy:

Mrozon pisze...

>>"Polityka" przecież to bodaj druga pod względem ważności (po "Trybunie Ludu") gadzinówka czasów PRL!

Nazywanie "Polityki" drugą gadzinówką PRL to nadużycie. Równie dobrze można by nazwać tak samo Tygodnik Powszechny. Wszystkie media, które wychodziły w PRL były używane przez władze do celów propagandowych, wszystkie podlegały cenzurze, a wszyscy dziennikarze, którzy wówczas pracowali, musieli czasami pisać rzeczy których nie chcieli.

Polityka dla ówczesnej inteligencji była oknem na świat, pisała o rzeczach nieobecnych w innych mediach, jako jedyna poważna gazeta nie wzięła udziału w nagonce antysemickiej w 68r. Ale to szczegóły, które umykają lustratorom i tropicielom Salonu, bo są nie wygodne.

Zresztą dyskredytowanie polityki AD 2006 przez wyciąganie tego co robili dziennikarze tego pisma za komuny, to tak jakby wyciąganie Marcinkiewiczowi, że jego poprzednikiem był Jaroszewicz.

>> Na liście zasobów archiwalnych IPN, zwanej listą Wildsteina, figuruje wielu redaktorów „Polityki”

Rozumiem, że ma to sugerować, że Polityka jest w rękach agentów, którzy zwalczając lustrację, próbują ochronić własne tyłki, w domyśle pogrążając tym samym Polskę w bagnie postkomunizmu. Teza zaiste godna Galby i kolejny argument, który dowodzi, że lista nie powinna opuścić IPN.

Anonimowy pisze...

"Polityka dla ówczesnej inteligencji była oknem na świat, pisała o rzeczach nieobecnych w innych mediach, jako jedyna poważna gazeta nie wzięła udziału w nagonce antysemickiej w 68r. Ale to szczegóły, które umykają lustratorom i tropicielom Salonu, bo są nie wygodne."
- co znaczy "ówczesna inteligencja"?
Czy jesteś w stanie stwierdzić, że to pojęcie oznacza jednolitą, monolityczną grupę?
Czy inteligencja dla Ciebie, to po prostu osoba z wyższym wyksztłaceniem, która w przeciwieństwie do spawacza z Róży Luxemburg miała wyższe wymagania niż przeczytanie wystanego w kolejce Expressu Wieczornego?

- być może chlubny to fakt, że nie brała udziału w nagonce 68 r., ale to nie może być szantażem w dyskusji na temat jej statusu w PRL.
Warto też się zastanowić nad powodami, dla których nie brała udziału?

"Zresztą dyskredytowanie polityki AD 2006 przez wyciąganie tego co robili dziennikarze tego pisma za komuny, to tak jakby wyciąganie Marcinkiewiczowi, że jego poprzednikiem był Jaroszewicz."
Nie chodzi o dyskredytowanie, ale o wskazanie pewnej "ciągłości intelektualnej" i niewątpliwej jej spuścizny. Nie można tego powiedzieć o Marcinkiewiczu względem Jaroszewicza, więc marna to zagrywka.
Wprawdzie pan Passent w popularnych programach rozrywkowych stawia śmiałą tezę, że walczył z komuną (sic!), ale na użytek takich programów gwiazdy pop różne historie wymyślają.

"Rozumiem, że ma to sugerować, że Polityka jest w rękach agentów, którzy zwalczając lustrację, próbują ochronić własne tyłki, w domyśle pogrążając tym samym Polskę w bagnie postkomunizmu. Teza zaiste godna Galby i kolejny argument, który dowodzi, że lista nie powinna opuścić IPN."

Absolutnie nic takiego nie dowodzi.
Bardzo dobrze, że sprawa lustracji jakoś rusza z miejsca, też dzięki Wildsteinowi, a wbrew tym, którzy histerycznie starają się odpierać i ośmieszać ten już na szczęście fakt.
A robią to dość skutecznie, bo jak widać znajdują wielu naśladowców.

Czy porównanie do Galby ma być według Ciebie obelgą?
Podejrzewam, że tak. :)

Do autora blogu - bardzo dobre i celne spojrzenie, z którym się zgadzam.
Pozdrawiam
Mietekt

Anonimowy pisze...

Czytając większość wypowiedzi tych co atakują PiS, "ręce mi opadają". Ale może to kwestia wieku, doświadczenia i (w ich przypadku) zbyt naiwnego spojrzenia na rzeczywistość Polski po 1989 roku. Przydałoby się tu lekcja historii oraz zwykłej, ludzkiej psychologii:

1. Rok 1989 nie był rokiem przełomu w głowach komunistów, ale rokiem w którym zawarto układ z ówczesną opozycją, ponieważ czuli oni (komuniści) że już dłużej tak jak dotychczas nie "pociągną".

2. W roku 1989 nie skończyły się znajomości i układziki pomiędzy byłymi odtąd prominentami PRL czy w ramach uprzywilejowanych grup zawodowych (np. prawników). Przecież nie zrywa się dotychczasowych znajomości i nie rezygnuje się dobrowolnie z wzajemnych korzyści jakie mogą one przynieść.

3. Dzieci "funkcjonariuszy PRL" wyrastały bądź nadal wyrastają wśród tych znajomości. Niewiele z nich jest gotowa zupełnie zrezygnować z możliwości jakie one dają. Zwłaszcza w obecnej sytuacji gospodarczej naszego kraju. Czy wiele osób powie "nie", gdy jest się bez pracy lub zarabia 700 zł a "dobry wujek" powie "Mam dla Ciebie świetną robotę za 7000 zł"?

