niedziela, 12 marca 2006

Bombowy efekt

Kilka dni temu zebrała się sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych, aby zbadać, czy za alarmami bombowymi z ubiegłego roku w Warszawie mógł stać sztab wyborczy jednego z kandydatów na prezydenta. Dla przypomnienia - chodzi o podłożenie kilkunastu atrap bomb w stolicy, 2 dni przed drugą turą wyborów prezydenckich. Sprawców do dziś nie ujęto.

Jak wynika z nieoficjalnych informacji Rzeczpospolitej, Roman Giertych na posiedzeniu speckomisji pytał przedstawiciela Ministerstwa Sprawiedliwości, czy prokuratura badała ewentualne powiązania wawabomberów ze sztabem wyborczym jednego z kandydatów. Giertych przytoczył "plotki", które słyszał od polityków i dziennikarzy, że fałszywy atak terrorystyczny inspirowali sztabowcy.. Lecha Kaczyńskiego. Plotkę twórczo rozwinął na posiedzeniu speckomisji poseł Samoobrony Andrzej Grzesik, który w sejmowych kuluarach słyszał, że atrapy bomb miał podłożyć.. Roman Polko (był wtedy doradcą Kaczyńskiego ds. bezpieczeństwa, wcześniej dowódca GROM-u). Z kolei Marek Biernacki (PO) zapytał ministra na tymże samym specposiedzeniu, czy zamachy mogły przygotować służby specjalne, które chciały przypodobać się.. Lechowi Kaczyńskiemu.

Pomijając absurdalność wszystkich "plotkarskich" wersji, warto poświęcić im chwilę uwagi, choćby dlatego, że jest to kolejna odsłona antypisowskiej propagandy, tym razem jednak wyjątkowo prymitywna. Urągające wszelkiej logice, haniebne "plotki", rozpowiadane przez politycznych przeciwników PiS, a rozgłaszane masowo przez "wolne" media, mają przecież jeden cel - zdyskredytować wszelkimi możliwymi środkami tę partię w oczach wyborców. Opublikowanie kuriozalnych pomówień, bez jakiegokolwiek redakcyjnego komentarza jak to było naprawdę, urąga bezsprzecznie etyce dziennikarskiej. Po raz kolejny, zamiast rzetelnie informować, opiniotwórczy dziennik wdał się w horrendalną manipulację.

Minęło przecież zaledwie kilka miesięcy od wyborów prezydenckich, a Biernacki raczył już "zapomnieć", że faworytem przed drugą turą bynajmniej nie był Kaczyńki, lecz Tusk! Jeśli zatem służby miałyby się komuś przypodobać, to przecież nie Kaczyńskiemu, lecz Tuskowi.

Jeśli zaś chodzi o same atrapy, to już w czasie, gdy policjanci odkrywali kolejne paczki z rzekomymi bombami, do kilkunastu redakcji dotarł e-mail zatytułowany "Kaczyński = wojna". Autorzy przyznali się w nim do podłożenia 15 bomb i pisali w nim między innymi: "Wybór Kaczyńskiego to budowa Polski ksenofobicznej. (...) Już teraz nacjonalizm polskiej prawicy skłania się ku przemocy. Obecnie jest skierowany przeciw mniejszościom seksualnym". List kończy się ostrzeżeniem: "Zebraliśmy wystarczająco materiałów wybuchowych. Pod listem podpisały się "Brygady PowerGay" i "Silny Pedał".

Jakiej logiki trzeba używać, żeby wysnuć wniosek, ba, choćby przypuszczenie, że za takim listem i całą akcją mógł stać któryś ze sztabowców, czy choćby zwolenników Kaczyńskiego?! Przecież "Kaczyński = wojna" i "Zebraliśmy wystarczająco materiałów wybuchowych. Jesteśmy w trakcie testów" jest jasnym sygnałem dla społeczeństwa, że jeśli wybierze Kaczyńskiego na prezydenta, to podłożone zostaną prawdziwe bomby!

Zapewne terrorystami nie byli także geje. I to nie dlatego, że ich największe organizacje się od tego prędziutko odcięły. Przez prawdziwych sprawców zostali potraktowani instrumentalnie. Prawdziwymi sprawcami są przecież ci, którym wybór Kaczyńskiego mógł naprawdę zaszkodzić. Zamiarem sprawców było przekierowanie strachem sympatii wyborczych. Można to nazwać próbą wywołania "efektu madryckiego". Jak wiadomo, po zamachach w Madrycie, które miały miejsce trzy dni przed wyborami do parlamentu, drastycznie spadło, ze strachu przed kolejnymi zamachami, poparcie dla prawicy, w efekcie czego wybory wygrała lewica. Co prawda w Madrycie chodziło o zaangażowanie wojskowe tego kraju w Iraku, ale efekt społeczny był dokładnie ten sam, o jaki chodziło wawabomberom.

Najpaskudniejsze w tym wszystkim jest to, że po nieudanej prowokacji, wymierzonej w Kaczyńskiego, próbuje się jego otoczenie wrobić w jej przygotowanie. Tak zrelatywizowanej logiki sam Generalissimus by się zapewne nie powstydził.

Tagi: ; ;

5 komentarzy:

Lear pisze...

Cokolwiek by mądrale nie wymyślili, cała sprawa i tak jest groźna dla Układu - już samo dopuszczenie do publicznej dyskusji myśli, że służby S. mogły wytknąć lepkie paluszki w politykę jest rikoszetowym zwycięstwem Kaczorów.
A w wersje typu "wyszadzał Polko" nie wierzy chyba nawet statystyczny czytelnik "Nie"...

Mrozon pisze...

Ten przeciek dowodzi przede wszystkim tego, że komisja do spraw służb specjlanych jest nieszczelna. Jestem zdania, że za przeciek odpowiada Giertych, który się w tej działalności rozsmakował u boku tow. Wassermana w czasie prac komisji Orlenowskiej.

Do Rzeczpospolitej nie ma co mieć pretensji. Jak gazeta dostaje taki materiał, to go puszcza. W końcu nie napisali, od siebie że sztab Lecha Kaczyńskiego zmontował akcję z atrapami, tylko zrelacjonowali dyskusję na posiedzeniu komisji.

Anonimowy pisze...

Mniej agresji!

Anonimowy pisze...

To prawda.:(

ckwadrat pisze...

Lear - to, że atrapy podkładał Polko, to byłby prawdziwy GROM z jasnego nieba.. ;)

Mrożon - mam pretensje do Rzepy, bo wolne dziennikarstwo nie polega przecież na tym, żeby bezkrytycznie powielać w setkach tysięcy egzempalrzy każdą bzdurę, najgłupszy wysmysł i plotkę. Choćby nawet pochodziło to z tak ulubionego przez niektórych dziennikarzy przecieku.