Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2010

Go arround zarejestrowany przez kamerę "101-ki"

Okazuje się, że na kadłubie samolotu Tu-154M nr 101, który uległ katastrofie w Smoleńsku, była zainstalowana kamera wideo . Umieszczona była w dolnej części kadłuba i pokazywała to, co znajduje się przed samolotem nieco z dołu. Obraz z kamery był prezentowany na monitorze w saloniku prezydenckim. Tak przynajmniej twierdzi marek156 , który umieścił na YouTubie filmy zarejestrowane tą kamerą. Nasuwa się więc pytanie, czy podczas tragicznego lotu kamera była włączona a obraz z niej również rejestrowany. Na prezentowanych przez marka156 filmach możemy obejrzeć m.in. manewr go arround, czyli rezygnacji z lądowania i odejścia na drugi krąg, który powinien zostać wykonany także w Smoleńsku. Zabrakło jednak kilku metrów..

Niewyobrażalna brawura pilotów

Obraz
Dzisiaj w Trójce, w programie o katastrofie w Smoleńsku, wypowiadał się Edmund Klich. Odpowiadając na pytanie o to, do jakiej wysokości piloci odliczali wysokość podczas podejścia do lądowania, zdradził, że.. " do 20 metrów ". Klich powiedział też, że korzystali przy tym z radiowysokościomierza . Piloci nie widząc pasa nie powinni schodzić poniżej tzw. wysokości decyzyjnej, która wynosiła 100 metrów (różne źródła podają minimalną wysokość decyzyjną dla tego lotniska i samolotu na 100 do 120 metrów). Nie powinni też korzystać z radiowysokościomierza, bo nie pozwalał na to teren przed lotniskiem. Znajdujący się na podejściu jar sprawił, że korzystając z RW samolot "ślizgał się" po opadającym zboczu doliny, by za parenaście sekund mieć przed nosem wynoszące się przeciwległe zbocze. Piloci oczywiście tego nie widzieli, bo była mgła. Nie widzieli pasa, nie widzieli ukształtowania terenu, które stało się dla nich śmiertelna pułapką. Zorientowali się dopiero wtedy, gdy za...

MAK usypia

Dzisiejszą konferencję Międzypaństwowego Komitetu Lotnictwa (MAK) można zamknąć jednym zdaniem: wszystkie ewentualne przyczyny, które mogłyby chociaż ocierać się o Rosjan lub Rosję zostały jasno i wyraźnie wykluczone . W skrócie. Bezbłędnie działała rosyjska obsługa lotniska. W najwyższym porządku znajdowało się rosyjskie lotnisko w Smoleńsku, które było wcześniej sprawdzane. Samolot Tu-154, jak wiadomo rosyjskiej produkcji, był nawet w tak świetnym stanie, że można to było stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, nie badając żadnych jego części z wyjątkiem czarnych skrzynek. No i zamach też jest wykluczony (bo to przecież teren Rosji). Natomiast ewentualne przyczyny leżące po polskiej stronie zostały przedstawione w jak najszerszym spektrum. Począwszy od błędnej decyzji pilota, który mimo ostrzeżeń z różnych źródeł lądował, poprzez braki w systemie szkolenia w 36 SPLT (brak ćwiczeń na symulatorach), skończywszy na złym prawie lotniczym, w którym brak expressis verbis zapisów, że kapitan ...

Piloci działali niewłaściwie i nieprofesjonalnie

Edmund Klich, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, stwierdził , że piloci rządowego tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku, działali niewłaściwie i nieprofesjonalnie. Klich zwraca co prawda uwagę na szerszy kontekst: szkolenia pilotów, uregulowań prawa lotniczego, a nawet wadliwych być może badań innych wypadków lotniczych, to sprawa się już rypła. Cała wypowiedź Klicha na ten temat brzmi: "Jeśli będziemy oceniać tylko działania pilotów, to cały ten system wyszkoli następnych, a w danym wypadku piloci działali nieprofesjonalnie, bo gdyby działali profesjonalnie, to nie powinno dojść do wypadku . - Jeśli skoncentrujemy się na działaniu pilota, to wnioski będą bardzo płytkie. Trzeba sprawdzić cały system, który - mówiąc nieładnie - wyprodukował tego pilota, przygotował do działania w sposób niewłaściwy ." Szef PKBWL stwierdził też, że "z całą pewnością samolot był sprawny - ani nie było sygnalizacji na urządzeniach, ani załoga nie zgłaszała żadnych problemó...

W smoleńskim błocie

Obraz
Miesiąc po katastrofie, w miejscu gdzie rozbił się rządowy tupolew z prezydentem RP na pokładzie, reporterzy "Faktu" znaleźli części jednego z najważniejszych przyrządów nawigacyjnych - radiokompasu. To na podstawie wskazań radiokompasu, który odbiera sygnały radiolatarni, ustalany jest kurs samolotu. Jeśli lotnisko nie ma żadnego systemu wspierającego lądowanie, a tak najpewniej było 10 kwietnia 2010 na Smoleńsk Siewiernyj, radiokompas jest jedynym urządzeniem, które pozwala ustalić właściwy kierunek podejścia do lądowania (wyznacza oś pasa). Z tego co ustalił "Fakt", znaleziona część jest tzw. tabliczką abonencką, na której nawigator przełącza źródła sygnału. Po aktualnym ustawieniu przełączników widać będzie, z jakim źródłem nawigator usiłował się łączyć przed samą katastrofą i jakie komunikaty odbierał. Nie trzeba specjalistycznej wiedzy, żeby domyślić się, jak bardzo istotny to może być dowód przy określaniu przyczyn katastrofy. To, że tę część znaleźli dzienn...

Gaspadin Klich na tropie

Obraz
Gaspadin Klich, tak pieszczotliwie zwracał się do szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i akredytowanego premier Putin, po powrocie z Moskwy udziela się dużo w mediach. W sposób kategoryczny wyklucza niektóre potencjalne przyczyny katastrofy, jak zamach czy usterki techniczne. Te ostatnie Edmund Klich wykluczył już na pierwszej konferencji prasowej po powrocie z Moskwy. Potwierdził to w wywiadzie dla TVN24 : "zapisy rejestratorów dotyczące techniki jasno określają, że nie było żadnych problemów z techniką", "załoga takich problemów nie zgłaszała." Kokpit Tu-154M Akredytowany powiedział też, że "gdyby był to zamach, inny byłby m.in. rozrzut szczątków. - Ja znam przebieg lotu, to też wyklucza zamach". Stwierdza ponadto, że na katastrofę nie miały wpływu osoby trzecie, czy raczej piąte (bo w kabinie jest czterech członków załogi), które znajdowały się w kabinie pilotów podczas lotu. Ostatni goście byli bowiem kilkanaście albo i więcej minut pr...