Czego możemy spodziewać się w polityce w 2010 roku? Powiem wprost (choć już nawet i to sprzedane ;), że spodziewam się najgorszego. To znaczy - przejęcia pełni władzy przez PO. Przyzwyczajam się do tego, że Donald Tusk będzie prezydentem. Łatwiej mi nawet znieść tę myśl, niż to, że teraz jest premierem. Oczywiście wcale tego nie chcę, ale tak widać chcą ludzie. Być może otumanieni przez media, a może po prostu wolą przystojniaka wciskającego kity o miłości. Sądząc z sondaży, może nawet akceptują to, że szczuje opozycję buldogami i dąży do całkowitego zawłaszczenia państwa przez partię, której jest prezesem. Wspiera korporacje, zabija pluralizm mediów, zapobiega jakiejkolwiek niewygodnej dla jego sprzymierzeńców choćby dyskusji itd. itp. - listę zarzutów znamy, nie ma więc sensu jej powtarzać. Prezydentura dla Tuska byłaby jednak tylko prestiżową wygraną. Konfitury czekają natomiast w samorządach. W kończącej się w tym roku kadencji, dzięki lokalnym koalicjom z PSL i SLD, PO również rzą...