Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2009

Mój skarb

Obraz
Myślałem, że takie przypadki zdarzają się tylko w filmach czy w opowiadaniach dla dzieci ;). A jednak przydarzyło się to mi, staremu koniowi, niespecjalnie nawet z braku czasu mogącemu sobie pozwolić na lekturę książek. To nic wielkiego, ale pamiętać o tym będę do końca życia. Być może "do końca życia" zabrzmiało groźnie, więc chciałbym uspokoić, że zdarzenie jest z gatunku zaskakujących, ale przyjemnych. Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia postanowiłem sobie zrobić mały prezent na urodziny. Przechodząc w drodze z pracy obok antykwariatu na Powiślu wypatrzyłem w jego witrynie "Pisma Zbiorowe" Józefa Piłsudskiego. Po dłuższej chwili przyglądania się przez szybę nie miałem wątpliwości, że to wydanie przedwojenne, a nie jakiś reprint. Na wystawie był tom X, co sugerowało, że tomów jest co najmniej dziesięć. W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że fajnie by było mieć te pisma na półce, jednakowoż kosztują pewnie nie mało. Choć wyraźnie podniszczone, ale ponieważ ...

Mój pierwszy Nordic-Walk

Od kilku lat myślałem o kupnie nart biegowych. Powstrzymywał mnie brak śniegu i nadmiaru funduszy. Wydanie prawie tysiąca złotych po to, aby użyć sprzętu przez miesiąc, w porywach dwa w roku nie wchodziło w rachubę. No więc, skoro nie mogą być narty, to może same kijki? Chodzi oczywiście o kijki do uprawiania tzw. Nordic-Walkingu , którą to formę rekreacji uprawia w Skandynawii bardzo wiele osób. Co jest zresztą zrozumiałe, bo jeżdżą tam dużo na nartach. W Polsce o Nordic-Walkingu dopiero zaczyna być słychać. Ktoś, kto mieszka nieopodal lasu jak ja nie mógł nie zauważyć zwiększającej się z miesiąca na miesiąc liczby osób chodzących z kijami. Nie ukrywam, że kiedy je pierwszy raz zobaczyłem jakieś dwa lata temu, to myślałem, że to jakaś forma lasek dla osób z problemami z kręgosłupem. Jednak osób takich spotykałem coraz więcej, i choć nie byli to ludzie młodzi, to zaczęło mi to już wyglądać niemal wyczynowo. Wszyscy zasuwali bowiem z tymi kijkami jak małe samochodziki. Zerknąłem więc z...

Jeszcze o Bernardzie i Daukszewiczu

Tym razem w dzisiejszej Rzepie : "Konsternację czytelników internetowych portali plotkarskich wzbudziły też niedawne przeprosiny, jakie znany satyryk Krzysztof Daukszewicz wystosował pod adresem jednego z blogerów. Daukszewicz na antenie TVN 24 przeczytał jego satyryczny tekst, utrzymując, że napisał go sam. Gdy sprawa wyszła na jaw, oświadczył, że wydawało mu się, iż to jego własny utwór, bo „zgrabnie, porządnie napisany", a jeśli przeprosiny nie wystarczą, „stawia dobrą flaszkę na zgodę"." Pominę stwierdzenie o "konsternacji czytelników portali plotkarskich" - czym jest portal typu Salon24, niech wytłumaczy swojemu redakcyjnemu koledze Igor Janke ;). Natomiast szkoda, że autor zamiast pisać "jeden z blogerów" nie użył nicka Bernarda. Równie dobrze mógł napisać "jeden z obywateli". Choć bloger lepszy od nadużywanego powszechnie przez dziennikarzy "internauty". Bo internauta to taki wirtualny obywatel - nie dość, że anonimo...