4. Kto jest właścicielem bądź współwłaścicielem obecnych mediów? Czym się zajmowali w czasach PRL? A jeżeli prowadzili jakieś biznesy to skąd mieli wszelkie zezwolenia, koncesje i kapitał? Czy w schyłkowym okresie PRL ich biznesy "przypadkiem" nie zostały dofinansowane ze źródeł "niewiadomego" pochodzenia?

Anonimowy pisze...

Jest wiele niewyjaśnionych spraw.
Spraw, które skrzętnie zostały zamiecione pod dywan.
Choćby sprawa pożyczki moskiewskiej.
Cisza. Nic się nie stało.

Szkoda słów.
Mnie tylko dziwi, że są wciąż ludzie, którzy uważają się za inteligentnych, a nie łapią takich rzeczy i powtarzają, to co przez lata im wmawiano.
Inteligencja to też krytycyzm wobec otaczającej rzeczywistości, a nie kurczowe uczepienie się autorytetów i powtarzanie za nimi wciąż tych samych figur.

Teraz chyba odbywa się narodowy test na inteligencję.
:)

M-k

Anonimowy pisze...

Coś mi się przypomniało.
Tak się wszyscy śmiali z masonów.
Zwrot - klucz :żydzi, masoni.
Wczoraj w programie Pospieszalskiego wiele wyjaśniali sami masoni, choć oczywiście to tylko rąbek tajemnicy.
Okazuje się, że są i żyją. Masoni. :)
A ich cele nie zawsze są tak zupełnie zbieżne z celami i interesami patriotów. ;)

Josef pisze...

"IV Rzeczpospolita nie powinna unikać nawet najbardziej drażliwych tematów. Wielu konfidentów jest znanymi publicystami, autorytetami moralnymi. Dlatego lista agentów w środowisku dziennikarskim powinna zostać ujawniona jak najszybciej i bezwarunkowo" napisała Anita Gargas w tekście pt. "Druga twarz czwartej władzy", który ukazał się w "Ozonie".
Jestem oczywiście za poruszeniem tego trupa ale powiem wam, że czytałem takie sformułowania już dawno w prasie reżimowej i to dość często. Biorąc pod uwagę średnią życia dziennikarzy zastanawiam się kogo to dotknie, no chyba, że będzie to zimny prysznic dla ludzi o przekonaniach podobnych do MROZONa.

Anonimowy pisze...

Nie wierzę w zimny prysznic.
To są ludzie - morsy, do przerębla włożysz, a oni dalej swoje.
Taki rodzaj grubej skóry, odpornej na prawdę i potrzebę jej poznania.

M

ckwadrat pisze...

>>>> Na liście zasobów archiwalnych IPN, zwanej listą Wildsteina, figuruje wielu redaktorów „Polityki”<<

Rozumiem, że ma to sugerować, że Polityka jest w rękach agentów, którzy zwalczając lustrację, próbują ochronić własne tyłki, w domyśle pogrążając tym samym Polskę w bagnie postkomunizmu.<<

A czy masz Mrożon wątpliwości, że zwalczając lustrację nie występowali we własnym interesie? Przecież to oczywiste i trudno wymagać, żeby postępowali inaczej, skoro już wcześniej zachowywali się nader koniunkturalnie i w doskonale rozumianym własnym interesie. We własnym interesie kosztem zdrowia, kariery czy nawet życia innych! I chyba nie zaprzeczysz, że kosztem Polski, pogrążając ją nie w bagnie post- ale w otchłani komunizmu, czy wydatnie opóźniając wydobycie się z tego.

Problem polega też na tym, że ci wszyscy (jak się później okazało tajni współpracownicy) zwalaczający lustrację występowali z jak się wydawało czystej pozycji ludzi nie splamionych współpracą z bezpieką. Przykładem choćby szmata Maleszka (co się niedawno okazało wyjątkowo aktywny agent i to z włąsnej nieprzymuszonej woli), publikujący jeszcze niedawno w Wyborczej artykuły przeciwne lustracji (nadal zresztą tam jest zatrudniony). Czy to normalne, żeby ludzie tak zeszmaceni, jak Maleszka w piśmie o kilkusetysięcznym nakładzie mówili społeczeństwu co jest moralne, a co nie?!

Jeśli "Politykę" dotyka podobne brzemię (choć może gadzinówka było zbyt mocnym określeniem), a jej obecni redaktorzy jeszcze mają czelność wspominać coś o teraźniejszym dziennikarstwie reżimowym, w ogóle przyrównując demokratyczny rząd do reżimu, a Bogu ducha winną dziennikarkę do dziennikarzy reżimowych, to przecież są szmatami do kwadratu..

Anonimowy pisze...

...wszystkim ROZUMNYM INACZEJ, bredzącym o tym, jakich widziano Uczciwych Ludzi w środkach masowego ogłupiania po 1945, radzę pogłowkować nad tym, co mianowicie wykonał jeden Człowiek, p. Karol Małcużyński, "Monitor", w I sobotę po inwazji 21 sierpnia 1968 r.wojsk paktu na suwerenną Czechosłowację. Na tej jednej Osobie, lista się wyczerpuje. Howgh. Antyk, Tarnów

Anonimowy pisze...

Jakie dziennikarstwo??? Reżimowe??? Coś się autorowi pomyliło, sam należał do "dyspozycyjnych pracowników" PRL, albo jest bardzo młodym człowiekiem, który jest ofiarą reformy szkolnictwa, która w nauczaniu praktycznie pomija historię powojenną!